28.01.2025, 13:46 ✶
Basilius absolutnie nie był pewny, tego co właśnie robił. Jak miałby być? Lekcja, podczas której powinien się nauczyć jak radzić sobie z ognistym krabem najwyraźniej nie raczyła mu na razie udzielić potrzebnych odpowiedzi, czy raczej żądała wręcz, aby sam sobie na nie odpowiedział i to jeszcze w praktyce. Nie wspominając już o tym, że nie miał raczej szczególnie dużego doświadczenia w obronie przed dzikimi, magicznymi stworzeniami, które zamiast grzecznie mieć na uwadze, że są w szkole, postanowiły tę szkołę spalić. No dobrze. Nie szkołę. Kilku uczniów.
Z tym, że obecnie nie miał zbyt dużego wyboru, niż zmusić się do uśmiechu w stronę Reginy, tak aby zapewnić ją, że wszystko było w porządku i spróbować jakoś ogarnąć tę sytuację.
– Tak, wysunę się pierwszy i kiedy rzucę tarczę dam ci znać — powiedział spokojnie, gorączkowo próbując wymyślić, jaką tarcze miał w ogóle rzucić, ile mu to zajmie i jak długo w razie czego odrastają spalone włosy na głowie. Nie było dobrze, absolutnie nie było dobrze, ale młody Prewett, nawet nie wiedząc kiedy odsunął całą panikę na bok i po prostu skupił się na zadaniu.
– Wszystko na pewno będzie dobrze – skłamał wkładając w to całą pewność siebie, a potem wziął głeboki oddech, bezgłośnie zaklął drugi razi i policzył w myślach do pięciu. Następnie, po tym gdy padły kolejne pociski, wysunął się z ich kryjówki, aby rzucić zaklęcie i....
I życie najwyraźniej nie było, aż tak wredne jak zazwyczaj, bo czar wyszedł Basiliusowi poprawnie, a po chwili przed ich ławką rozpościerała się półkolista tarcza, która powinna wytrzymać przynajmniej kilka ognistych ataków. Ile? Nie do końca chciał testować górny limit.
– Teraz!– rzucił w stronę Reginy, skupiając się aby utrzymać tarczę, której skrawek właśnie zasyczał, gdy został trawiony, ale ochrona dalej stała nieruchomo w przeciwieństwie do szybko bijącego serca młodego Krukona.
Sam chaos był niezaprzeczalny. Ktoś rzucił ławką, ktoś kałamarzem, ognisty krab robił co chciał, a sztuczna nogą wciąż skaczacego profesora chyba nieco się dymiła. Może powinien był wybrać wróżbiarstwo? To też by przydało mu się w przyszłej pracy, bo wszyscy wiedzieli, że wróżbici lubili robić sobie krzywdę.
Z tym, że obecnie nie miał zbyt dużego wyboru, niż zmusić się do uśmiechu w stronę Reginy, tak aby zapewnić ją, że wszystko było w porządku i spróbować jakoś ogarnąć tę sytuację.
– Tak, wysunę się pierwszy i kiedy rzucę tarczę dam ci znać — powiedział spokojnie, gorączkowo próbując wymyślić, jaką tarcze miał w ogóle rzucić, ile mu to zajmie i jak długo w razie czego odrastają spalone włosy na głowie. Nie było dobrze, absolutnie nie było dobrze, ale młody Prewett, nawet nie wiedząc kiedy odsunął całą panikę na bok i po prostu skupił się na zadaniu.
– Wszystko na pewno będzie dobrze – skłamał wkładając w to całą pewność siebie, a potem wziął głeboki oddech, bezgłośnie zaklął drugi razi i policzył w myślach do pięciu. Następnie, po tym gdy padły kolejne pociski, wysunął się z ich kryjówki, aby rzucić zaklęcie i....
I życie najwyraźniej nie było, aż tak wredne jak zazwyczaj, bo czar wyszedł Basiliusowi poprawnie, a po chwili przed ich ławką rozpościerała się półkolista tarcza, która powinna wytrzymać przynajmniej kilka ognistych ataków. Ile? Nie do końca chciał testować górny limit.
– Teraz!– rzucił w stronę Reginy, skupiając się aby utrzymać tarczę, której skrawek właśnie zasyczał, gdy został trawiony, ale ochrona dalej stała nieruchomo w przeciwieństwie do szybko bijącego serca młodego Krukona.
Sam chaos był niezaprzeczalny. Ktoś rzucił ławką, ktoś kałamarzem, ognisty krab robił co chciał, a sztuczna nogą wciąż skaczacego profesora chyba nieco się dymiła. Może powinien był wybrać wróżbiarstwo? To też by przydało mu się w przyszłej pracy, bo wszyscy wiedzieli, że wróżbici lubili robić sobie krzywdę.