26.01.2025, 21:35 ✶
Maeve westchnęła teatralnie, jakby jego słowa wibrowały w powietrzu tak nieznośnie, że nie mogła tego znieść. Zamiast odpowiedzieć, uniosła brew i utkwiła spojrzenie gdzieś ponad jego ramieniem, jakby patrzyła na coś znacznie bardziej interesującego niż Sauriel we własnej osobie. Tyle że wokół było tylko pustkowie Pokątnej, przynajmniej w ich zakątku tej ulicy.
- Sauriel Chang? - Powtórzyła z powątpiewaniem, marszcząc lekko nos, jakby próbowała oswoić się z tym konceptem. - Nazwisko spoko, imię głupie. - Przewróciła oczami, ale kącik ust uniósł się w lekkim, ledwie zauważalnym uśmiechu. - Wiem, że moja matka nienawidzi mężczyzn, ma słuszne powody. Ale masz rację, ty raczej byś jej nie nawrócił - zaśmiała się, wypuszczając powietrze nosem. Madeleine często narzekała, że Mewa ma więcej kolegów niż koleżanek, a ponadto jeden głupszy od drugiego. Miała przeczucie, że sentyment matki się nie zmienił. - Zupka? Na sucho jest w niezgorsza, ale ma jakiś chemiczny posmak. - Odparła, ale na chwilę się zawahała. - Znaczy, żeby nie było, że wybrzydzam. Nadal smakuje o niebo lepiej niż te fluorescencyjne grzyby ze Ścieżek, ale myślę, że zostawię resztę na potem, spróbuję w domu zalać ją wrzątkiem. Wyślę ci recenzję sową - obiecała, decydując się postąpić zgodnie z instrukcją.
Jej dłoń wsunęła się głęboko do kieszeni kurtki, bo chłód powoli wciskał się pod materiał, przypominając o tym, że zima w tym roku dawała się we znaki. Może dlatego tak niewiele osób kręciło się przy choince, bo widziała ich zaledwie paru, nie zapominając oczywiście o tym przypadkowym menelu od koślawego remiksu Cichej Nocy. Słysząc pierwsze takty pieśni, Maeve parsknęła krótkim śmiechem, który szybko zagłuszył kolejny podmuch wiatru.
Dotarli bliżej choinki, a Mewa mimowolnie zwolniła kroku. Światła mieniły się w magicznej feerii barw, odbijając się od bombek i tworząc na śniegu istny spektakl. Sauriel ją szturchnął, a ona odpowiedziała krótkim spojrzeniem spod przymrużonych powiek.
- Robi wrażenie - przyznała, kiwając głową z niemrawym uznaniem. Oparła się na jednej nodze, lekko przekrzywiając głowę, by lepiej przyjrzeć się drzewku. - Chociaż... - Zmarszczyła brwi, przyglądając się bliżej jednemu z wierzchołków. - Myślisz, że dalibyśmy radę wdrapać się na samą górę i zamienić tę gwiazdę na coś bardziej... interesującego? - Uniosła brodę w jego stronę, wyzywająco, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, który zdradzał, że nie spodziewała się, że Sauriel się zawaha. Jeśli coś w nim było pewne, to to, że nigdy nie odmawiał wyzwań - szczególnie tych głupich i potencjalnie nielegalnych.
- W ogóle, o co biega z tymi bombkami? - Zagaiła, wskazując na ludzi, którzy jeszcze wieszali ozdoby na drzewku. - Ministerstwa nie stać na ozdoby i zorganizowali ogólnoczarodziejską zrzutę? -
- Sauriel Chang? - Powtórzyła z powątpiewaniem, marszcząc lekko nos, jakby próbowała oswoić się z tym konceptem. - Nazwisko spoko, imię głupie. - Przewróciła oczami, ale kącik ust uniósł się w lekkim, ledwie zauważalnym uśmiechu. - Wiem, że moja matka nienawidzi mężczyzn, ma słuszne powody. Ale masz rację, ty raczej byś jej nie nawrócił - zaśmiała się, wypuszczając powietrze nosem. Madeleine często narzekała, że Mewa ma więcej kolegów niż koleżanek, a ponadto jeden głupszy od drugiego. Miała przeczucie, że sentyment matki się nie zmienił. - Zupka? Na sucho jest w niezgorsza, ale ma jakiś chemiczny posmak. - Odparła, ale na chwilę się zawahała. - Znaczy, żeby nie było, że wybrzydzam. Nadal smakuje o niebo lepiej niż te fluorescencyjne grzyby ze Ścieżek, ale myślę, że zostawię resztę na potem, spróbuję w domu zalać ją wrzątkiem. Wyślę ci recenzję sową - obiecała, decydując się postąpić zgodnie z instrukcją.
Jej dłoń wsunęła się głęboko do kieszeni kurtki, bo chłód powoli wciskał się pod materiał, przypominając o tym, że zima w tym roku dawała się we znaki. Może dlatego tak niewiele osób kręciło się przy choince, bo widziała ich zaledwie paru, nie zapominając oczywiście o tym przypadkowym menelu od koślawego remiksu Cichej Nocy. Słysząc pierwsze takty pieśni, Maeve parsknęła krótkim śmiechem, który szybko zagłuszył kolejny podmuch wiatru.
Dotarli bliżej choinki, a Mewa mimowolnie zwolniła kroku. Światła mieniły się w magicznej feerii barw, odbijając się od bombek i tworząc na śniegu istny spektakl. Sauriel ją szturchnął, a ona odpowiedziała krótkim spojrzeniem spod przymrużonych powiek.
- Robi wrażenie - przyznała, kiwając głową z niemrawym uznaniem. Oparła się na jednej nodze, lekko przekrzywiając głowę, by lepiej przyjrzeć się drzewku. - Chociaż... - Zmarszczyła brwi, przyglądając się bliżej jednemu z wierzchołków. - Myślisz, że dalibyśmy radę wdrapać się na samą górę i zamienić tę gwiazdę na coś bardziej... interesującego? - Uniosła brodę w jego stronę, wyzywająco, a na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, który zdradzał, że nie spodziewała się, że Sauriel się zawaha. Jeśli coś w nim było pewne, to to, że nigdy nie odmawiał wyzwań - szczególnie tych głupich i potencjalnie nielegalnych.
- W ogóle, o co biega z tymi bombkami? - Zagaiła, wskazując na ludzi, którzy jeszcze wieszali ozdoby na drzewku. - Ministerstwa nie stać na ozdoby i zorganizowali ogólnoczarodziejską zrzutę? -
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —