28.01.2023, 22:07 ✶
Pierwsza noc spędzona w szpitalu nie należała do najłatwiejszych. Nie wiedział jeszcze, że spłyną na niego koszmary, więc nikt też nie pomyślał, by podać mu stosowne eliksiry wykluczające pojawienie się snów. Gdy tylko zamykał oczy, widział krew i przerażenie na twarzach przyjaciół, a jego ciało automatycznie się spinało, kierowane przepływającym w żyłach poczuciem niepokoju. Gdy się ocknął, za oknami wciąż panował mrok, a jedynie latarnie uliczne pozwalały dostrzec jakiś zarys budynków znajdujących się na zewnątrz. Słyszał czyjś ciężki, świszczący oddech i dopiero po chwili do niego dotarło, że to jego własny. Nie zdołał już zasnąć, obserwując, jak niebo zmienia swoją barwę z granatowej w ciężką, wilgotną szarość kwietniowego poranka. Pojedyncze dźwięki przemykających korytarzami uzdrowicieli zaczęły przeplatać się z głosami, które już nie wysilały się na szept. Czasem coś zaskwierczało, innym razem brzmiało, jakby wybuchło, choć mógł to być jedynie efekt wypadku, z jakim czarodziej się w szpitalu pojawiał. Spory, śmiechy, łzy. Wszystko po trochu dochodziło do Fergusa tak, jakby znajdował się pod szklanym kloszem. Przytłumione, zniekształcone i duszące. Zaczynał gubić się w czasie, nie wiedząc już, ile tak przeleżał od czasu rozmowy z Brenną i późniejszej zmiany opatrunków. Mogło minąć pięć minut, a równie dobrze i całe godziny. Ta druga opcja zdawała się bardziej prawdopodobna, biorąc pod uwagę, że dawno już nastał dzień. Jakie to zresztą miało znaczenie, skoro prawie umarł?
Drzwi otwierały się i zamykały, gdy przechodziły przez nie kolejne osoby. Medycy pytający o jego stan i podający eliksiry; stażyści zainteresowani niecodziennym przypadkiem; starsza czarownica ze śniadaniem, skoro nie był w stanie podnieść się z łóżka w kierunku bufetu. Przestał zwracać na nich wszystkich uwagę, wpatrując się w sufit i licząc znajdujące się na nim dziury. Jedna, dwie, dziesięć kolejnych. Nie wiedział jeszcze, że w ciągu najbliższych dni miał się ich wszystkich nauczyć na pamięć. Nic więc dziwnego, że nie zauważył pojawienia się kolejnej osoby, która już na wejściu narobiła rabanu.
- Jak mam ci ufać w jakiejkolwiek kwestii, skoro nie potrafisz niczego dopilnować, jak należy? Zamykałeś sklep, to powinieneś go otworzyć! Przywykłem do tego, że szwendasz się po nocach, Merlin jeden wie gdzie, więc nie dziw się, że nie zaskoczyło mnie twoje zniknięcie. Zero odpowiedzialności, jakiegokolwiek taktu. Pomyślałeś w ogóle o klientach?
Fergus wpatrywał się w ojca beznamiętnym wzrokiem, wpuszczając te uwagi jednym uchem, a wypuszczając drugim, co najwyraźniej starszy Ollivander zauważył, bo z każdym kolejnym słowem podnosił coraz bardziej głos. Ale ile można było słuchać tego typu uwag? Zwłaszcza w sytuacji, w której znalazł się jego syn. Czuję się jak gówno, tato. Dziękuję, że pytasz. Ten jednak zdawał się nie dostrzegać bandaży znajdujących się na jego ręce, siności ust i niewyraźnego spojrzenia. Nie miał siły nawet wywrócić oczami, nie mówiąc już o wykłócaniu się z rodzicem. Poza tym wierzył, że ojciec przynajmniej pojawi się w towarzystwie mamy, która choć trochę by go hamowała swoją obecnością.
Zarejestrował tylko, że starszy mężczyzna zdołał przejść w swoim ruganiu do listu, który otrzymał od Brenny wczorajszego wieczoru, gdy wyszła ze szpitala po przesłuchaniu Fergusa. Drzwi otworzyły się kolejny raz w ciągu ostatnich paru minut, a w głowie bruneta przewinęła się wizja osób, które mogły u niego zawitać od uzdrowicieli, poprzez Norę, aż po Castiela. Widoku Malfoya stającego w jego obronie zdecydowanie się nie spodziewał. Uszczypnął się na wypadek, gdyby okazało się, że jednak wciąż śnił, a podświadomość podrzuciła mu w roli rycerza nie tego blondyna, którego powinna. Lekkie szarpnięcie skóry uświadomiło go, że tak wyglądała rzeczywistość. Skonsternowany przyglądał się tej dyskusji, której był głównym tematem, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
- Ma pan rację, panie Malfoy, że to nie pańska sprawa. Jedyne, co moi ewentualni klienci mogą wyłapać, to fakt, że mam nieodpowiedzialnego syna, który nawet nie potrafi poinformować o swojej abstynencji i muszę się tego dowiadywać od osób postronnych.
Fergus chciał się wtrącić, że Brenna akurat miała spory udział w całej tej akcji, będąc jedną z tych osób, dzięki którym wciąż nie wyzionął ducha (i przez to musiał wysłuchiwać bzdur głoszonych przez swojego ojca), a na dodatek jako brygadzistka prowadząca śledztwo była osobą upoważnioną do informowania Ollivanderów o sytuacji, w jakiej znalazł się ich syn. Naprawdę coraz bardziej żałował, że jego matka się tutaj nie pojawiła.
