29.01.2025, 16:41 ✶
![[Obrazek: emBlyJm.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=emBlyJm.png)
Dla Anthony'ego Yule to jeden z najtrudniejszych okresów w roku z wielu powodów. Przez wzgląd na gęstą sieć kontaktów wypełnioną przyjaciółmi, dalszą rodziną, partnerami biznesowymi, współpracownikami i pracownikami, spędza bardzo dużo czasu aby każdy w tym okresie czuł się przez niego zauważony i doceniony. Osobiście wypisuje kartki, personalizuje drobne upominki, odbywa wszystkie niezbędne wizyty w okresie świątecznym, wypija toasty, lampki wina, kieliszki cherry, ciasteczka, czasem mleko... Niczym wychudzony Święty Mikołaj (choć z oczywistych względów jego płaszcz nigdy nie mógłby być czerwony) odwiedza wszystkie domy pozostawiając paczki, nigdzie jednak nie czując się jak u siebie.
Yule i cały grudzień to czas w którym musi nieustannie się konfrontować z faktem, że otoczony ogromem ludzi jest w gruncie rzeczy bardzo samotny.
Na kilka dni przed świętami uknuwa plan, w którym wymiguje się z dostarczonych zaproszeń w ten konkretny dzień, zarzekając się, że kto inny w tym czasie będzie go gościł. Najczęściej dodaje wymówkę bardzo dramatyczną, która zmusza go do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Tak aby nikomu nie było przykro, aby nikt nie czuł się wyróżniony, albo zignorowany. Gdy dopełnione są te dziwaczne rytuały wypracowane odkąd wrócił do kraju, w świątecznym dniu spędza najwięcej czasu w biurze, niczym Scrooge z Opowieści Wigilijnej, pilnując aby wszyscy pracownicy wyszli wcześniej spotkać się z rodziną i najbliższymi. Później, by nie wzbudzać podejrzeń, teleportuje się do Little Hangleton, które pozbawione jest jakichkolwiek świątecznych dekoracji. Zamiast uroczystej kolacji, wspólnego śpiewania i rozmów o polityce, Anthony wybiera się na długi spacer po lesie wisielców, przekonując sam siebie, że jest to kwestia wyboru i że tak jest dla niego zdrowiej. Po powrocie schodzi do podziemi, żeby jego domowy skrzat przypadkiem zbyt głośno nie utyskiwał na temat tej rutyny. Bierze ciepłą kąpiel w opustoszałej rekonstrukcji łazienki prefektów, a potem rusza do skarbca z butelką wina i niemym poklepywaniem się po ramionach, że udało mu się przetrwać kolejny rok bez konieczności udawania, że dla kogokolwiek jest tą najważniejszą osobą na świecie, bez której nie mogłyby się odbyć Święta.
Tak było łatwiej. Udawać, że to wieczór jak jeden z wielu i spłukać go w niepamięć swoim ulubionym winem.