26.01.2025, 23:32 ✶
- Zdradzę ci sekret: w chuju mam świat zewnętrzny - oznajmiła z promienistym uśmiechem na ustach, nie omieszkując jednak ukryć jadu w tonie głosu. Nie chciała się mieszać w sprawy bogobojnych, miłujących prawo czarodziejów. Nie chciała mieć do czynienia z bogaczami, którzy z nudów snuli bajki o wyższości własnej krwi. Nie obchodziły ją polityczne przepychanki na powierzchni, bo sprowadzały się do dużej ilości pięknych słów, których nikt nie miał odwagi przekuć w czyny. Pod ziemią język był prosty, swoją wartość udowadniało się siłą. Czasem pięści, czasem magii, czasem woli.
Kiedy Charles przyznał się do tego, że on sam, samiuśki, przyczynił się do wzbogacenia rynek w takie małe dzieła sztuki, aż musiała kontrolnie spojrzeć na Rodolphusa, żeby się upewnić, że się nie przesłyszała i nikt jej nie wkręca. A taki mały, taki niepozorny! Zdawała sobie sprawę, że cicha woda brzegi rwie, niemniej nie sądziła, że stojące tu Mulciberątko okaże się takie sprośne. No ale w sumie, chłopcy w okresie dojrzewania tak miewali...
- No proszę, proszę... - zaczęła z podziwem, lustrując Charliego spojrzeniem od stóp do głów. Przypatrywała mu się tak, jakby chciała go po raz kolejny obczaić, bo ewidentnie źle zrobiła, oceniając książkę po okładce. Podeszła do niego nawet, prawie ujmując jego twarz w dłonie, ale zatrzymała się z palcami w powietrzu. W ostatniej chwili odebrała przeczucie, że wtedy zupełnie by się spłoszył, a ponadto darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. - Nie sądziłam, że posiadasz osobowość. Naprawdę dziękuję za propozycję, będę o tobie pamiętać. Myślę, że wybiłam Lorraine z głowy radość związaną ze styczności z kutasami, ale może któraś z moich sióstr będzie zainteresowana - uśmiechnęła się, mówiąc to zupełnie szczerze. To, że Mewa skręcała w przeciwną stronę niż większość kobiet, nie znaczy, że jej rodzeństwo również. One nadal uganiały się za chłopcami, choć zdecydowana większość słusznie traktowała ich jak zabawki.
- Jak ja ci dam Wanga to smak stracisz - syknęła do Mulcibera, słysząc przekręcone nazwisko. Skarciła go wzrokiem tak, jakby nie była daleka od wzięcia tej doniczki i rozwalenia mu na głowie. Nie drążyła dalej, a jedynie przekroczyła próg Palarni, przebijając się przez rzędy szklanych koralików na sznurku, które zwisały u wejścia. Ozdoby wdzięcznie brzdękły w nieoczekiwanej harmonii, powiadamiając o nadejściu nowych przybyszów kobietę za ladą, ewidentnie zaklęte w tym właśnie celu. Dziewczyna była łudząco podobna z twarzy do Maeve, ale widać, że styl miały zupełnie odmienny. Zresztą, tamtej brakowało również zuchwałego spojrzenia i miała w sobie elegancję, której z kolei na próżno było szukać u Mewy.
Siostry wymieniły spojrzenia, jakby niemo przesyłając sobie komunikaty. Chang zza lady spojrzała na Maeve z dziwnym obrzydzeniem, kiedy spostrzegła dwóch białych mężczyzn wchodzących za nią do środka. Spoglądała raz to na nich, raz na Mewę, ewidentnie czekając na wyjaśnienie, bo nie był to ani Sauriel, ani Stanley, a już zdecydowanie nie Cabel.
- Zamierzam ich wygrzmocić, obydwu na raz - odezwała się wreszcie Maeve znudzonym, monotonnym tonem, ewidentnie sugerując poprzez cynizm, że zamiary miała zupełnie inne, a siostra nie powinna się interesować, bo kociej mordy dostanie. Wymieniły nawzajem wystawione języki, a potem Mewa machnęła na swoich towarzyszy.
