27.01.2025, 15:07 ✶
Charles kusił, groził, podjudzał, lecz dostatecznie pierwszy cios padł ze strony Rolpha. Charlie czerpał z tego głupią, niezrozumiałą dumę, gdy udało mu się sprowokować go do tego stopnia. Ale czy sam nie szukał bitki? Nie pojawił się w salonie zakasując rękawy?
- Gdybyś nie mówił mi takich rzeczy, nie musiałbym się denerwować! - Odparł ostro, zaciskając pięści, spinając się, gotów na kolejny cios wyprowadzony przez Rodolphusa. Był pewien, że to jeszcze nie koniec, że mimo brokatu w oczach będą dalej walczyć i zdemolują tym razem łazienkę. - Wiedziałeś, w jakim jestem nastroju, kiedy tu przyszedłeś! Napisałem ci wprost, czego chcę!
Nie chciał brać na siebie winy w momencie, gdy oboje podnieśli pięści i wyprowadzili ciosy. Może i prowokował, ale nie był jedynym winnym. Widząc załzawionymi oczyma cień Rolpha, zbliżający się, nawet tak powoli, napiął mięśnie. Musiał się bronić.
Zamiast tego poczuł dotyk na swoim policzku i momentalnie stopniał. Kolana zmiękły mu nie przez ciosy, ale przez dłoń, która mogła osiągnąć więcej przez te delikatne gesty. Charles poddał się Lestrange'owi tak, jak tamten zaplanował. Zupełnie beznadziejnie zmalał, uspokoił się, a rozchylając lekko usta westchnął, z wydechem uleciała z niego cała złość.
- Rolph... - Mruknął, jakby tym żałosnym jękiem mógł zniwelować również uczucia towarzysza. Besztany mulciberski piesek położył po sobie uszy. - Kręciło mi się w głowie od tej świeczki. Ona chyba... Pobudza w inny sposób, niż mi się wydaje. - Zasłonił się zapachami w mieszkaniu. Dotąd nie używał tego dodatku, który miał sprawić, że woskowe róże będą wyjątkowe, efekty uboczne były nie do przewidzenia. - Miałem miły dzień i naprawdę nie wiem, czemu chciałem tak odreagować. Nie będę więcej używał tego olejku. - Obiecał, kajając się, mrużąc oczy, gdy Rolph tak czule pomagał mu z brokatem. Poddawał się zabiegom, nastawiając twarzy tak, jak mu kazano. - Za duże stężenie, może spowodował agresję? Ale już mi lepiej. Powinniśmy otworzyć okno. .
Uniósł ramiona, by z wahaniem, delikatnie, oprzeć je na klatce piersiowej Lestrange'a. Bał się odrzucenia, ale w chwili, gdy byli tak blisko, chęć kontaktu była większa niż strach.
- Przepraszam. - Powiedział w końcu. - Sądziłem, że może będziesz miał jakiś lepszy pomysł od sprania Baldwina. Może coś... Ze Scarlett. Ona nie słucha rozsądku, ale może posłuchać kogoś rozsądnego.
- Gdybyś nie mówił mi takich rzeczy, nie musiałbym się denerwować! - Odparł ostro, zaciskając pięści, spinając się, gotów na kolejny cios wyprowadzony przez Rodolphusa. Był pewien, że to jeszcze nie koniec, że mimo brokatu w oczach będą dalej walczyć i zdemolują tym razem łazienkę. - Wiedziałeś, w jakim jestem nastroju, kiedy tu przyszedłeś! Napisałem ci wprost, czego chcę!
Nie chciał brać na siebie winy w momencie, gdy oboje podnieśli pięści i wyprowadzili ciosy. Może i prowokował, ale nie był jedynym winnym. Widząc załzawionymi oczyma cień Rolpha, zbliżający się, nawet tak powoli, napiął mięśnie. Musiał się bronić.
Zamiast tego poczuł dotyk na swoim policzku i momentalnie stopniał. Kolana zmiękły mu nie przez ciosy, ale przez dłoń, która mogła osiągnąć więcej przez te delikatne gesty. Charles poddał się Lestrange'owi tak, jak tamten zaplanował. Zupełnie beznadziejnie zmalał, uspokoił się, a rozchylając lekko usta westchnął, z wydechem uleciała z niego cała złość.
- Rolph... - Mruknął, jakby tym żałosnym jękiem mógł zniwelować również uczucia towarzysza. Besztany mulciberski piesek położył po sobie uszy. - Kręciło mi się w głowie od tej świeczki. Ona chyba... Pobudza w inny sposób, niż mi się wydaje. - Zasłonił się zapachami w mieszkaniu. Dotąd nie używał tego dodatku, który miał sprawić, że woskowe róże będą wyjątkowe, efekty uboczne były nie do przewidzenia. - Miałem miły dzień i naprawdę nie wiem, czemu chciałem tak odreagować. Nie będę więcej używał tego olejku. - Obiecał, kajając się, mrużąc oczy, gdy Rolph tak czule pomagał mu z brokatem. Poddawał się zabiegom, nastawiając twarzy tak, jak mu kazano. - Za duże stężenie, może spowodował agresję? Ale już mi lepiej. Powinniśmy otworzyć okno. .
Uniósł ramiona, by z wahaniem, delikatnie, oprzeć je na klatce piersiowej Lestrange'a. Bał się odrzucenia, ale w chwili, gdy byli tak blisko, chęć kontaktu była większa niż strach.
- Przepraszam. - Powiedział w końcu. - Sądziłem, że może będziesz miał jakiś lepszy pomysł od sprania Baldwina. Może coś... Ze Scarlett. Ona nie słucha rozsądku, ale może posłuchać kogoś rozsądnego.