28.01.2023, 21:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 21:56 przez Julien Fitzpatrick.)
W połowie leżał na Castielu, a w połowie na gruzowisku, gdy Brenna próbowała ich wydostać spod tego bałaganu. Fakt, nie było najwygodniej, ale przynajmniej mogli się jako-tako od siebie odsunąć, aby nie wbijać sobie łokci, innych kości czy części ciała w newralgiczne miejsca.
- Dobrze jem i piłem dużo mleka w dzieciństwie, to i urosłem, i ciężki jestem, to same mięśnie, urok osobisty też trochę waży, a już zwłaszcza głupota, a tej mam conajmniej za dwóch - pożalił się Flintowi, gdy ten stękał z bólu, cierpienia czy innych emocji, które aktualnie przeżywał przez takie zbliżenie z drugim mężczyzną. Charles, mimo bycia bardzo otwartym w swoich myślach, ruchach i gestach nie miał nic szczególnego na myśli, ot dotyk nie był dla niego rzeczą wstydliwą, ale gdy zobaczył, że blondynowi on nie odpowiada od razu zabrał ręce.
- Zmartwiłem się tym żebrem, takie złamane to nie przelewki - wyjaśnił po krótce, bo faktycznie, takie dotykanie miało na celu sprawdzenie, że Castelowi nie odpadło np. ucho. W końcu bardzo mocno zarył w ziemię, jeszcze potem przygniotły go kilogramy ludzkiej wagi oraz stołów. Za co wtedy zakładałby blond włosy? (Pewnie za drugie ucho, ale to można było przemilczeć.)
Stoczył się z Flinta, zjeżdżając na trawę po drewnianych gruzach i syknął, bo mógłby przysiąc, że pare drzazg wbiło mu się w pośladki. Nie przemyślał tego, tak samo jak większości akcji, które wykonał. Kręciło mu się trochę w głowie, zamrugał pare razy, czuł jak skronie piecze, a mięśnie na pewno nazajutrz przypomną mu o tych wszystkich wygibasach, które wykonał, aby jakkolwiek ich uratować prze, jak to Castiel właśnie zaczął tłumaczyć... wybuchającym stołem? Na gacie Merlina, to Rookwood już wolał swoją wersję z butami Panny Figg, być może była zawstydzająca, ale przynajmniej nie robiła z nich kompletnych idiotów. Spojrzał na Castiela zdezorientowany, w oczach zmaterializowałyby mu się znaki zapytania, tak samo dookoła głowy, gdyby tylko mogły. Wyrażało to tyle, co 'stary, ty tak na serio?' Nie raz był w sytuacji, gdy towarzysze niedoli, najcześciej Heather i Cameron, zaczęli tłumaczyć nauczycielowi szybciej niż sam Charlie co sie wydarzyło, nie zawsze tez miało to dużo sensu. Nie coby on był królem logiki, wręcz przeciwnie, ale przynajmniej dzięki temu doświadczeniu bez większych komplikacji mógł potwierdził wymyśloną wersję wydarzeń nowego kolegi.
- Czoło tak cztery, ramie będzie jakieś sześć, a delikatna i wrażliwa duma to conajmniej dziesięć - odparł Brennie uśmiechając się koślawo, bo oczywiście z tym ostatnim żartował, ale trzeba było mu przyznać, że trochę się wygłupili, zwłaszcza, że zbiegła się tu prawie cała polana, łącznie z jego pracodawczynią, która też wydawała się zawstydzona sytuacją, oh nie, czyżby słyszała to jak wypowiadał się o jej nogach? Cóż, mówił samą prawdę, wiec nawet się nie speszył, gdy wyszczerzył do niej rządek białych zębów, miał tylko nadzieję, że go nie zwolni. Poza udami miała też fajną osobowość (i pare innych części ciała), tez jako szefowa.
- Cas ma rację, coś z tym stołem wydawało się nie tak, pierwszy przestawiliśmy bez problemu, plan też nie był dziurawy, zanim zaczęliśmy prace zostały zrobione odpowiednie obliczenia, które teraz możemy sobie co najwyżej włożyć w cztery litery, ale zrobione zostały - dopiero teraz wstał chwiejnie, nie zatoczył się tak samo jak Flint, ale przymknął na chwilę oczy, czując jak ćmi go w głowie. Odetchnął i otrzepał się z drewna i kurzu. Włosy zaczesał do tyłu i spiął je w niedbały kok swoją wiecznie-żywą-acz-już-wygladającą-na-martwą gumką. Tak czy siak więcej z nimi nie mógł teraz zrobić, drzazgi powyciąga poźniej. Dało się zobaczyć w pełnej okazałości fakt, że na twarzy miał obtarcia, a szrama nad okiem wjechała też trochę na brew, zaczęła delikatnie krwawić, ale nie na tyle, aby Rookwood to odczuł, wiec stał tak wesoło nie wiedząc, że cieknie.
Zerknął raz jeszcze na wszystkich - naprawdę musiał być huk, skoro tyle się ich zleciało.
- Jak ktoś tu się zna na zaklęciach uzdrawiających to byłoby pomocnie, ale jak nie to chyba aż tak źle z nami nie jest, fizycznie. Psychicznie będę o tym myślał następne pare dni - parsknął, zakładając ręce na piersi i dopiero teraz zachwiał się lekko, więc zamrugał zdziwiony, bo ciało go nie słuchało. Chciał dać pokaz pewności siebie, ale może faktycznie uderzył się mocniej niż na początku sądził. Dopiero teraz schodziła z niego adrenalina, więc zaczynał odczuwać skutki całego upadku.
