26.01.2025, 21:30 ✶
Ona teatralnie wywróciła oczyma, a on się zaśmiał. Bardzo naturalnie i swobodnie. Był to śmiech szczery, rześki. Ten śmiech, przy którym człowiek czuł się w miarę swobodnie, bo nikt nie śmiał się z niego - Flinta bawiła sama w sobie sytuacja.
- Masz rację - przyznał, wcale nie unikając wulgaryzmu. - Wkurwienie się niesie większy ładunek emocjonalny. - Pokręcił głową. - Wybacz, być może nie powinienem się śmiać, ale posiadasz dar ujmowania niektórych scen słowami, których nie użyłby nikt inny. - Zachowywał się trochę, jakby sam nie był podobny, chociaż można było powiedzieć o nim niemalże to samo, jedynie osadziłoby się go po przeciwnej stronie spektrum dziwności. Ona była aż nazbyt młodzieżowa i wulgarna jak na swój wiek i status społeczny, on mając o wiele niższe oczekiwania od społeczeństwa, przybrał rolę kogoś, kto za młodu wpadł do kotła z wierszami. - Przekleństwa z literą „r” podobno pozwalają ściągnąć z barków wiele napięcia. Tak swoją drogą.
A później wydał z siebie ciche mhm i zamilkł na moment.
- Czyli uważasz go za nieszczerego? - To było bardzo jak na niego bezpośrednie pytanie. Tak naprawdę to... nie drążył nigdy cudzych historii aż tak, zamiast tego sam się uzewnętrzniał pod kątem przeżywanych przygód i pisanych podczas nich wierszy. Ale na tarczę księżyca - ona tu uprawiała tak głęboki oversharing, że nienaturalnym stawał się brak pytania, a nie to, że padało gdzieś pomiędzy tym co mówiła.
- Nie zamierzam zaprzeczać. Zaprosiłem cię tutaj, bo wydawałaś mi się być interesująca, a nie dlatego, że śledziłem cię latami. Zresztą, sama wiesz, że mam córkę - zmierzył ją nieco nieobecnym spojrzeniem. Nieco niepasującym do tego, jak świadomie, żywo i barwnie opowiadał kierujące nim motywy. - Vivi mi powiedziała, że malujesz obrazy w dokładnie takim stylu, w jakim ja chciałem taką miniaturę do zatopienia w żywicy. Więc napisałem wiadomość i odpowiedź tak mnie zbiła z tropu, że prawie zrzuciłem ze stołu kałamarz. - I nagle wrócił - wróciła jego uwaga, wróciły iskry w ślicznych oczach i na moment spomiędzy warg, w kolejnym uśmiechu wychyliły się rzędy białych, kontrastujących ze skórą zębów. - Cóż mam powiedzieć, chyba mocno przywykłem do tego, że na moje wiadomości ludzie odpowiadają bardzo grzecznie. Poetycko, rzekłbym. To mnie zaprowadziło myślami do czasów, kiedy byliśmy dzieciakami biegającymi po zamku. Zacząłem się zastanawiać, jak bardzo się zmieniłaś. Teraz to, co sobie wyobraziłem ściera się z tym co chcesz mi o sobie pokazać. Na tym tylko mogę opierać swoje oceny. I trochę z żalem słucham, że Mildþryþ, jaką dzisiaj zastałem, określa swoje życie mianem ruiny.
Jego uśmiech pobladł. Zamiast niego usta i oczy egzorcysty przejęło coś innego - troska może? Ciężko było to stwierdzić, póki nie sięgnął do niej ręką i (o ile nie odsunęła twarzy lub nie wyglądała na zbyt zaskoczoną - bo nigdy nie należał do ludzi lubiących się narzucać i naruszających cudzą przestrzeń, no chyba, że był to jego serdeczny przyjaciel) nie przesunął palcem po jej policzku, widząc wzbierające się w jej oczach łzy.
- Mogę złożyć tę obietnicę, ale Mildþryþ... sprawy Anglii nie pozwolą mi wypłynąć stąd przed zimą, a ty brzmisz jak ktoś chcący uciec przed czymś, co jest tu i teraz. - Przekręcił głowę w bok. - Nie miałaś okazji się o tym przekonać, ale jestem całkiem dobry w dźwiganiu cudzych ciężarów - a przynajmniej za takiego się uważał - nawet jeżeli nie dopytywał, ani nie plotkował, uważał się za dobry obiekt zwierzeń. - Jestem też dobry w opowiadaniu o gwiazdach. - W zmienianiu tematu na coś, co poruszało sercem w innym kierunku niż cierpienie. Legendy przodków przynosiły ukojenie nie tylko temu. Jednym z narośli rakowych współczesnego świata było przecież odwrócenie się od tradycji.
- Masz rację - przyznał, wcale nie unikając wulgaryzmu. - Wkurwienie się niesie większy ładunek emocjonalny. - Pokręcił głową. - Wybacz, być może nie powinienem się śmiać, ale posiadasz dar ujmowania niektórych scen słowami, których nie użyłby nikt inny. - Zachowywał się trochę, jakby sam nie był podobny, chociaż można było powiedzieć o nim niemalże to samo, jedynie osadziłoby się go po przeciwnej stronie spektrum dziwności. Ona była aż nazbyt młodzieżowa i wulgarna jak na swój wiek i status społeczny, on mając o wiele niższe oczekiwania od społeczeństwa, przybrał rolę kogoś, kto za młodu wpadł do kotła z wierszami. - Przekleństwa z literą „r” podobno pozwalają ściągnąć z barków wiele napięcia. Tak swoją drogą.
A później wydał z siebie ciche mhm i zamilkł na moment.
- Czyli uważasz go za nieszczerego? - To było bardzo jak na niego bezpośrednie pytanie. Tak naprawdę to... nie drążył nigdy cudzych historii aż tak, zamiast tego sam się uzewnętrzniał pod kątem przeżywanych przygód i pisanych podczas nich wierszy. Ale na tarczę księżyca - ona tu uprawiała tak głęboki oversharing, że nienaturalnym stawał się brak pytania, a nie to, że padało gdzieś pomiędzy tym co mówiła.
- Nie zamierzam zaprzeczać. Zaprosiłem cię tutaj, bo wydawałaś mi się być interesująca, a nie dlatego, że śledziłem cię latami. Zresztą, sama wiesz, że mam córkę - zmierzył ją nieco nieobecnym spojrzeniem. Nieco niepasującym do tego, jak świadomie, żywo i barwnie opowiadał kierujące nim motywy. - Vivi mi powiedziała, że malujesz obrazy w dokładnie takim stylu, w jakim ja chciałem taką miniaturę do zatopienia w żywicy. Więc napisałem wiadomość i odpowiedź tak mnie zbiła z tropu, że prawie zrzuciłem ze stołu kałamarz. - I nagle wrócił - wróciła jego uwaga, wróciły iskry w ślicznych oczach i na moment spomiędzy warg, w kolejnym uśmiechu wychyliły się rzędy białych, kontrastujących ze skórą zębów. - Cóż mam powiedzieć, chyba mocno przywykłem do tego, że na moje wiadomości ludzie odpowiadają bardzo grzecznie. Poetycko, rzekłbym. To mnie zaprowadziło myślami do czasów, kiedy byliśmy dzieciakami biegającymi po zamku. Zacząłem się zastanawiać, jak bardzo się zmieniłaś. Teraz to, co sobie wyobraziłem ściera się z tym co chcesz mi o sobie pokazać. Na tym tylko mogę opierać swoje oceny. I trochę z żalem słucham, że Mildþryþ, jaką dzisiaj zastałem, określa swoje życie mianem ruiny.
Jego uśmiech pobladł. Zamiast niego usta i oczy egzorcysty przejęło coś innego - troska może? Ciężko było to stwierdzić, póki nie sięgnął do niej ręką i (o ile nie odsunęła twarzy lub nie wyglądała na zbyt zaskoczoną - bo nigdy nie należał do ludzi lubiących się narzucać i naruszających cudzą przestrzeń, no chyba, że był to jego serdeczny przyjaciel) nie przesunął palcem po jej policzku, widząc wzbierające się w jej oczach łzy.
- Mogę złożyć tę obietnicę, ale Mildþryþ... sprawy Anglii nie pozwolą mi wypłynąć stąd przed zimą, a ty brzmisz jak ktoś chcący uciec przed czymś, co jest tu i teraz. - Przekręcił głowę w bok. - Nie miałaś okazji się o tym przekonać, ale jestem całkiem dobry w dźwiganiu cudzych ciężarów - a przynajmniej za takiego się uważał - nawet jeżeli nie dopytywał, ani nie plotkował, uważał się za dobry obiekt zwierzeń. - Jestem też dobry w opowiadaniu o gwiazdach. - W zmienianiu tematu na coś, co poruszało sercem w innym kierunku niż cierpienie. Legendy przodków przynosiły ukojenie nie tylko temu. Jednym z narośli rakowych współczesnego świata było przecież odwrócenie się od tradycji.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr