Być może ten jeden błąd Richard w swoim życiu popełnił, że nie przeprowadził się wcześniej do Londynu, kiedy Robert go prosił. Tuż po śmierci ich ojca. Wtedy być może dzieciaki miałyby więcej czasu aby poznać swojego wuja lepiej, niże przez te ciągłe dwa miesiące. Ze szkołą może nie byłoby problemu, patrząc na to, że podróż nie stanowiła dla nich problemu. Mogliby znów mieszkać w Londynie, a szkołę kończyć w Szwecji. Tak jak on, już w tamtym czasie mógłby zacząć pracę w Brytyjskim Ministerstwie Magii, zostając dzisiaj wciąż aurorem. Przeszło mu to przez myśl, słuchając Charlesa. Gdyby tylko mógł cofnąć czas…
- Możliwe, że błędem było przeprowadzanie się do Londynu teraz, zamiast parę lat wcześniej. Mielibyście wtedy znacznie więcej czasu, aby lepiej poznać i zrozumieć Roberta.Nawiązał w odpowiedzi to stwierdzenia Charlesa, który zauważył jak bardzo się wszystko zmieniło, gdy tutaj zamieszkali. Lecz to był ich wybór. Ich decyzja. Byli dorośli i Richard od nich tego nie wymagał. Mogli rozwijać się Norwegii. Nie musieli tego robić tutaj, w kraju gdzie nie jest bezpiecznie.
- Próbowałeś na siebie zwrócić uwagę, ale przekroczyłeś granice. Nie zadręczaj się już tym. Co się stało Robertowi, to nie jest Twoja wina, Charles.
Niefortunnie się złożyło, że Charles obwiniał się za śmierć wuja. Może pierwszy atak uruchomił jego chorobę? Robert bywał momentami uparty, nie dzielił się wszystkimi problemami, w tym zdrowotnymi. Nie wiedział, czy zwrócenie mu uwagi, aby zaczął o siebie dbać i udał do uzdrowiciela, przekonało go i poszedł.
Odebrał list od syna i spojrzał na niego uważnie, czytając zdanie po zdaniu, linijka po linijce. Ledwie się powstrzymywał od zniszczenia pergaminu już nieco i tak wymiętego. "Czy ta wiedźma, nie może odczepić się od moich dzieci?" – skomentował w myślach. "Zabiję ją…" – dodał sobie w myślach, po skończeniu czytania.
- Alexander nie jest Twoim ojcem i nie ma prawa decydować o Tobie i Twoim statusie w rodzinie.Wyraził się jasno i zdecydowanie na temat tego, co prawdopodobnie jego kuzyn namącił w głowie jego syna. Czy tego pajaca też powinien postawić do pionu, czy sobie darować? Oni z gałęzi Francisa wciąż byli z boku, więc Richard wolałby jednak, aby to tak zostało. Przynajmniej póki on jeszcze żyje.
Sporo pytań chłopak miał o Lorien. Pozwolił mu je zadać, dopalając do końca papierosa, aby zgasić go na talerzyku. Pokazując list, spojrzał na Charlesa, aby udzielić mu odpowiedzi:
- Odpowiedziałeś sobie już na pytanie, gdzie jest Lorien. To, co napisała o naszej relacji, to prawda. Ja i Lorien nie przepadamy za sobą od samego początku. Zdradzała mojego brata z Anthonym. Chodzą plotki, że widziano ją razem z Anthonym na wieczorze hazardowym. Gdy Robert odszedł, wiedziała, że nie ma czego szukać w naszym domu. Dla Twojego dobra i Twojego rodzeństwa, jeżeli nie chcecie aby wam zniszczyła życie i skłóciła w rodzinie, nie ufajcie jej i nie utrzymujcie kontaktu.Mówił poważnie, pewny siebie. Być może trochę naginając prawdę, ale kłamcą był bardzo dobrym. Wiele z zachowania i działania Lorien było widać, każdy doświadczył.
Spojrzał na list i przeczytał ostatni fragment.
- "Nie będę składać na twoje dłonie kondolencji z powodu straty wuja. Dołączam kilka galeonów na lampkę jakiegoś dobrego szampana w restauracji.” Nie brzmi Ci to jak trumf? Nie ukrywam, że najpewniej bardziej ucieszyłaby ją moja śmierć, a nie Roberta. Jesteśmy w żałobie, a ona baluje u kochanka.Dodał, pozostawiając to przeanalizowaniu Charlesowi. Każdy co prawda może odebrać to inaczej, ale Richard widział to po swojemu. W Lorien widział, zdradziecką żmiję, plączącą się pod nogami członków rodziny, do której weszła, czekając na odpowiedni moment, aby ukąsić.