Może przy nauce z konkretnych dziedzin nie odstawał zbytnio od idealnego obrazku reszty rodzeństwa, czyli Cedrica i Cecylki, ale pod wieloma innymi względami mógł być równie dobrze podrzutkiem z taboru cyrkowego. Miał wrażenie, że za każdym razem, gdy wpadał w kłopoty, a wieści o nich docierały do innych członków rodziny, wszyscy patrzyli się po sobie, zastanawiając się, kto mu zaszczepił takie zachowania. Nie zdziwiłby się, nawet gdyby rodzice rozważali uczenie go w domu, co by go nieco utemperować. To znaczy, gdyby powodziło im się nieco lepiej. Apteka była dobrym źródłem zarobku, ale daleko było im do milionerów.
— Brudne rzeczy. Gdybym Ci powiedział, musiałbyś zrobić jedną z tych rzeczy, żebym miał na ciebie haka — rzucił wymijająco. Nie miał zamiaru odkrywać wszystkich kart, ale nie miał nic przeciwko temu, aby nieco rozpalić wyobraźnię kolegi. — Jestem ułożony i przykładny? — Zmarszczył brwi. — Powinienem o tym napisać matce, bo nie uwierzy.
Słysząc jedną informację za drugą odnośnie do stanu eliksiru, Cameron od razu po opuszczeniu toalety ruszył do swoich wyrobów, klękając przed nim i machając różdżką to w lewą to w drugą stronę. Jakby tego mało mruczał pod nosem dodatkowe inkantacje, co by ustabilizować mieszankę. Nie miał zamiaru wyrzucić do kosza ostatnich kilku godzin. Doprowadzi tą sprawę do końca, choćby nie wiadomo co!
— Tak jestem pewny. To musi być tutaj w końcu... — Zamilkł, podnosząc wzrok znad kociołka i wbijając wzrok tuż pod nogi Gryfona.
Czy naprawdę widział, to co mu się wydawało? Zamrugał parę razy i przetarł oczy. Może to wina oparów z eliksiru? Cholera, czyżby coś jednak sknocił i wytworzył jakiś specyfik halucynogenny? Cóż, gdyby tak było, to zapewne by się tym szybko pochwalił u nauczyciela, jednak prawda szybko okazała się nieco inna.
— Toaleta Marty to najlepsza toaleta — odezwał się do Nicholasa skrzekliwy, nieprzyjemny na dla ucha głosik, który dobiegał do chłopaka z... płytek podłogowych?
Wystarczyło jedno spojrzenie w dół, aby zobaczyć prześwitującą twarz Jęczącej Marty, która uśmiechała się do Gryfona z płytek podłogowych. Ponad ich poziom wystała tylko jej głowa, ledwo powyżej podbródka, co z jednej strony mogło się wydawać komiczne, ale też nieco... przerażające. Gdyby latała tak po całym Hogwarcie, to co chwilę uczniowie słyszeliby jej piski, jak to nikt jej nie szanuje, wszyscy po niej depczą i psują jej fryzurę, która od lat nieprzerwanie funkcjonowała w formie dwóch bujnych kucyków.
— Dawno nie miałam tu takich ładnych gości — kontynuowała nastolatka, wylatując z podłogi i ukazując się dwójce uczniów w pełnej okazałości. — Wszyscy unikają Marty. Myślą, że Marta jest głupia, a czasem nawet, że przeklęta! Że Marta przynosi pecha, bo umarła w łazience!
Cameron zbliżył się do przyjaciela, ignorując chwilowo eliksir, który dalej stał na ogniu. Cóż, jakimś cudem udało im się wezwać tutaj tego duszka, więc chyba byli na dobrej drodze, żeby Nikoś spełnił swoje marzenie na ten semestr. Trącił go ramieniem.
— Słyszysz? Powiedziała, że jesteś ładny. Istny z ciebie pies na baby. Nawet jeśli są martwe — skomentował, zanim zdążył ugryźć się w język. Na reakcję Jęczącej Marty nie musiał długo czekać, gdyż ta momentalnie wydała z siebie donośny pisk, jakby zamierzała doprowadzić do pęknięcia luster wiszących nad umywalkami. Za dużo gadasz, pomyślał Krukon.
