28.01.2025, 02:46 ✶
Sam nie wiedział, czemu ponownie to sobie robili. W jednej chwili znaleźli się tuż obok siebie. Usiadł przy niej w wysokiej trawie, lekko zgniecionej, gdy wierciła się, by zmierzyć go spojrzeniem.
- Nie posuwałbym się do aż tak daleko idących wniosków - stwierdził tylko po to, by nieco zbić ją z tropu, kolejny raz podejmując grę w może ci wierzę a może nie, domyśl się.
Wyciągnął rękę po dzbanek z wodą, wypijając trzy szklanki pod rząd. Z pozoru zamierzając siedzieć tak w zupełnym milczeniu, zachowując ciszę, jaką zapadła między nimi po jego powrocie z plaży, na którą teleportował się w ramach ucieczki.
Nie umiał wyzbyć się tej gorzkiej myśli o tym, że pierwszym rozwiązaniem, na jakie wtedy wpadł, było właśnie to. Spierdolenie. Rozmycie się w przestrzeni. Coś, co wcale nie przychodziło mu naturalnie i z łatwością. Nie tak jak usiłował to wmówić sobie i otoczeniu, momentami wręcz tworząc sobie z tego ochronną tarczę.
Broń, by móc tak po prostu bezczelnie, butnie stwierdzić, że w istocie to również musiał odziedziczyć po jego szanownej matce. Skłonność do ewakuacji wtedy, gdy robiło się zbyt poważnie, za gorąco. Nieważne, czy chodziło o Nokturn, Ścieżki czy jego własne, pozornie szczęśliwe życie.
Prędzej czy później miał zniknąć. Nie mógł nic na to poradzić. Nieodmiennie miał to łączyć z tym wszystkim, co się stało. Z tym, co musiało nadejść w następnych dniach. Nawet, jeśli nigdy nie określili kiedy, prędzej czy później musieli pogodzić się z tym faktem. Powrócić do rzeczywistości, wyrywając się przeszłości, w której tak łatwo było utonąć.
Zmiana nadeszła nieoczekiwanie niczym gwałtowna fala przypływu. W jednej chwili leżm
siedzieli razem w wysokiej trawie, otoczeni szumem wody i zapachem morskiej bryzy. W kolejnym momencie zniżył twarz tak blisko, że mógł poczuć zapach jej skóry, leśnej ściółki, dymu i kwiatów, które rosły wokół nich. Potrzebował całej swojej woli, aby cofnąć głowę o kilka centymetrów, łaskocząc Yaxleyównę przydługimi włosami.
- Doskonale, bo zawsze chciałem się tego dowiedzieć - to go nurtowało, prawda?
Wbił w nią spojrzenie. Więc?
O tak.
Znał tę grę. To zaczepne zachowanie, które miało na celu rozładowanie napięcia. Podjął ją, nie chciał już tylko oglądać rumieńca na twarzy dziewczyny. Pragnął poczuć jej ciepło, być blisko. Tak blisko jak to tylko możliwe.
Zawisł nad Geraldine opierając się na dłoniach, otaczając ją wyprostowanymi ramionami, które trzymały go w bezpiecznej odległości. Jego ręce nie dotykały jej nagiej skóry, ale jednocześnie znajdowały się tak blisko niej, że z minuty coraz ciężej było mu ukrywać przed nią czy przed sobą, że prędzej czy później miał zamiar całkowicie zamknąć ją w uścisku. Że miał ponownie pochylić się znacznie bardziej niż to byłoby wskazane, jeśli pragnęliby utrzymywać choćby złudzenie fizycznego dystansu.
Nie powinni tego robić, wiedział o tym. Ich przeszłość była skomplikowana, przyszłość nie istniała a problemy, które ich rozdzieliły wciąż były obecne. Ale w tej chwili byli dorośli i mieli prawo decydować o tym, na co mogą sobie pozwolić. Chciał się zatracić w tej chwili, zapomnieć o wszystkim, co ich dzieliło i po prostu być z nią. Tak jak za dawnych czasów.
Jego usta delikatnie muskające jej skórę niosły ze sobą obietnicę czegoś więcej niżeli tylko fizycznego zapomnienia. Nie dostrzegał tego, ale... ...tęsknił za nią, łamiąc się, dając z siebie czytać jak z otwartej księgi. Tęsknił za nią, tak. Za czasami, gdy mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki.
Czuł jak jego serce bije coraz szybciej, łomocze w piersi, kolejny raz wyrywając się ku niej, ku nieuchronnemu. Zawsze działała na niego silniej niż ktokolwiek inny. Nie miał złudzeń - te wszystkie dni i godziny wyłącznie udowadniały im obojgu, że nie miało być inaczej. To nie mogło zniknąć, nie było czymś, co zatarłoby się z upływem czasu, co mogliby tak po prostu całkowicie w sobie zadusić.
Ona i on... ...byli związani. Połączeni czymś, co w jednej chwili mógłby nazwać cholernym gównem, które prędzej czy później miało przynieść im tylko jeszcze więcej bólu... ...aby w kolejnej ulec temu wrażeniu, dając ponieść się emocjom i poczuciu tego, że cokolwiek teraz robili, to było właściwe. Jakże mogłoby nie być?
Byli dorośli, prawda? Był dorosły, Geraldine również - oboje mieli prawo decydować o swoim losie, nawet jeśli chodziło wyłącznie o krótką chwilę zapomnienia. Nie karmili się złudzeniami. Nie mieli wobec siebie nierzeczywistych, nierealnych oczekiwań. Nie mówili sobie, że to wszystko miało przerodzić się w coś więcej niżeli tylko chwilową odskocznię. Pragnęli tego, tych paru chwil zapomnienia. Odrobiny szczęścia pośród chaosu. Kilku skradzionych pocałunków, momentu czy dwóch niemalże dosłownie wyrwanych z rąk przeszłości. Niczego więcej.
Mimo że wiedział, że to, co robią, mogło być błędem, nie mógł się powstrzymać. Długa sukienka, która opinała jej ciało przypominała mu tamte beztroskie chwile, kiedy jeszcze byli szczęśliwi i zakochani jak dzieci. Jak ci ludzie, którymi już nie byli a jednak przez chwilę mogło się wydawać inaczej.
Miał wrażenie, że czas się zatrzymał a świat wokół nich przestał istnieć. Fragment po fragmencie, wszystko inne znikało, traciło znaczenie. Choć nie byli już razem, los zdawał się igrać z nimi, prowadząc ich w to samo miejsce, w którym przed laty spędzili tyle szczęśliwych chwil. Przypomnienie o dawnych dniach sprawiło, że znów poczuł się jak szczeniak. Zakochany po uszy, szczęśliwy, rozbawiony tymi wszystkimi wypowiadanymi słowami.
Wodził wargami po jej skórze. Każdy dotyk był niczym powrót do przeszłości. Jego serce łomotało zdecydowanie szybciej niż jeszcze przed kilkoma chwilą, w głowie kłębiły się myśli, które nie miały prawa się pojawić. Spojrzał jej w oczy, posyłając Geraldine kolejne przeciągle spojrzenie. W jego oczach zamigotał ogień. Ten sam, który mógł spalić ich oboje, ale jednocześnie rozgrzewał od środka.
- Mhm - przytaknął, nie do końca wiedząc już, na co.
Nie myślał o konsekwencjach, o tym, że jutro może być zupełnie inne. Liczyła się tylko ta chwila. Nie zamierzał się cofać, nie chciał rezygnować z tej chwili, kiedy ich ciała były tak blisko. W tym momencie liczyli się tylko oni, ich dotyk, ich pragnienia.
Odrzucił wątpliwości, oddając się chwilowym pragnieniom. Każdy ruch był przemyślany, prowokacyjny. Muśnięcie warg na dekolcie Geraldine, napotkanie wzrokiem jej oczu tylko po to, by posłać jej przeciągłe spojrzenie. W jego oczach błyszczały żar i pożądanie.
Pragnął jej, pragnął tej bliskości, tego, co wydawało się zakazane, ale jednocześnie tak naturalne. Byli dorośli a ich wybory należały tylko do nich. W tej chwili, w tej przestrzeni nie mieli zamiaru się ograniczać.
- Dałaś. I co teraz? - Odmruknął, gdy jego usta bezwiednie dotknęły jej szyi.
Powoli przesunął czubek języka po dekolcie Yaxleyówny, zlizując słone krople wody, które spłynęły po jej skórze. A potem zamarł, na kilka, może kilkanaście sekund powstrzymując to wszystko, co moment wcześniej wydawało się niemalże nieuniknione.
- Tym razem tego nie spierdolę - mógłby to powiedzieć.
Jeszcze raz unieść wzrok, posyłając jej pociemniałe, a jednak stanowcze, poważne spojrzenie. Skinąć głową, wypowiadając słowa niosące ze sobą nie tylko pragnienie zapewnienia Geraldine, że w tej chwili wcale nie zamierzał przerywać tego, na co sobie pozwalali, do czego dążyli. Nie.
Gdzieś tam pod skórą wiedział, że te słowa musiały mieć drugie dno. Być może nawet trzecie. Wiele znaczeń. Tysiące pragnień. Setki założeń, cichej nadziei na coś, co...
...nie mógł.
Nie chciał, by ten moment się kończył. Nie chciał powrotu do rzeczywistości, w której byli oddzieleni. Ale nie mógł jej nic obiecać. Wręcz przeciwnie - mógł powtórzyć tylko to, co już wielokrotnie powiedział. Wzruszył ramionami, walcząc z falą wspomnień, które znów zaczęły go przytłaczać, ale nie cofnął się. Nie usiadł, nie oderwał warg od skóry Yaxleyówny. Po prostu przymknął oczy, biorąc głęboki wdech.
- Nie posuwałbym się do aż tak daleko idących wniosków - stwierdził tylko po to, by nieco zbić ją z tropu, kolejny raz podejmując grę w może ci wierzę a może nie, domyśl się.
Wyciągnął rękę po dzbanek z wodą, wypijając trzy szklanki pod rząd. Z pozoru zamierzając siedzieć tak w zupełnym milczeniu, zachowując ciszę, jaką zapadła między nimi po jego powrocie z plaży, na którą teleportował się w ramach ucieczki.
Nie umiał wyzbyć się tej gorzkiej myśli o tym, że pierwszym rozwiązaniem, na jakie wtedy wpadł, było właśnie to. Spierdolenie. Rozmycie się w przestrzeni. Coś, co wcale nie przychodziło mu naturalnie i z łatwością. Nie tak jak usiłował to wmówić sobie i otoczeniu, momentami wręcz tworząc sobie z tego ochronną tarczę.
Broń, by móc tak po prostu bezczelnie, butnie stwierdzić, że w istocie to również musiał odziedziczyć po jego szanownej matce. Skłonność do ewakuacji wtedy, gdy robiło się zbyt poważnie, za gorąco. Nieważne, czy chodziło o Nokturn, Ścieżki czy jego własne, pozornie szczęśliwe życie.
Prędzej czy później miał zniknąć. Nie mógł nic na to poradzić. Nieodmiennie miał to łączyć z tym wszystkim, co się stało. Z tym, co musiało nadejść w następnych dniach. Nawet, jeśli nigdy nie określili kiedy, prędzej czy później musieli pogodzić się z tym faktem. Powrócić do rzeczywistości, wyrywając się przeszłości, w której tak łatwo było utonąć.
