27.01.2025, 02:40 ✶
Nie miał pojęcia, jak ona to robiła, ale jakimś cudem Millie Moody, potrafiła jednocześnie robić z niego geja, jak i eksperta od kobiecej płodności.
Millie mówiła, że jest Pan cudotwórcą.
Paradoksalnie to absolutnie nie było zdanie, które chciałby usłyszeć, nie dlatego, że zaniżał swoje umiejętności, a dlatego, że nie miał przecież pojęcia co dokładnie dolegało jego nowej pacjentce, jaka była przyczyna jej problemów i czy mógł jej w ogóle jakoś pomóc. Nie wspominając już o tym, że chociaż oczywiście znał się na tym temacie, to przecież jednak jego główną dziedziną magimedycyny było zajmowanie się klątwami i wypadkami pourazowymi. Miał jednak nadzieję, że jakoś uda jej się pomóc.
Dzisiejszy dzień, w przeciwieństwie ostatnich kilku, które spędził w Egipcie, był całkiem spokojny, tak że kiedy Olivia zapukała do jego drzwi nie był jeszcze ani zestresowany, ani załamany jakimiś innymi przypadkami, które mogłyby potencjalne wprowadzić go na skraj załamania nerwowego. Było to trochę dziwne.
– Proszę – odpowiedział, słysząc pukanie do drzwi, zakładając, że była to jego pacjentka, a gdy w drzwiach pojawiła się kobieta, uśmiechnął się do niej. – Pani Quirke? Proszę siadać. Jak się pani ma?
Gabinet Basiliusa, jak na miejsce w którym niemal codziennie leczyło się klątwy i inne dzikie przypadki, wyglądał na niesamowicie poukładany, jakby przebywający w nim lekarz, potrzebował, aby wszystko było w idealnym porządku i ładzie. Podobnie prezentował się zresztą sam Basilius, z ułożonymi włosami i w wyprasowanej szafie magiuzdrowiciela, nawet jeśli wyglądał na nieco bardziej zmęczonego i bladego, niż przeciętny człowiek być powinien. Prewett przyjrzał się kobiecie. Chyba kojarzył ją ze szkoły, ale chociaż wydawało mu się, że była w tym samym domu co on, nie był pewny, czy kiedykolwiek zamienił z nią słowo, ani czy na pewno była Krukonką.
Millie mówiła, że jest Pan cudotwórcą.
Paradoksalnie to absolutnie nie było zdanie, które chciałby usłyszeć, nie dlatego, że zaniżał swoje umiejętności, a dlatego, że nie miał przecież pojęcia co dokładnie dolegało jego nowej pacjentce, jaka była przyczyna jej problemów i czy mógł jej w ogóle jakoś pomóc. Nie wspominając już o tym, że chociaż oczywiście znał się na tym temacie, to przecież jednak jego główną dziedziną magimedycyny było zajmowanie się klątwami i wypadkami pourazowymi. Miał jednak nadzieję, że jakoś uda jej się pomóc.
Dzisiejszy dzień, w przeciwieństwie ostatnich kilku, które spędził w Egipcie, był całkiem spokojny, tak że kiedy Olivia zapukała do jego drzwi nie był jeszcze ani zestresowany, ani załamany jakimiś innymi przypadkami, które mogłyby potencjalne wprowadzić go na skraj załamania nerwowego. Było to trochę dziwne.
– Proszę – odpowiedział, słysząc pukanie do drzwi, zakładając, że była to jego pacjentka, a gdy w drzwiach pojawiła się kobieta, uśmiechnął się do niej. – Pani Quirke? Proszę siadać. Jak się pani ma?
Gabinet Basiliusa, jak na miejsce w którym niemal codziennie leczyło się klątwy i inne dzikie przypadki, wyglądał na niesamowicie poukładany, jakby przebywający w nim lekarz, potrzebował, aby wszystko było w idealnym porządku i ładzie. Podobnie prezentował się zresztą sam Basilius, z ułożonymi włosami i w wyprasowanej szafie magiuzdrowiciela, nawet jeśli wyglądał na nieco bardziej zmęczonego i bladego, niż przeciętny człowiek być powinien. Prewett przyjrzał się kobiecie. Chyba kojarzył ją ze szkoły, ale chociaż wydawało mu się, że była w tym samym domu co on, nie był pewny, czy kiedykolwiek zamienił z nią słowo, ani czy na pewno była Krukonką.