— Wszyscy nienawidzą Marty! Uważają, że Marta zmyśla, że wcale nie widziała tych czerwonych ślepi w łazience! — zawodziła zjawa.
Dopiero ta informacja wzbudziła w nim zainteresowanie. Czyli... Ktoś z nią tutaj bym w chwili jej śmierci? Ale czerwone oczy? Kto mógł mieć czerwone oczy?, pomyślał Cameron. Człowiek? Wątpliwe. Wprawdzie mógł to być wynik zakażenia lub niepoprawnie rzuconego zaklęcia, ale chyba żaden uczeń nie urządziłby drugiego ucznia w taki sposób? Nawet Lupinowi nie mieściło się to w głowie. Bądź co bądź, uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie lubowali się w psotach i płataniu dowcipów, ale żeby wystraszyć biedną dziewczynę na śmierć lub... Naprawdę ją zabić?
Skrzywił się na samą myśl. Nie... Przecież to by się od razu wydało, a sprawa byłaby głośna na cały kraj. A przecież Jęcząca Marta była po prostu swego rodzaju ciekawostką. Plotką wręcz. Jej historia była tajemnicza, ale nigdy nie pojawiły się żadne konkretne dowody, które wskazałyby, co konkretnie jej się przytrafiło. Równie dobrze mogła się poślizgnąć na mokrych kafelkach, a wizja czerwonych oczu stanowiła ostatni wytwór jej wyobraźni. Sądząc po jej wyglądzie, nie należała do uczniów, którzy przepadali za rówieśnikami.
— No dobra, a co właściwie... Ci się stało, że umarłaś? — rzucił, spoglądając na Nicholasa. To on przede wszystkim chciał się z nią spotkać, jednak teraz siedział cicho, jak zaklęty. Czyżby dalej był w szoku?
— To się stało w tej kabinie! — odrzekł duch dziewczyny, lecąc w stronę kibli. Cameron spojrzał na wskazaną przez nią kabinę, jednak nie zauważył w niej niczego interesującego.
— I co jest w niej takiego specjalnego?
— Umarłam w niej. — Marta spojrzała na Lupina takim wzrokiem, jakby to wszystko wyjaśniało, nie widziała potrzeby, aby wyjaśnić wyjątkowość tej kabiny. Cameron uśmiechnął się niemrawo. — Pamiętam to bardzo dokładnie. Schowałam się, bo ta cała Hornby wyśmiewała się z moich okularów. Płakałam, a potem usłyszałam kroki. Myślałam, że przyszła się nade mną znowu poznęcać, ale potem zobaczyłam te straszne oczy i... Puff! Koniec!
— Puff — powtórzył Cameron, strzelając oczami na boki.
Było to niepokojące, ale co mógł powiedzieć? Może zaatakowało ją jakieś zwierzę? Albo stworzenie pokroju wilkołaka lub wampira? Hogwart może i znajdował się blisko Hogsmeade, ale w okolicznych lasach można było pewnie znaleźć parę kryjówek, w których mogły się poukrywać jakieś straszydła. Niewykluczone, że coś mogło dostać się do środka i faktycznie pozbawić dziewczynę życia. Tylko, czy ówczesne władze szkoły faktycznie mogłyby tak łatwo zamieść wszystko pod dywan? To była szkoła. Uczniowie pisali listy, nauczyciele plotkowali... Jakieś wiadomości na pewno wypłynęłyby ze szkolnych murów!
— Wiesz co? Mój przyjaciel na pewno z chęcią cię pocieszy. On bardzo chciał poznać Twoją historię i więcej się o Tobie dowiedzieć. Praaawda, Nicholas?
Krukon zachęcił Figga do tego, aby podszedł bliżej, po czym sam wrócił do swojego eliksiru. Mimo to z tyłu głowy cały czas kołatały mu słowa Marty. Może Hogwart wcale nie był tak bezpiecznym miejscem, jak im się wydawało? Wprawdzie co poniektórzy mieli przeświadczenie, że to uczniowie i ich magiczne popisy były największym zagrożeniem, czy stworzenia żyjące w Zakazanym Lesie, ale co jeśli czaiło się tu coś innego? Większego, niebezpieczniejszego i bardziej... morderczego?