29.01.2025, 13:08 ✶
Charlotte mogłaby tylko wzdychać w duchu, że nie wie, czy wychowała dzieci tak dobrze, czy tak źle, skoro trójka młodych dorosłych nie reagowała entuzjazmem na możliwość pozostania paru dni w domu bez mamy, gdzie mogli sprowadzać sobie kolegów, koleżanki, urządzać imprezy, pić, a nawet – o zgrozo – zaprosić jakiegoś goblina.
– Och, do twarzy ci z tą opalenizną, ale zadbaj o skórę – odparła Charlotte ze stanowczością kogoś, kto obsesyjnie wręcz wklepywał krem w twarz każdego ranka i wieczora oraz korzystał ze specjalnego eliksiru na zdrową skórę, żeby przypadkiem nie pojawiły się na niej żadne zmarszczki.
Na palcach Charlotte nie znajdowały się żadne nowe pierścionki: tylko obrączka, która wiele lat temu zmieniła swoje miejsce, i z palca, na którym nosiły go mężatki, przeszła na ten, na którym nosiły go wdowy. Lubowała się w biżuterii, ale ze względu na to, że w pracy zajmowała się… różnymi rzeczami, na co dzień nosiła najczęściej wisiorki i kolczyki, a bransoletki oraz pierścionki zakładała na specjalne okazje.
– Hm… no cóż, jestem pewna, że ani Morphy, ani wy nie zrobiliście niczego, czego ja bym nie zrobiła – stwierdziła po chwili zastanowienia, jak zinterpretować to „że zależy co ma na myśli”. W gruncie rzeczy pewnie to oni nie zrobiliby wielu rzeczy, które ona by zrobiła, bo na przykład bardzo chętnie włamałaby się do jakiegoś starożytnego grobowca albo przynajmniej muzeum, żeby zbadać egipskie mumie albo spróbować przyzwać jakiegoś starożytnego ducha. – Tak, pomyślałam, że spróbujemy sosu czosnkowego. Ostatnio bardzo mi smakował w restauracji – odparła lekko, tak lekko, że nikt nie odgadłby, że w istocie ten cały czosnek wziął się po prostu stąd, że Charlotte Kelly postanowiła działać kompleksowo, kiedy szło o zabezpieczanie domu (i dzieci) przed wampirami. – Właściwie to nie widzieliśmy się za wiele? Johny musiał pewnie więcej pracować, skoro pół jego wydziału wybrało się za granicę. I jakie zdjęcia do gazety, kochanie? Redakcja Czarownicy to absolutni kretyni i wyobraź sobie, że ani razu nie poprosili mnie, żebym im pozowała na okładkę. Nawet przy tym ślubnym skandalu trafiliśmy tylko na drugą stronę – stwierdziła i uniosła filiżankę do ust. W jej tonie pobrzmiewała odrobina irytacji, i faktycznie, Charlotte była wtedy bardzo obrażona na redakcję, że największy skandal ślubny dekady nie wystarczył, aby trafiła na okładkę. Chociaż podejrzewała, że maczali w tym palce jej rodzice, próbujący trochę zatuszować sprawę.
– Och, do twarzy ci z tą opalenizną, ale zadbaj o skórę – odparła Charlotte ze stanowczością kogoś, kto obsesyjnie wręcz wklepywał krem w twarz każdego ranka i wieczora oraz korzystał ze specjalnego eliksiru na zdrową skórę, żeby przypadkiem nie pojawiły się na niej żadne zmarszczki.
Na palcach Charlotte nie znajdowały się żadne nowe pierścionki: tylko obrączka, która wiele lat temu zmieniła swoje miejsce, i z palca, na którym nosiły go mężatki, przeszła na ten, na którym nosiły go wdowy. Lubowała się w biżuterii, ale ze względu na to, że w pracy zajmowała się… różnymi rzeczami, na co dzień nosiła najczęściej wisiorki i kolczyki, a bransoletki oraz pierścionki zakładała na specjalne okazje.
– Hm… no cóż, jestem pewna, że ani Morphy, ani wy nie zrobiliście niczego, czego ja bym nie zrobiła – stwierdziła po chwili zastanowienia, jak zinterpretować to „że zależy co ma na myśli”. W gruncie rzeczy pewnie to oni nie zrobiliby wielu rzeczy, które ona by zrobiła, bo na przykład bardzo chętnie włamałaby się do jakiegoś starożytnego grobowca albo przynajmniej muzeum, żeby zbadać egipskie mumie albo spróbować przyzwać jakiegoś starożytnego ducha. – Tak, pomyślałam, że spróbujemy sosu czosnkowego. Ostatnio bardzo mi smakował w restauracji – odparła lekko, tak lekko, że nikt nie odgadłby, że w istocie ten cały czosnek wziął się po prostu stąd, że Charlotte Kelly postanowiła działać kompleksowo, kiedy szło o zabezpieczanie domu (i dzieci) przed wampirami. – Właściwie to nie widzieliśmy się za wiele? Johny musiał pewnie więcej pracować, skoro pół jego wydziału wybrało się za granicę. I jakie zdjęcia do gazety, kochanie? Redakcja Czarownicy to absolutni kretyni i wyobraź sobie, że ani razu nie poprosili mnie, żebym im pozowała na okładkę. Nawet przy tym ślubnym skandalu trafiliśmy tylko na drugą stronę – stwierdziła i uniosła filiżankę do ust. W jej tonie pobrzmiewała odrobina irytacji, i faktycznie, Charlotte była wtedy bardzo obrażona na redakcję, że największy skandal ślubny dekady nie wystarczył, aby trafiła na okładkę. Chociaż podejrzewała, że maczali w tym palce jej rodzice, próbujący trochę zatuszować sprawę.