28.01.2025, 11:47 ✶
– Na pewno nie będzie żałowała – odparła po prostu Brenna. Wszyscy mówili, że Ollivanderowie są najlepszymi twórcami różdżek: że przekazują sobie fach z pokolenia na pokolenie i znają tajemnice rdzeni oraz drewna, których nie zgłębili inni rzemieślnicy. I ich różdżki faktycznie były najlepsze, to różdżka od Ollivandera znajdowała się w kieszeni Brenny, niewiele znała osób, które swoje kupiły gdzieś indziej. Ale takie wątpliwości nie były czymś, czego Samuel potrzebował – poza tym być może, tylko być może, Ollivanderowie byli najlepsi, bo sama ich reputacja wykańczała konkurencję. Cieszyła się, że próbował, cieszyła się, że uczył się rzemiosła i cieszyła się, że przyjmował coraz więcej zleceń. I ze względu na niego, i przez wzgląd na to, że jeśli faktycznie chciał zbudować życie z Norą, musiał nauczyć się żyć wśród ludzi. Nigdy nie miał do końca opuścić Kniei, Knieja nie miała opuścić niego, i to było coś, co wydawało się Brennie oczywiste: ale potrzebował czegoś, co pozwoli mu funkcjonować na granicy tych światów, jeżeli nie chciał na zawsze zniknąć w gęstwinie. Bo Nora potrzebowała kogoś, na kim będzie mogła czasem się oprzeć. – Myślałeś już o rdzeniu?
Przesunęła palcami po włosach, gdy przyznał, że jest ojcem Mabel, niepewna, co powiedzieć. Podejrzewała to – ale nie była pewna, zwłaszcza że podała kiedyś Samuelowi wiek dziewczynki, a on na niego nijak nie zareagował, pomyślała więc, że jej wszystkie teorie i dywagacje, powstałe pod wpływem słów Salema jeszcze przed Beltane, były błędem. A potem, gdy Samuel skulił ramiona, wyciągnęła dłoń i lekko dotknęła jego ramienia.
– Ten stwór to chyba wciąż widmo. Po prostu… w jakiś sposób się zmieniło. Ewoluowało? Kupiłam wiosną dom w Kniei, w którym zamieszkały i… wydaje mi się, że się tam karmiły i zmieniały – powiedziała cicho. Nie wiedziała jeszcze wiele więcej ponad to, co mu powiedziała: kolejne informacje miały dopiero spływać w kolejnych dniach. – Departament Tajemnic dalej pracuje na Polanie Ognisk, od której wszystko się zaczęło, ale oni nie lubią dzielić się tym, co wiedzą – dodała, z pewnym zmęczeniem. – Sam, gdzie się na nie natknąłeś? W Kniei czy wyszło do Doliny?
Nie, nie miała zamiaru karcić go ani za złamanie zakazów brygady, ani nawet za to, że jeśli tam poszedł, naraził się na niebezpieczeństwo. Knieja była jego domem. W pewnym sensie zawsze nim pozostanie. Brenna nie chciała, by pakował się w paszczę potworów, ale mogła zrozumieć, że nie zdołał się powstrzymać.
– Zastanawiałam się, czy to nie ty – przyznała cicho. Może powinna spytać Nory, może powinna porozmawiać z Samem. Ale Erik zachęcał ją przecież, by przyznała się ojcu Mabel już kilka miesięcy temu, po tym jak o tym rozmawiali: nie czuła, że może, że ma prawo, wtrącać się bardziej, gdy nie miała pewności, i gdy nie ona powinna być tą, która wyciągnie tę sprawę. – Sam, chciałbyś o tym wszystkim porozmawiać z jakimś specjalistą? Mam na myśli…
Zawahała się, niepewna, czy słowo magipsychiatra cokolwiek mu powie.
– Uzdrowiciela specjalizującego się w pomaganiu ludziom w ułożeniu tego, co jest w ich głowach i duszach.
Bo sama nie miała pojęcia, czy ma w sobie dość empatii, wiedzy i zrozumienia, żeby była w stanie pomóc Samuelowi, przytłoczonemu zetknięciem ze światem i emocjami, od których przez tyle lat izolowała ją matka. A chociaż Mabel i Nora były sznurem, który połączyć Sama ze światem czarodziei, obie też pewnie czuły się przytłoczone zmianami w ich życiu.
Przesunęła palcami po włosach, gdy przyznał, że jest ojcem Mabel, niepewna, co powiedzieć. Podejrzewała to – ale nie była pewna, zwłaszcza że podała kiedyś Samuelowi wiek dziewczynki, a on na niego nijak nie zareagował, pomyślała więc, że jej wszystkie teorie i dywagacje, powstałe pod wpływem słów Salema jeszcze przed Beltane, były błędem. A potem, gdy Samuel skulił ramiona, wyciągnęła dłoń i lekko dotknęła jego ramienia.
– Ten stwór to chyba wciąż widmo. Po prostu… w jakiś sposób się zmieniło. Ewoluowało? Kupiłam wiosną dom w Kniei, w którym zamieszkały i… wydaje mi się, że się tam karmiły i zmieniały – powiedziała cicho. Nie wiedziała jeszcze wiele więcej ponad to, co mu powiedziała: kolejne informacje miały dopiero spływać w kolejnych dniach. – Departament Tajemnic dalej pracuje na Polanie Ognisk, od której wszystko się zaczęło, ale oni nie lubią dzielić się tym, co wiedzą – dodała, z pewnym zmęczeniem. – Sam, gdzie się na nie natknąłeś? W Kniei czy wyszło do Doliny?
Nie, nie miała zamiaru karcić go ani za złamanie zakazów brygady, ani nawet za to, że jeśli tam poszedł, naraził się na niebezpieczeństwo. Knieja była jego domem. W pewnym sensie zawsze nim pozostanie. Brenna nie chciała, by pakował się w paszczę potworów, ale mogła zrozumieć, że nie zdołał się powstrzymać.
– Zastanawiałam się, czy to nie ty – przyznała cicho. Może powinna spytać Nory, może powinna porozmawiać z Samem. Ale Erik zachęcał ją przecież, by przyznała się ojcu Mabel już kilka miesięcy temu, po tym jak o tym rozmawiali: nie czuła, że może, że ma prawo, wtrącać się bardziej, gdy nie miała pewności, i gdy nie ona powinna być tą, która wyciągnie tę sprawę. – Sam, chciałbyś o tym wszystkim porozmawiać z jakimś specjalistą? Mam na myśli…
Zawahała się, niepewna, czy słowo magipsychiatra cokolwiek mu powie.
– Uzdrowiciela specjalizującego się w pomaganiu ludziom w ułożeniu tego, co jest w ich głowach i duszach.
Bo sama nie miała pojęcia, czy ma w sobie dość empatii, wiedzy i zrozumienia, żeby była w stanie pomóc Samuelowi, przytłoczonemu zetknięciem ze światem i emocjami, od których przez tyle lat izolowała ją matka. A chociaż Mabel i Nora były sznurem, który połączyć Sama ze światem czarodziei, obie też pewnie czuły się przytłoczone zmianami w ich życiu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.