- Dobrze jem i piłem dużo mleka w dzieciństwie, to i urosłem, i ciężki jestem, to same mięśnie, urok osobisty też trochę waży, a już zwłaszcza głupota, a tej mam conajmniej za dwóch - pożalił się Flintowi, gdy ten stękał z bólu, cierpienia czy innych emocji, które aktualnie przeżywał przez takie zbliżenie z drugim mężczyzną. Charles, mimo bycia bardzo otwartym w swoich myślach, ruchach i gestach nie miał nic szczególnego na myśli, ot dotyk nie był dla niego rzeczą wstydliwą, ale gdy zobaczył, że blondynowi on nie odpowiada od razu zabrał ręce.
- Zmartwiłem się tym żebrem, takie złamane to nie przelewki - wyjaśnił po krótce, bo faktycznie, takie dotykanie miało na celu sprawdzenie, że Castelowi nie odpadło np. ucho. W końcu bardzo mocno zarył w ziemię, jeszcze potem przygniotły go kilogramy ludzkiej wagi oraz stołów. Za co wtedy zakładałby blond włosy? (Pewnie za drugie ucho, ale to można było przemilczeć.)
Stoczył się z Flinta, zjeżdżając na trawę po drewnianych gruzach i syknął, bo mógłby przysiąc, że pare drzazg wbiło mu się w pośladki. Nie przemyślał tego, tak samo jak większości akcji, które wykonał. Kręciło mu się trochę w głowie, zamrugał pare razy, czuł jak skronie piecze, a mięśnie na pewno nazajutrz przypomną mu o tych wszystkich wygibasach, które wykonał, aby jakkolwiek ich uratować prze, jak to Castiel właśnie zaczął tłumaczyć... wybuchającym stołem? Na gacie Merlina, to Rookwood już wolał swoją wersję z butami Panny Figg, być może była zawstydzająca, ale przynajmniej nie robiła z nich kompletnych idiotów. Spojrzał na Castiela zdezorientowany, w oczach zmaterializowałyby mu się znaki zapytania, tak samo dookoła głowy, gdyby tylko mogły. Wyrażało to tyle, co 'stary, ty tak na serio?' Nie raz był w sytuacji, gdy towarzysze niedoli, najcześciej Heather i Cameron, zaczęli tłumaczyć nauczycielowi szybciej niż sam Charlie co sie wydarzyło, nie zawsze tez miało to dużo sensu. Nie coby on był królem logiki, wręcz przeciwnie, ale przynajmniej dzięki temu doświadczeniu bez większych komplikacji mógł potwierdził wymyśloną wersję wydarzeń nowego kolegi.
- Czoło tak cztery, ramie będzie jakieś sześć, a delikatna i wrażliwa duma to conajmniej dziesięć - odparł Brennie uśmiechając się koślawo, bo oczywiście z tym ostatnim żartował, ale trzeba było mu przyznać, że trochę się wygłupili, zwłaszcza, że zbiegła się tu prawie cała polana, łącznie z jego pracodawczynią, która też wydawała się zawstydzona sytuacją, oh nie, czyżby słyszała to jak wypowiadał się o jej nogach? Cóż, mówił samą prawdę, wiec nawet się nie speszył, gdy wyszczerzył do niej rządek białych zębów, miał tylko nadzieję, że go nie zwolni. Poza udami miała też fajną osobowość (i pare innych części ciała), tez jako szefowa.
- Cas ma rację, coś z tym stołem wydawało się nie tak, pierwszy przestawiliśmy bez problemu, plan też nie był dziurawy, zanim zaczęliśmy prace zostały zrobione odpowiednie obliczenia, które teraz możemy sobie co najwyżej włożyć w cztery litery, ale zrobione zostały - dopiero teraz wstał chwiejnie, nie zatoczył się tak samo jak Flint, ale przymknął na chwilę oczy, czując jak ćmi go w głowie. Odetchnął i otrzepał się z drewna i kurzu. Włosy zaczesał do tyłu i spiął je w niedbały kok swoją wiecznie-żywą-acz-już-wygladającą-na-martwą gumką. Tak czy siak więcej z nimi nie mógł teraz zrobić, drzazgi powyciąga poźniej. Dało się zobaczyć w pełnej okazałości fakt, że na twarzy miał obtarcia, a szrama nad okiem wjechała też trochę na brew, zaczęła delikatnie krwawić, ale nie na tyle, aby Rookwood to odczuł, wiec stał tak wesoło nie wiedząc, że cieknie.
Zerknął raz jeszcze na wszystkich - naprawdę musiał być huk, skoro tyle się ich zleciało.
- Jak ktoś tu się zna na zaklęciach uzdrawiających to byłoby pomocnie, ale jak nie to chyba aż tak źle z nami nie jest, fizycznie. Psychicznie będę o tym myślał następne pare dni - parsknął, zakładając ręce na piersi i dopiero teraz zachwiał się lekko, więc zamrugał zdziwiony, bo ciało go nie słuchało. Chciał dać pokaz pewności siebie, ale może faktycznie uderzył się mocniej niż na początku sądził. Dopiero teraz schodziła z niego adrenalina, więc zaczynał odczuwać skutki całego upadku.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you