Starszy mężczyzna odwrócił się w kierunku Elliotta, nie patrząc już na swojego syna, a jedynie mierząc spojrzeniem intruza.
- Niestosownym zatem wydaje się to, że wyrzuty robi pan mnie, nie znając sytuacji. Prosiłbym pana, aby zajął się pan interesami własnej rodziny, zostawiając moją w spokoju.
Gdyby Fergus mógł, to zapadałby się pod ziemię, ale ograniczało go łóżko, na którym leżał. Przerzucał spojrzenie z ojca na Malfoya i z powrotem, jak gdyby obserwował jakiś pojedynek. Ostatecznie spróbował złapać wzrok blondyna, by rzucić mu bezgłośne: dziękuję, bo nic więcej nie był w stanie póki co zrobić. Wciąż mdliło go po nieprzespanej nocy i utracie krwi, a przede wszystkim od tego, że był spokrewniony z tym nadętym człowiekiem.
Drzwi otwierały się i zamykały, gdy przechodziły przez nie kolejne osoby. Medycy pytający o jego stan i podający eliksiry; stażyści zainteresowani niecodziennym przypadkiem; starsza czarownica ze śniadaniem, skoro nie był w stanie podnieść się z łóżka w kierunku bufetu. Przestał zwracać na nich wszystkich uwagę, wpatrując się w sufit i licząc znajdujące się na nim dziury. Jedna, dwie, dziesięć kolejnych. Nie wiedział jeszcze, że w ciągu najbliższych dni miał się ich wszystkich nauczyć na pamięć. Nic więc dziwnego, że nie zauważył pojawienia się kolejnej osoby, która już na wejściu narobiła rabanu.
- Jak mam ci ufać w jakiejkolwiek kwestii, skoro nie potrafisz niczego dopilnować, jak należy? Zamykałeś sklep, to powinieneś go otworzyć! Przywykłem do tego, że szwendasz się po nocach, Merlin jeden wie gdzie, więc nie dziw się, że nie zaskoczyło mnie twoje zniknięcie. Zero odpowiedzialności, jakiegokolwiek taktu. Pomyślałeś w ogóle o klientach?
Fergus wpatrywał się w ojca beznamiętnym wzrokiem, wpuszczając te uwagi jednym uchem, a wypuszczając drugim, co najwyraźniej starszy Ollivander zauważył, bo z każdym kolejnym słowem podnosił coraz bardziej głos. Ale ile można było słuchać tego typu uwag? Zwłaszcza w sytuacji, w której znalazł się jego syn. Czuję się jak gówno, tato. Dziękuję, że pytasz. Ten jednak zdawał się nie dostrzegać bandaży znajdujących się na jego ręce, siności ust i niewyraźnego spojrzenia. Nie miał siły nawet wywrócić oczami, nie mówiąc już o wykłócaniu się z rodzicem. Poza tym wierzył, że ojciec przynajmniej pojawi się w towarzystwie mamy, która choć trochę by go hamowała swoją obecnością.
Zarejestrował tylko, że starszy mężczyzna zdołał przejść w swoim ruganiu do listu, który otrzymał od Brenny wczorajszego wieczoru, gdy wyszła ze szpitala po przesłuchaniu Fergusa. Drzwi otworzyły się kolejny raz w ciągu ostatnich paru minut, a w głowie bruneta przewinęła się wizja osób, które mogły u niego zawitać od uzdrowicieli, poprzez Norę, aż po Castiela. Widoku Malfoya stającego w jego obronie zdecydowanie się nie spodziewał. Uszczypnął się na wypadek, gdyby okazało się, że jednak wciąż śnił, a podświadomość podrzuciła mu w roli rycerza nie tego blondyna, którego powinna. Lekkie szarpnięcie skóry uświadomiło go, że tak wyglądała rzeczywistość. Skonsternowany przyglądał się tej dyskusji, której był głównym tematem, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
- Ma pan rację, panie Malfoy, że to nie pańska sprawa. Jedyne, co moi ewentualni klienci mogą wyłapać, to fakt, że mam nieodpowiedzialnego syna, który nawet nie potrafi poinformować o swojej abstynencji i muszę się tego dowiadywać od osób postronnych.
Fergus chciał się wtrącić, że Brenna akurat miała spory udział w całej tej akcji, będąc jedną z tych osób, dzięki którym wciąż nie wyzionął ducha (i przez to musiał wysłuchiwać bzdur głoszonych przez swojego ojca), a na dodatek jako brygadzistka prowadząca śledztwo była osobą upoważnioną do informowania Ollivanderów o sytuacji, w jakiej znalazł się ich syn. Naprawdę coraz bardziej żałował, że jego matka się tutaj nie pojawiła.
Starszy mężczyzna odwrócił się w kierunku Elliotta, nie patrząc już na swojego syna, a jedynie mierząc spojrzeniem intruza.
- Niestosownym zatem wydaje się to, że wyrzuty robi pan mnie, nie znając sytuacji. Prosiłbym pana, aby zajął się pan interesami własnej rodziny, zostawiając moją w spokoju.
Gdyby Fergus mógł, to zapadałby się pod ziemię, ale ograniczało go łóżko, na którym leżał. Przerzucał spojrzenie z ojca na Malfoya i z powrotem, jak gdyby obserwował jakiś pojedynek. Ostatecznie spróbował złapać wzrok blondyna, by rzucić mu bezgłośne: dziękuję, bo nic więcej nie był w stanie póki co zrobić. Wciąż mdliło go po nieprzespanej nocy i utracie krwi, a przede wszystkim od tego, że był spokrewniony z tym nadętym człowiekiem.