27.01.2025, 11:49 ✶
Lestrange miał głęboko w niemagicznym trzecim oku ataki słowne Maewe. To, co mówiła, spływało po nim jak woda po kaczych piórach, aczkolwiek nie mógł nie przyznać, że nie odczuwał z tej rozmowy przyjemnej satysfakcji. Głównie dlatego, że Chang była zupełnie innym rozmówcą, niż osoby z "wyższych sfer". Była... Kurde, była po prostu ciekawsza. Była trochę jak Brenna: inna w taki ciekawy sposób, bardziej prostolinijna, nosząca maskę, spod której wyzierał całkiem buntowniczy charakter. Zawsze fascynowali go ludzie, którzy kreowali tak wyraziste persony dla otoczenia.
- Ciekawe rzeczy ukrywasz w spodniach, mój błąd - powiedział słodkim tonem, unosząc dłonie w obronnym geście, gdy Chang na niego spojrzała, żeby się upewnić że Mulciber nie zalewa z tymi świeczkami. Kiwnął jednak głową na potwierdzenie, że tak - oto miała przed sobą słynnego Charlesa Mulcibera, pomysłodawcę kutasowych świeczek, przyszłego władcę penisowego imperium.
Obserwował to, co robi Maeve, ale nie wyglądało na to, by zamierzał się rzucić w obronę Charlesa, gdyby tylko Mewa postanowiła zbrukać jego śliczną, dziecięcą twarzyczkę swoimi łapskami rodem ze Ścieżek. Gdy przekroczyła próg Palarni, złapał Mulcibera za przedramię.
- Wysłałeś świeczki do Lorraine? Oszalałeś? - zmarszczył brwi w niezadowoleniu. Żarty żartami, ale jeżeli chodziło o osoby, z którymi współpracował i miał jakikolwiek kontakt: wolał zaznaczyć teren. Do tej pory nie miał pojęcia o upodobaniach Malfoy, chociaż mógł się domyślić że ktoś taki jak ona nie spocznie na samych mężczyznach. Jednak żeby się blond półwila ustatkowała? To było ciekawe. I to z Changówną. - I nie miałeś skończyć z tymi konkretnymi kształtami?
Uniósł brew, puszczając jego rękę. Tak mu się zarzekał, że skończy z tymi fallicznymi świeczkami, a teraz robi reklamę przed Maeve? I to w tak ostentacyjny sposób. Moralizować go jednak nie chciał, po prostu powinien się określić - idzie w chuje, czy nie idzie? Nie można było mieć ciastka i zjeść ciastka, jeśli nadal będą go kojarzyć z tymi przeklętymi fallusami, to nigdy nie zdobędzie tego szacunku, o który mu płakał na Horyzontalnej.
Puścił Mulcibera przodem, kiwnął głową siostrze Maeve na powitanie, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Może nawet pokazała mu faka gdy odwrócił się do niej plecami, żeby zacząć wspinać po schodach? Być może nie powinien, bo to była głupota, ale Maeve była na tyle barwną postacią, że dość łatwo przyszło mu zaszufladkowanie wszystkich o nazwisku Chang do pewnej grupy osób. Oczywistym było, że nie powinien tego robić, ale to był typowo ludzki odruch.
- Jak się miewa Lorraine? Słyszałem, że na Lammas oprócz świeczek były typowe dla sabatów przepychanki. Nic jej się nie stało? - zapytał niby od niechcenia, wchodząc za Maeve do pokoju. Oczywiście że mógłby sam zapytać o to Malfoy, ale jeszcze wyszłoby na jaw, że się interesuje.
- Ciekawe rzeczy ukrywasz w spodniach, mój błąd - powiedział słodkim tonem, unosząc dłonie w obronnym geście, gdy Chang na niego spojrzała, żeby się upewnić że Mulciber nie zalewa z tymi świeczkami. Kiwnął jednak głową na potwierdzenie, że tak - oto miała przed sobą słynnego Charlesa Mulcibera, pomysłodawcę kutasowych świeczek, przyszłego władcę penisowego imperium.
Obserwował to, co robi Maeve, ale nie wyglądało na to, by zamierzał się rzucić w obronę Charlesa, gdyby tylko Mewa postanowiła zbrukać jego śliczną, dziecięcą twarzyczkę swoimi łapskami rodem ze Ścieżek. Gdy przekroczyła próg Palarni, złapał Mulcibera za przedramię.
- Wysłałeś świeczki do Lorraine? Oszalałeś? - zmarszczył brwi w niezadowoleniu. Żarty żartami, ale jeżeli chodziło o osoby, z którymi współpracował i miał jakikolwiek kontakt: wolał zaznaczyć teren. Do tej pory nie miał pojęcia o upodobaniach Malfoy, chociaż mógł się domyślić że ktoś taki jak ona nie spocznie na samych mężczyznach. Jednak żeby się blond półwila ustatkowała? To było ciekawe. I to z Changówną. - I nie miałeś skończyć z tymi konkretnymi kształtami?
Uniósł brew, puszczając jego rękę. Tak mu się zarzekał, że skończy z tymi fallicznymi świeczkami, a teraz robi reklamę przed Maeve? I to w tak ostentacyjny sposób. Moralizować go jednak nie chciał, po prostu powinien się określić - idzie w chuje, czy nie idzie? Nie można było mieć ciastka i zjeść ciastka, jeśli nadal będą go kojarzyć z tymi przeklętymi fallusami, to nigdy nie zdobędzie tego szacunku, o który mu płakał na Horyzontalnej.
Puścił Mulcibera przodem, kiwnął głową siostrze Maeve na powitanie, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Może nawet pokazała mu faka gdy odwrócił się do niej plecami, żeby zacząć wspinać po schodach? Być może nie powinien, bo to była głupota, ale Maeve była na tyle barwną postacią, że dość łatwo przyszło mu zaszufladkowanie wszystkich o nazwisku Chang do pewnej grupy osób. Oczywistym było, że nie powinien tego robić, ale to był typowo ludzki odruch.
- Jak się miewa Lorraine? Słyszałem, że na Lammas oprócz świeczek były typowe dla sabatów przepychanki. Nic jej się nie stało? - zapytał niby od niechcenia, wchodząc za Maeve do pokoju. Oczywiście że mógłby sam zapytać o to Malfoy, ale jeszcze wyszłoby na jaw, że się interesuje.