• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine

[20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#3
28.01.2025, 22:51  ✶  
Wzięcie kilkudniowego urlopu przed samym sezonem wakacyjnym było wyśmienitym pomysłem. Ambroise nie był w stanie przypomnieć sobie, które z nich na niego wpadło, ale ostateczna decyzja została podjęta raczej jednomyślnie. Robili sobie przerwę od codzienności, od pracy, od atmosfery Londynu a jak szybko się okazało - również od Wielkiej Brytanii czy jakiejkolwiek części Wysp. Tu już nie miał zbyt wiele do powiedzenia, nawet jeśli z początku trochę kręcił nosem na przyjętą destynację.
Myśląc o wyjeździe, naturalnie miał na myśli jakiś cieplejszy, bardziej tropikalny kierunek. Być może Półwysep Bałkański? Wybrzeże dalmatyńskie w okolicach Chorwacji? Riwierę Francuską? Którąś z włoskich wysp? Po kilku latach wspólnego życia, mieli na koncie całkiem sporo wyjazdów, jednak w dalszym ciągu pozostawało całkiem sporo miejsc, które nadal mogli odwiedzić po raz pierwszy.
To była naprawdę przyjemna odmiana po tak długim czasie ignorowania istnienia dni wolnych. Wiążąc się z Geraldine, Ambroise niewątpliwie zaczął doceniać możliwość wyrwania się z Munga, odłożenia konieczności odbywania prywatnych wizyt, pozałatwiania wszystkich pozostałych spraw i zniknięcia na co najmniej tydzień gdzieś, gdzie nikt nie mógł ich kłopotać.
Dzięki temu mogli spędzić ten czas całkowicie sami, nie dzieląc się sobą nawzajem z kimkolwiek innym. Przez większość czasu unikając spędzania zbyt wielu godzin w zatłoczonych lokalizacjach, zdecydowanie preferując znalezienie się w jak najgłębszej głuszy, co samo w sobie wprawiało Roisa w naprawdę doskonały nastrój.
Mijały lata. Kolejne tygodnie tuż obok siebie, wspólne poranki i noce. Obiady, kolacje, śniadania. Wszystkie te chwile, urodziny, sabaty, święta. Niezliczone momenty a on wciąż łapał się na tym, że czasami zastanawiał się nad tym jak cholerne mieli szczęście, że odnaleźli się w tym chaotycznym świecie. Nie musząc mierzyć się z niemalże niczym, czym musieliby się kłopotać.
Nikt nie próbował mówić im, co powinni robić (a przynajmniej nie w nazbyt natrętny sposób). Mogli tworzyć własną rzeczywistość bez konieczności tłumaczenia się przed kimkolwiek z tego, co ich łączy. Nie byli konwencjonalni, mimo upływu czasu w dalszym ciągu żyli ze sobą na kocią łapę, nawet nie próbując kryć tego, że ze sobą mieszkali, sypiali, tworzyli coś na kształt domu, niewielkiej dwuosobowej rodziny.
Byli szczęśliwi, przynajmniej przez większość czasu, nawet jeśli czasami zdarzało im się miewać słabsze momenty, ścinać ze sobą z uwagi na niezaprzeczalną zbieżność trudnych charakterów czy prywatne interesy, w które nie mieszali siebie nawzajem. Zresztą w takich chwilach w dalszym ciągu kochał tę jego wariatkę, przez lata ucząc się odpuszczać w chwilach, w których nie potrzebował upierać się przy swoim.
Tym samym znaleźli się w Polsce. W przypadkowej górskiej miejscowości po uprzedniej wędrówce po lasach, biwakowaniu w całkowitej dziczy i korzystaniu z dóbr natury. O tej porze już budzącej się do życia, jednak w dalszym ciągu przyjemnie nieskalanej obecnością innych ludzi. Było ciepło, lecz nie gorąco a nieliczne szlaki, na które natrafiali raz na jakiś czas (na ogół jednak trzymając się z dala od nich) były niemalże całkowicie puste.
W dzień wędrowali po górach, nocą siadali przy ognisku, ciesząc się swobodą i swoją wzajemną obecnością. Nawet po tylu latach potrafiąc zachowywać się jak dwójka szczeniaków. Młodych i zakochanych, jakby robili to wszystko po raz pierwszy.
Bo w gruncie rzeczy właśnie tak było? Pierwszy raz byli w tej okolicy. Pierwszy raz odwiedzali targ tego typu. Pierwszy raz bez chwili zawahania spróbował namówić Geraldine na drobne odstępstwo od jej zwyczajowego stylu, bo błękit haftu na zakupionej chustce podkreślał niebieski odcień oczu dziewczyny i ciepłe miodowe refleksy w jej włosach. Tak. Wyglądała ładnie.
- Nie potrzebujesz lustra - odpowiedział gładko, mimo to jednocześnie rozglądając się dookoła nich, żeby spróbować jakieś zlokalizować; na ten moment raczej bezskutecznie, ale targ był całkiem duży - z pewnością wkrótce mieli jakieś znaleźć. - Nie, nie okłamałbym. Tym bardziej, że we wszystkim wyglądasz ładnie a w tym dodatkowo całkiem... ...przaśnie - może nie było to dokładnie takie określenie, jakiego obecnie potrzebował, ale nie był w stanie wpaść na żadne inne. - Jak rusałka czy coś. Naprawdę ładnie - spróbował wyjaśnić, odrobinę rozjaśniając swój punkt widzenia zanim posłał szeroki uśmiech w kierunku Riny.
Jednocześnie niemal w tej samej chwili również mocniej łapiąc ją za rękę, gdy poczuł czyjś niezbyt przemyślany ruch, który trącił jego dziewczynę. W innych okolicznościach pewnie sprułby się do tej osoby, szczególnie, że nie trawił tego typu chamstwa, jednak w warunkach, w których się znaleźli trudno byłoby uniknąć przepychania się przez tłum.
Pod tym względem targ zdecydowanie przypominał znacznie większą wersję ulicy Pokątnej podczas Mabon, gdy wszędzie znajdowały się ciasno poupychane stragany zaś mrowie czarodziejów chaotycznie dreptało przed siebie, raz na jakiś czas bez ostrzeżenia odbijając w bok do jakiegoś konkretnego sprzedawcy.
- Założysz ją na najbliższą Lithę do tamtej białej sukienki albo wepchniesz do szafy - stwierdził gładko, nie zastanawiając się nad tym zbyt długo. - Razem z nowymi kolczykami? Wisiorkiem? Bransoletką? - Byli na wakacyjnym targu, nie?
Mogli korzystać z tego, co oferował im Szczyrk.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (4654), Geraldine Greengrass-Yaxley (2978)




Wiadomości w tym wątku
[20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.01.2025, 17:15
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 28.01.2025, 22:03
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 28.01.2025, 22:51
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.01.2025, 12:58
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.01.2025, 13:59
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.01.2025, 15:25
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 29.01.2025, 18:51
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 29.01.2025, 22:38
RE: [20.04.1969] You're telling me a flea runs this market? || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.01.2025, 01:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa