Guinevere co drugi rok udawała się wraz ze swoją rodziną do Anglii – był to kompromis zawarty pomiędzy Saturnusem McGonagallem, a jego żoną Farrah: jednego roku Yule miało być spędzane w Egipcie, drugiego w Anglii, powtórz. Londyn zimą nie był jej więc obcy, chociaż pamiętała doskonale pierwszy szok, gdy jako dziecko zobaczyła śnieg – zjawisko absolutnie obce od tego w Aleksandrii, i jak bardzo dziwiły ją niektóre zwyczaje.
Teraz nie były ani trochę dziwne i prawdę mówiąc, to tęskniła za tym, będąc w Kairze. Już od dawna była dorosłą kobietą, która mogła o sobie decydować, ale i tak wybierała się z rodzicami co te dwa lata pod Londyn do dziadków, to był jeden z ważnych rytuałów… który nie miał się spełnić tym razem. To nie był rok wyjazdu, te święta miały być spędzone w Egipcie, z rodziną od strony matki. Poniekąd było jej to na rękę, biorąc pod uwagę wykopaliska, na których pracowała, a po części…
Nikt tutaj nie stawiał takiej pięknej choinki, jaką można było oglądać na Pokątnej. Pamiętała zresztą, jak jednego razu wymknęła się wieczorem ze wspólnego świętowania, by posiedzieć sobie w Dziurawym Kotle i tam też poznała Avelinę… Ciekawe jak sobie teraz radziła? I jak wielka była choinka na placyku? Dziadkowie i ciotki pewnie w tym czasie składali sobie życzenia i zasiadali do świątecznego obiadu, a prezenty to były tylko drobne upominki świadczące o pamięci i sympatii, pomimo ciągłego „ach, nie wręczajmy sobie nic!”. Pewnie któryś zwierzęcy podopieczny znowu zrobi raban, chcąc dołączyć do wspólnego biesiadowania... Czy to był ten moment, gdy składali sobie wzajemnie życzenia? Już to zrobili? Dopiero będą?
Nie miała zdolności swojej matki, która wyśniłaby to zapewne i rano wszystko by wiedziała. Ale nie zmieniało to faktu, że choć była teraz w Kairze, to i tak myślała o tej części rodziny, która żyła w Anglii.
Ginny skupiła się, splatając ze sobą dłonie. Życzyła im wszystkim wszystkiego, co najlepsze – zdrowia i długiego życia, jak przystało na uzdrowiciela. Łączyła się z nimi myślą, nie mogąc być ciałem. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem. A co ty byś sobie życzyła? – zapytał jakiś cichy głosik w głowie, który sprawił, że lekko pokręciła głową. To głupie.
A może wcale nie? Przecież doskonale wiedziała, czego by sobie życzyła. Chciałabym… Znaleźć legendarny święty Graal. Albo chociaż cokolwiek, co jest związane z legendami arturiańskimi, Merlinie, c-o-k-o-l-w-i-e-k. Gdyby była teraz na Pokątnej, jej bombka z pewnością przyjęłaby kształt kielicha.