29.01.2025, 17:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2025, 21:31 przez Anthony Shafiq.)
12.12 późne popołudnie
Czasem pomagał spacer. Czasem pomagało wino. Czasem pomagał mróz szczypiący policzki.
Dzisiaj miał to wszystko, korzystając z uroków jarmarku świątecznego, na którym oczywiście musiał się pokazać i pouśmiechać do kilku zdjęć fotoreporterów, którzy akurat dziś postanowili również tam zajrzeć. Nie to, że musiał dużo im płacić za tę informację, ostatecznie obie strony na tym korzystały. Zgodnie z tradycją jego winnica w okresie zimowym oferowała obywatelom grzane, a nie chłodne wino. Osobiście uważał to za kalanie dobrego trunku, dlatego od lat skutecznie pozbywał się w ten sposób kiepskiego trunku. Od przypraw i różnych umagicznień czyniących napitek bardziej... widowiskowym, jego smak naprawdę nie miał znaczenia.
Po kilku bardzo rozwiniętych dyskusjach ze współobywatelami (Tak tak, oczywiście, musimy popracować nad prewencją, tak mój Departament się tym nie zajmuje ale... Szpital potrzebuje więcej specjalistów to prawda, zakres edukacyjny w tej mierze wciąż jest zbyt elitarny... ależ skąd sam uważam, że każdy człowiek powinien zajmować się tym do czego Matka go powołała...), udało mu się umknąć pod drzewko choinkowe.
Chwila ciszy.
Chwila na to by poczuć dojmujący żal zaciskający klatkę piersiową.
Czy to nie dziś była rocznica? Czy to nie dziś rok temu dostał ten jakże miły list, w którym Erik postanowił przekreślić ich sen o miłości idealnej? Oczywiście, nie padały między nimi wyznania, oczywiście z pewnością młodszy czarodziej podchodził do tego bardziej... frywolnie, nie mając pojęcia, że Anthony zdążył zaangażować się boleśnie za bardzo w ich grę, w spotkania dwa razy do roku, gdy cały świat mógł zapomnieć o tym kim byli i jakie obowiązki i oczekiwania musieli nosić.
„Podaruj cząstkę swojej magii - powieś bombkę w kształcie tego, co kryje twoja dusza”.
Głupia zabawa, wysługiwanie się obywatelami tylko po to, by Ministerstwo nie musiało wymyślać fikuśnych ozdób. Co kryła jego dusza? Kogo? Strzepnął niepewność ze swoich ramion, stłumił pragnienie życia w zgodzie ze sobą, w szczerości, w świetle akceptacji dla własnych wartości. Czego by chciał? Czy nie znów utonąć w gorącym objęciu swojego Słonecznego Bożka? Czy nie o tym śnił? Lśniąca złota kula pojawiła się w jego rękach mieniąc się kuszącym brokatem tęsknoty. Smutny uśmiech na moment przełamał zatopioną w ciężarze chwili melancholijną twarz.
Chciałbym, żeby ktoś mnie pokochał – pomyślał próżnie, nie śmiąc jednak wypowiedzieć imienia tego, kto ukradł mu serce pewnej lipcowej nocy, a o kim już dawno powinien zapomnieć.
Ujął różdżkę i zgodnie z instrukcją tchnął magię w złociste słoneczko, które pognało by zawisnąć niemal na szczycie choinki, jak najdalej od ciekawskich oczu tłumu. Potem zaś widząc zbliżających się reporterów, odegnał łzy ze swoich stalowych oczu i zamaszyście ukształtował złocistego smoka.
– I błogosławionego spokoju od Matki, abyśmy byli chronieni od złego – powiedział uśmiechając się już zdecydowanie szerzej, gestem wyuczonym latami politycznej praktyki, pozwalając smoczysku wzlecieć w widoczne miejsce. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że to nie były szczere życzenia. Chciał stabilizacji i bezpieczeństwa. Świat był teraz zbyt ponurym miejscem, aby skutecznie się bawić.
Dzisiaj miał to wszystko, korzystając z uroków jarmarku świątecznego, na którym oczywiście musiał się pokazać i pouśmiechać do kilku zdjęć fotoreporterów, którzy akurat dziś postanowili również tam zajrzeć. Nie to, że musiał dużo im płacić za tę informację, ostatecznie obie strony na tym korzystały. Zgodnie z tradycją jego winnica w okresie zimowym oferowała obywatelom grzane, a nie chłodne wino. Osobiście uważał to za kalanie dobrego trunku, dlatego od lat skutecznie pozbywał się w ten sposób kiepskiego trunku. Od przypraw i różnych umagicznień czyniących napitek bardziej... widowiskowym, jego smak naprawdę nie miał znaczenia.
Po kilku bardzo rozwiniętych dyskusjach ze współobywatelami (Tak tak, oczywiście, musimy popracować nad prewencją, tak mój Departament się tym nie zajmuje ale... Szpital potrzebuje więcej specjalistów to prawda, zakres edukacyjny w tej mierze wciąż jest zbyt elitarny... ależ skąd sam uważam, że każdy człowiek powinien zajmować się tym do czego Matka go powołała...), udało mu się umknąć pod drzewko choinkowe.
Chwila ciszy.
Chwila na to by poczuć dojmujący żal zaciskający klatkę piersiową.
Czy to nie dziś była rocznica? Czy to nie dziś rok temu dostał ten jakże miły list, w którym Erik postanowił przekreślić ich sen o miłości idealnej? Oczywiście, nie padały między nimi wyznania, oczywiście z pewnością młodszy czarodziej podchodził do tego bardziej... frywolnie, nie mając pojęcia, że Anthony zdążył zaangażować się boleśnie za bardzo w ich grę, w spotkania dwa razy do roku, gdy cały świat mógł zapomnieć o tym kim byli i jakie obowiązki i oczekiwania musieli nosić.
„Podaruj cząstkę swojej magii - powieś bombkę w kształcie tego, co kryje twoja dusza”.
Głupia zabawa, wysługiwanie się obywatelami tylko po to, by Ministerstwo nie musiało wymyślać fikuśnych ozdób. Co kryła jego dusza? Kogo? Strzepnął niepewność ze swoich ramion, stłumił pragnienie życia w zgodzie ze sobą, w szczerości, w świetle akceptacji dla własnych wartości. Czego by chciał? Czy nie znów utonąć w gorącym objęciu swojego Słonecznego Bożka? Czy nie o tym śnił? Lśniąca złota kula pojawiła się w jego rękach mieniąc się kuszącym brokatem tęsknoty. Smutny uśmiech na moment przełamał zatopioną w ciężarze chwili melancholijną twarz.
Chciałbym, żeby ktoś mnie pokochał – pomyślał próżnie, nie śmiąc jednak wypowiedzieć imienia tego, kto ukradł mu serce pewnej lipcowej nocy, a o kim już dawno powinien zapomnieć.
Ujął różdżkę i zgodnie z instrukcją tchnął magię w złociste słoneczko, które pognało by zawisnąć niemal na szczycie choinki, jak najdalej od ciekawskich oczu tłumu. Potem zaś widząc zbliżających się reporterów, odegnał łzy ze swoich stalowych oczu i zamaszyście ukształtował złocistego smoka.
– I błogosławionego spokoju od Matki, abyśmy byli chronieni od złego – powiedział uśmiechając się już zdecydowanie szerzej, gestem wyuczonym latami politycznej praktyki, pozwalając smoczysku wzlecieć w widoczne miejsce. Skłamałby jednak, gdyby powiedział, że to nie były szczere życzenia. Chciał stabilizacji i bezpieczeństwa. Świat był teraz zbyt ponurym miejscem, aby skutecznie się bawić.
![[Obrazek: m9KVPEu.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=m9KVPEu.png)
Postać opuszcza sesję