Zmiana nadeszła nieoczekiwanie niczym gwałtowna fala przypływu. W jednej chwili leżm
siedzieli razem w wysokiej trawie, otoczeni szumem wody i zapachem morskiej bryzy. W kolejnym momencie zniżył twarz tak blisko, że mógł poczuć zapach jej skóry, leśnej ściółki, dymu i kwiatów, które rosły wokół nich. Potrzebował całej swojej woli, aby cofnąć głowę o kilka centymetrów, łaskocząc Yaxleyównę przydługimi włosami.
- Doskonale, bo zawsze chciałem się tego dowiedzieć - to go nurtowało, prawda?
Wbił w nią spojrzenie. Więc?
O tak.
Znał tę grę. To zaczepne zachowanie, które miało na celu rozładowanie napięcia. Podjął ją, nie chciał już tylko oglądać rumieńca na twarzy dziewczyny. Pragnął poczuć jej ciepło, być blisko. Tak blisko jak to tylko możliwe.
Zawisł nad Geraldine opierając się na dłoniach, otaczając ją wyprostowanymi ramionami, które trzymały go w bezpiecznej odległości. Jego ręce nie dotykały jej nagiej skóry, ale jednocześnie znajdowały się tak blisko niej, że z minuty coraz ciężej było mu ukrywać przed nią czy przed sobą, że prędzej czy później miał zamiar całkowicie zamknąć ją w uścisku. Że miał ponownie pochylić się znacznie bardziej niż to byłoby wskazane, jeśli pragnęliby utrzymywać choćby złudzenie fizycznego dystansu.
Nie powinni tego robić, wiedział o tym. Ich przeszłość była skomplikowana, przyszłość nie istniała a problemy, które ich rozdzieliły wciąż były obecne. Ale w tej chwili byli dorośli i mieli prawo decydować o tym, na co mogą sobie pozwolić. Chciał się zatracić w tej chwili, zapomnieć o wszystkim, co ich dzieliło i po prostu być z nią. Tak jak za dawnych czasów.
Jego usta delikatnie muskające jej skórę niosły ze sobą obietnicę czegoś więcej niżeli tylko fizycznego zapomnienia. Nie dostrzegał tego, ale... ...tęsknił za nią, łamiąc się, dając z siebie czytać jak z otwartej księgi. Tęsknił za nią, tak. Za czasami, gdy mieli to wszystko na wyciągnięcie ręki.
Czuł jak jego serce bije coraz szybciej, łomocze w piersi, kolejny raz wyrywając się ku niej, ku nieuchronnemu. Zawsze działała na niego silniej niż ktokolwiek inny. Nie miał złudzeń - te wszystkie dni i godziny wyłącznie udowadniały im obojgu, że nie miało być inaczej. To nie mogło zniknąć, nie było czymś, co zatarłoby się z upływem czasu, co mogliby tak po prostu całkowicie w sobie zadusić.
Ona i on... ...byli związani. Połączeni czymś, co w jednej chwili mógłby nazwać cholernym gównem, które prędzej czy później miało przynieść im tylko jeszcze więcej bólu... ...aby w kolejnej ulec temu wrażeniu, dając ponieść się emocjom i poczuciu tego, że cokolwiek teraz robili, to było właściwe. Jakże mogłoby nie być?
Byli dorośli, prawda? Był dorosły, Geraldine również - oboje mieli prawo decydować o swoim losie, nawet jeśli chodziło wyłącznie o krótką chwilę zapomnienia. Nie karmili się złudzeniami. Nie mieli wobec siebie nierzeczywistych, nierealnych oczekiwań. Nie mówili sobie, że to wszystko miało przerodzić się w coś więcej niżeli tylko chwilową odskocznię. Pragnęli tego, tych paru chwil zapomnienia. Odrobiny szczęścia pośród chaosu. Kilku skradzionych pocałunków, momentu czy dwóch niemalże dosłownie wyrwanych z rąk przeszłości. Niczego więcej.