- Tędy, na górę. Sprzęt mam w swoim pokoju - powiedziawszy to, wskazała palcem kierunek w górę schodów schowanych z tyłu lady, a potem sama zaczęła się po nich wspinać, wskakując sprawnie co drugi schodek.
Kiedy Charles przyznał się do tego, że on sam, samiuśki, przyczynił się do wzbogacenia rynek w takie małe dzieła sztuki, aż musiała kontrolnie spojrzeć na Rodolphusa, żeby się upewnić, że się nie przesłyszała i nikt jej nie wkręca. A taki mały, taki niepozorny! Zdawała sobie sprawę, że cicha woda brzegi rwie, niemniej nie sądziła, że stojące tu Mulciberątko okaże się takie sprośne. No ale w sumie, chłopcy w okresie dojrzewania tak miewali...
- No proszę, proszę... - zaczęła z podziwem, lustrując Charliego spojrzeniem od stóp do głów. Przypatrywała mu się tak, jakby chciała go po raz kolejny obczaić, bo ewidentnie źle zrobiła, oceniając książkę po okładce. Podeszła do niego nawet, prawie ujmując jego twarz w dłonie, ale zatrzymała się z palcami w powietrzu. W ostatniej chwili odebrała przeczucie, że wtedy zupełnie by się spłoszył, a ponadto darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby. - Nie sądziłam, że posiadasz osobowość. Naprawdę dziękuję za propozycję, będę o tobie pamiętać. Myślę, że wybiłam Lorraine z głowy radość związaną ze styczności z kutasami, ale może któraś z moich sióstr będzie zainteresowana - uśmiechnęła się, mówiąc to zupełnie szczerze. To, że Mewa skręcała w przeciwną stronę niż większość kobiet, nie znaczy, że jej rodzeństwo również. One nadal uganiały się za chłopcami, choć zdecydowana większość słusznie traktowała ich jak zabawki.
- Jak ja ci dam Wanga to smak stracisz - syknęła do Mulcibera, słysząc przekręcone nazwisko. Skarciła go wzrokiem tak, jakby nie była daleka od wzięcia tej doniczki i rozwalenia mu na głowie. Nie drążyła dalej, a jedynie przekroczyła próg Palarni, przebijając się przez rzędy szklanych koralików na sznurku, które zwisały u wejścia. Ozdoby wdzięcznie brzdękły w nieoczekiwanej harmonii, powiadamiając o nadejściu nowych przybyszów kobietę za ladą, ewidentnie zaklęte w tym właśnie celu. Dziewczyna była łudząco podobna z twarzy do Maeve, ale widać, że styl miały zupełnie odmienny. Zresztą, tamtej brakowało również zuchwałego spojrzenia i miała w sobie elegancję, której z kolei na próżno było szukać u Mewy.
Siostry wymieniły spojrzenia, jakby niemo przesyłając sobie komunikaty. Chang zza lady spojrzała na Maeve z dziwnym obrzydzeniem, kiedy spostrzegła dwóch białych mężczyzn wchodzących za nią do środka. Spoglądała raz to na nich, raz na Mewę, ewidentnie czekając na wyjaśnienie, bo nie był to ani Sauriel, ani Stanley, a już zdecydowanie nie Cabel.
- Zamierzam ich wygrzmocić, obydwu na raz - odezwała się wreszcie Maeve znudzonym, monotonnym tonem, ewidentnie sugerując poprzez cynizm, że zamiary miała zupełnie inne, a siostra nie powinna się interesować, bo kociej mordy dostanie. Wymieniły nawzajem wystawione języki, a potem Mewa machnęła na swoich towarzyszy.
- Tędy, na górę. Sprzęt mam w swoim pokoju - powiedziawszy to, wskazała palcem kierunek w górę schodów schowanych z tyłu lady, a potem sama zaczęła się po nich wspinać, wskakując sprawnie co drugi schodek.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —