27.01.2025, 13:06 ✶
Charles łatwo się irytował, ale też łatwo uspokajał. Dostał to, co chciał, mógł otrzymać i zadawać ciosy, sprawił ból i sam cierpiał, co uspokoiło jego wewnętrzną potrzebę agresji. Teraz, kiedy Rodolphus tak uczynnie pomagał mu przy ratowaniu oczu przed brokatem, nie było potrzeby, by dalej ranić słowami i pięściami. Dostał to, czego chciał.
Słowa Rodolphusa i jego nastawienie sugerowały jednak, że on jeszcze nie otrzasnął się z emocji.
- Doprawdy, Rolph, o co ci chodzi? - Ton Mulcibera zmienił się wyraźnie. Skoro spotkał się z wrogością, nie zamierzał podkulać ogona, za to odpowiedział tym samym. - Naprawdę teraz będziesz mówił takie rzeczy? Naprawdę chciałeś mnie skrzywdzić, co? - Zarzucił mu i naprawdę żałował, że nie mógł wyraźnie zobaczyć miny Lestrange'a. Rolph najwyraźniej nie rozumiał zasady przyjacielskich sparingów i Charles nie zamierzał mu tego tłumaczyć. Czy to nie rozumiało się samo przez siebie? - Wytrzeć podłogę Mulciberem, co? Jesteś może ode mnie silniejszy, ale ciągle mógłbym wygrać.
Słyszał za sobą szelest ubrań, którego nie zagłuszył szum wody wciąż lecącej z kranu. Mulciber dzielnie tarł oczy i twarz, sam już nie wiedział, czy wszystko piecze go przez brokat, czy przez próby jego domycia. Na chwilę opuścił ręce i znów wytarł skórę w I tak już oblepiony brokatem ręcznik. Postarał się spojrzeć na Rolpha.
- Jeszcze ci mało? - Zarzucił koledze. - Myślisz, że brokat mnie powstrzyma? Chętnie podbiję ci drugie oko, jeśli tak ci na tym zależy. - Irytacja na nowo w nim rosła, bo nie tak to miało wyglądać. Bogowie, nawet nie mieli się bić! Początkowy pomysł zakładał pójście gdzieś, gdzie będą mogli walczyć w sportowej atmosferze, tak jak w Durmstrangu, gdzie łamano nosy, lecz nauczyciele powstrzymywali ich, gdy dochodziło do zbytniej przemocy. Tutaj nie było sędziów, a Rolph nie powstrzymywał się ani trochę i mimo wyłączającego z walki Charlesowego urazu, dalej chciał się bić.
Co więcej, Lestrange miał też swoje zdanie na temat Scarlett. To nie tak, że Charles był przekonany o swojej nieomylności, ale w momencie, gdy Malfoy robił, co robił i był, kim był, jasnym wydawało się, że trzeba ją ochronić. Nie mogła zrobić tego sama, bo zaślepiona Badlwinem popełniała głupstwa, które mogły mieć tragiczne następstwa.
- Nie chcę, żeby spędzała w towarzystwie tego szczura choćby jeszcze jedną noc. To moja siostra! - Przypomniał, a w ramach podkreślenia swoich słów, rzucił w Rolpha ręcznikiem. - Przecież nie każę ci jej uwodzić! Kim jestem w naszej relacji? Powinienem zapytać o to ciebie. Myślałem, że jestem twoim przyjacielem, ale zaczynam w to wątpić. Sądziłem, że mogę na ciebie liczyć. Tak jak ty możesz na mnie.
Słowa Rodolphusa i jego nastawienie sugerowały jednak, że on jeszcze nie otrzasnął się z emocji.
- Doprawdy, Rolph, o co ci chodzi? - Ton Mulcibera zmienił się wyraźnie. Skoro spotkał się z wrogością, nie zamierzał podkulać ogona, za to odpowiedział tym samym. - Naprawdę teraz będziesz mówił takie rzeczy? Naprawdę chciałeś mnie skrzywdzić, co? - Zarzucił mu i naprawdę żałował, że nie mógł wyraźnie zobaczyć miny Lestrange'a. Rolph najwyraźniej nie rozumiał zasady przyjacielskich sparingów i Charles nie zamierzał mu tego tłumaczyć. Czy to nie rozumiało się samo przez siebie? - Wytrzeć podłogę Mulciberem, co? Jesteś może ode mnie silniejszy, ale ciągle mógłbym wygrać.
Słyszał za sobą szelest ubrań, którego nie zagłuszył szum wody wciąż lecącej z kranu. Mulciber dzielnie tarł oczy i twarz, sam już nie wiedział, czy wszystko piecze go przez brokat, czy przez próby jego domycia. Na chwilę opuścił ręce i znów wytarł skórę w I tak już oblepiony brokatem ręcznik. Postarał się spojrzeć na Rolpha.
- Jeszcze ci mało? - Zarzucił koledze. - Myślisz, że brokat mnie powstrzyma? Chętnie podbiję ci drugie oko, jeśli tak ci na tym zależy. - Irytacja na nowo w nim rosła, bo nie tak to miało wyglądać. Bogowie, nawet nie mieli się bić! Początkowy pomysł zakładał pójście gdzieś, gdzie będą mogli walczyć w sportowej atmosferze, tak jak w Durmstrangu, gdzie łamano nosy, lecz nauczyciele powstrzymywali ich, gdy dochodziło do zbytniej przemocy. Tutaj nie było sędziów, a Rolph nie powstrzymywał się ani trochę i mimo wyłączającego z walki Charlesowego urazu, dalej chciał się bić.
Co więcej, Lestrange miał też swoje zdanie na temat Scarlett. To nie tak, że Charles był przekonany o swojej nieomylności, ale w momencie, gdy Malfoy robił, co robił i był, kim był, jasnym wydawało się, że trzeba ją ochronić. Nie mogła zrobić tego sama, bo zaślepiona Badlwinem popełniała głupstwa, które mogły mieć tragiczne następstwa.
- Nie chcę, żeby spędzała w towarzystwie tego szczura choćby jeszcze jedną noc. To moja siostra! - Przypomniał, a w ramach podkreślenia swoich słów, rzucił w Rolpha ręcznikiem. - Przecież nie każę ci jej uwodzić! Kim jestem w naszej relacji? Powinienem zapytać o to ciebie. Myślałem, że jestem twoim przyjacielem, ale zaczynam w to wątpić. Sądziłem, że mogę na ciebie liczyć. Tak jak ty możesz na mnie.