Mimo że wiedział, że to, co robią, mogło być błędem, nie mógł się powstrzymać. Długa sukienka, która opinała jej ciało przypominała mu tamte beztroskie chwile, kiedy jeszcze byli szczęśliwi i zakochani jak dzieci. Jak ci ludzie, którymi już nie byli a jednak przez chwilę mogło się wydawać inaczej.
Miał wrażenie, że czas się zatrzymał a świat wokół nich przestał istnieć. Fragment po fragmencie, wszystko inne znikało, traciło znaczenie. Choć nie byli już razem, los zdawał się igrać z nimi, prowadząc ich w to samo miejsce, w którym przed laty spędzili tyle szczęśliwych chwil. Przypomnienie o dawnych dniach sprawiło, że znów poczuł się jak szczeniak. Zakochany po uszy, szczęśliwy, rozbawiony tymi wszystkimi wypowiadanymi słowami.
Wodził wargami po jej skórze. Każdy dotyk był niczym powrót do przeszłości. Jego serce łomotało zdecydowanie szybciej niż jeszcze przed kilkoma chwilą, w głowie kłębiły się myśli, które nie miały prawa się pojawić. Spojrzał jej w oczy, posyłając Geraldine kolejne przeciągle spojrzenie. W jego oczach zamigotał ogień. Ten sam, który mógł spalić ich oboje, ale jednocześnie rozgrzewał od środka.
- Mhm - przytaknął, nie do końca wiedząc już, na co.
Nie myślał o konsekwencjach, o tym, że jutro może być zupełnie inne. Liczyła się tylko ta chwila. Nie zamierzał się cofać, nie chciał rezygnować z tej chwili, kiedy ich ciała były tak blisko. W tym momencie liczyli się tylko oni, ich dotyk, ich pragnienia.
Odrzucił wątpliwości, oddając się chwilowym pragnieniom. Każdy ruch był przemyślany, prowokacyjny. Muśnięcie warg na dekolcie Geraldine, napotkanie wzrokiem jej oczu tylko po to, by posłać jej przeciągłe spojrzenie. W jego oczach błyszczały żar i pożądanie.
Pragnął jej, pragnął tej bliskości, tego, co wydawało się zakazane, ale jednocześnie tak naturalne. Byli dorośli a ich wybory należały tylko do nich. W tej chwili, w tej przestrzeni nie mieli zamiaru się ograniczać.
- Dałaś. I co teraz? - Odmruknął, gdy jego usta bezwiednie dotknęły jej szyi.
Powoli przesunął czubek języka po dekolcie Yaxleyówny, zlizując słone krople wody, które spłynęły po jej skórze. A potem zamarł, na kilka, może kilkanaście sekund powstrzymując to wszystko, co moment wcześniej wydawało się niemalże nieuniknione.
- Tym razem tego nie spierdolę - mógłby to powiedzieć.
Jeszcze raz unieść wzrok, posyłając jej pociemniałe, a jednak stanowcze, poważne spojrzenie. Skinąć głową, wypowiadając słowa niosące ze sobą nie tylko pragnienie zapewnienia Geraldine, że w tej chwili wcale nie zamierzał przerywać tego, na co sobie pozwalali, do czego dążyli. Nie.
Gdzieś tam pod skórą wiedział, że te słowa musiały mieć drugie dno. Być może nawet trzecie. Wiele znaczeń. Tysiące pragnień. Setki założeń, cichej nadziei na coś, co...
...nie mógł.
Nie chciał, by ten moment się kończył. Nie chciał powrotu do rzeczywistości, w której byli oddzieleni. Ale nie mógł jej nic obiecać. Wręcz przeciwnie - mógł powtórzyć tylko to, co już wielokrotnie powiedział. Wzruszył ramionami, walcząc z falą wspomnień, które znów zaczęły go przytłaczać, ale nie cofnął się. Nie usiadł, nie oderwał warg od skóry Yaxleyówny. Po prostu przymknął oczy, biorąc głęboki wdech.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down