28.01.2023, 22:20 ✶
Zarzuciłaby go potokiem pytań, gdyby tylko wiedziała, że może to zrobić. Nie chciała, by mieli powtórkę z rozrywki, kiedy w ułamku sekundy psuł mu się nastrój i w mig robił się mrukliwy, nie dało się rozmawiać i nagle dystans pomiędzy nimi rósł tak mocno, że zrobienie dwóch kroków okazywało się zbyt małą ilością. Dlatego próbowała postępować z nim… ostrożnie. Gdyby jednak usłuchał ojca i nauczył się legilimencji, może w chwili nieuwagi mógłby przeczytać część myśli Victorii – jednak nie posłuchał, wolał robić wszystko na opak i na złość, a mógłby się naprawdę mocno zdziwić co do tego, jaką osobą była jego przyszła narzeczona.
- Mmmmm…. Paskudztwo – wymruczała, powtarzając za nim, by na końcu zaprzeczyć. Nie czuła żadnego pociągu do tłuściochów, już nawet pomijając to, jak niezdrowe to było… To może ich krew też? A może wręcz przeciwnie? I w ogóle dlaczego nad tym myślała? Ciemnowłosa aż przekrzywiła głowę i westchnęła, niemo karcąc swój potok. Kto wie… może jeśli wypije zbyt dużo, to coś z tego wychlapie się na zewnątrz?
Nie bała się go dlatego, że mimo wszystko była przeszkolona w różnorodnych zaklęciach. Gdyby ją zaatakował… pewnie byłaby w stanie go jakimś zaklęciem rąbnąć, o ile by zdążyła, ale tak czy siak – starała się zbudować tutaj zaufanie, no bo… przecież nie będzie przed nim całe życie uciekać. Zaś te dziwki… To była kolejna rzecz, której nie wiedziała, a którą mogła zrozumieć nie tak, jak powinna. Którą każdy mógł zrozumieć nie tak, jak powinien… Ale do tego pewnie jeszcze dojdą.
- Wiesz co jest nudne? Łażenie od baru do baru i nawalenie się jak szpadel. Chociaż to jest nudne i żałosne jednocześnie – te bale bywały nudne. Ale potrafiły być też całkiem ciekawe, jak się na jakimś coś odwaliło – a to nie działo się aż tak sporadycznie. I tak, domyślała się, że ich nie lubił. Tak jak Victoria nie lubiła, kiedy rodzice sterowali jej życiem i co z tego? Mogła sobie nie lubić. Zupełnie niczego to nie zmieniało. Nie wiedziała czy Sauriel w ten sposób rozumiał pojęcie „imprezy”, ale miała niejasne wrażenie, że i owszem. I poczuła jakąś niejasną potrzebę obrony przed jego nagłym zdaniem. - Myślę, że jednak o sobie – nie sądziła, że myślał wtedy o niej. Raczej myślał o sobie i o zabawie dla siebie. Poduszka, podnóżek, korona, domek z kart, gra w szachy tak, żeby wygrał, pieczenie babeczek – cos, czego w życiu nie robiła i o pomoc w czym musiała poprosić domowego skrzata… Ten taniec i późniejsze jedzenie babeczek było zastanawiające i nie pasowało do schematu, ale to była zdecydowana mniejszość. - W końcu to ja przegrałam – ale nie była na to zła czy obrażona. Liczyła się z tym. - Zabawny dobór tematu i miejsca swoją drogą – bo zakłąd był o to, by wyniuchać dlaczego jej poprzednie narzeczeństwo zostało zerwane… Cóóóóż…
Spojrzała na niego ze zdziwieniem ale ostatecznie zrobiła jak chciała. Przeszli dróżką między grobami nie wiadomo gdzie, zakręcili kilka razy, klucząc pomiędzy nagrobkami i w końcu Victoria zobaczyła piękny marmurowy pomnik – płaczącej panienki pomiędzy dwoma kamiennymi płytami. A na nich jakieś zdjęcia, których i tak nie widzieli, bo było ciemno, a światło różdżki niewiele dawało. Była tam ławeczka, więc usiadła.
- Nie mów, że planujesz zrobić cmentarny piknik, gdzie będziemy siedzieć pomiędzy grobami i trupami, pić alkohol i jeść ciastka.
- Mmmmm…. Paskudztwo – wymruczała, powtarzając za nim, by na końcu zaprzeczyć. Nie czuła żadnego pociągu do tłuściochów, już nawet pomijając to, jak niezdrowe to było… To może ich krew też? A może wręcz przeciwnie? I w ogóle dlaczego nad tym myślała? Ciemnowłosa aż przekrzywiła głowę i westchnęła, niemo karcąc swój potok. Kto wie… może jeśli wypije zbyt dużo, to coś z tego wychlapie się na zewnątrz?
Nie bała się go dlatego, że mimo wszystko była przeszkolona w różnorodnych zaklęciach. Gdyby ją zaatakował… pewnie byłaby w stanie go jakimś zaklęciem rąbnąć, o ile by zdążyła, ale tak czy siak – starała się zbudować tutaj zaufanie, no bo… przecież nie będzie przed nim całe życie uciekać. Zaś te dziwki… To była kolejna rzecz, której nie wiedziała, a którą mogła zrozumieć nie tak, jak powinna. Którą każdy mógł zrozumieć nie tak, jak powinien… Ale do tego pewnie jeszcze dojdą.
- Wiesz co jest nudne? Łażenie od baru do baru i nawalenie się jak szpadel. Chociaż to jest nudne i żałosne jednocześnie – te bale bywały nudne. Ale potrafiły być też całkiem ciekawe, jak się na jakimś coś odwaliło – a to nie działo się aż tak sporadycznie. I tak, domyślała się, że ich nie lubił. Tak jak Victoria nie lubiła, kiedy rodzice sterowali jej życiem i co z tego? Mogła sobie nie lubić. Zupełnie niczego to nie zmieniało. Nie wiedziała czy Sauriel w ten sposób rozumiał pojęcie „imprezy”, ale miała niejasne wrażenie, że i owszem. I poczuła jakąś niejasną potrzebę obrony przed jego nagłym zdaniem. - Myślę, że jednak o sobie – nie sądziła, że myślał wtedy o niej. Raczej myślał o sobie i o zabawie dla siebie. Poduszka, podnóżek, korona, domek z kart, gra w szachy tak, żeby wygrał, pieczenie babeczek – cos, czego w życiu nie robiła i o pomoc w czym musiała poprosić domowego skrzata… Ten taniec i późniejsze jedzenie babeczek było zastanawiające i nie pasowało do schematu, ale to była zdecydowana mniejszość. - W końcu to ja przegrałam – ale nie była na to zła czy obrażona. Liczyła się z tym. - Zabawny dobór tematu i miejsca swoją drogą – bo zakłąd był o to, by wyniuchać dlaczego jej poprzednie narzeczeństwo zostało zerwane… Cóóóóż…
Spojrzała na niego ze zdziwieniem ale ostatecznie zrobiła jak chciała. Przeszli dróżką między grobami nie wiadomo gdzie, zakręcili kilka razy, klucząc pomiędzy nagrobkami i w końcu Victoria zobaczyła piękny marmurowy pomnik – płaczącej panienki pomiędzy dwoma kamiennymi płytami. A na nich jakieś zdjęcia, których i tak nie widzieli, bo było ciemno, a światło różdżki niewiele dawało. Była tam ławeczka, więc usiadła.
- Nie mów, że planujesz zrobić cmentarny piknik, gdzie będziemy siedzieć pomiędzy grobami i trupami, pić alkohol i jeść ciastka.