• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [05.09 Szkocki domek Longbottomów | Erik & Anthony] Just in the way they are

[05.09 Szkocki domek Longbottomów | Erik & Anthony] Just in the way they are
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
30.01.2025, 01:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2025, 12:10 przez Anthony Shafiq.)  
Spotkania z Erikiem były niekończącym się wyzwaniem. Zupełnie, jakby puścić nurt rzeki na kręcące się drewniane młyńskie koło, które potem rzędem zębatych kół i przekładni wprawiało w ruch olbrzymie żarna niekończącego się tarcia. Mąka, dawała życie, ale była przecież efektem przemocy.

Sacrum i profanum.

Czy lubił, kiedy Erik z taką lubością szarpał wszelkie świętości? Czy lubił jego pragmatyzm drwiący z poezji. Modernizm depczący duszną, gotycką aurę romantyzmu? Czasem miał wrażenie, że Longbottom najbardziej lubił go, gdy nic nie mówił (konkretnie, gdy nie miał szans cokolwiek mówić, z powodu pełnych ust), czasem miał wrażenie, że robi to w pełni świadomie, lubując się w rozdrażnianiu go, testowaniu, igraniu niekończącej się walki, która finalnie zakończyłaby się w sypialni. Albo na blacie w kuchni. Na ścianie w przedpokoju. Na podłodze w salonie. Teraz, gdy spoglądał z perspektywy czasu na ich czerwcową konfrontację, coraz bardziej dochodziło do niego, że jego słodki pieseczek lubi gryźć podczas zabawy, nawet jeśli wcześniej nie mieli tego umówionego. Coraz lepiej rozumiał, że całkiem być może, Erik nie chciał go upokorzyć i wyśmiać, nękać pod biczem krytyki. Oczekiwał, być może, że Anthony mu odda, odgryzie się, że zetrze się z nim, żarno o żarno, dając życiodajną mąkę.

Zamiast odpowiedz na zaczepkę, pocałował go na powitanie, korzystając z odosobnionego miejsca pozbawionego świadków, gdzie nie byli celebrytami z pierwszych stron gazet, a zagubionymi chłopcami w magicznym świecie pozbawionym trosk tak trywialnych, jak zbyt wiele par oczu zwróconych w ich stronę. Mógłby się przejmować oczywiście, jeśli jakiś widmowidz pojawiłby się na horyzoncie i zbierał od drewnianych ścian zeznania, liczył jednak że rodzina i przyjaciele Erika nie będą chcieli mu działać na szkodę. Może nawet wiedzieli, tak jak jego właśni najbliżsi przyjaciele, o preferencjach mężczyzny. Cóż mogło się stać gorszego, niż to co i tak się stało dwadzieścia lat temu? Kto inny mógłby go wyrzucić z Warowni, za deprawowanie członków rodziny, skoro już raz był wyrzucony? Dlatego też pocałował go, pozwalając sobie na tę chwilę bezmyślności, głównie po to by ukąsić wcale nie delikatnie dolną wargę, gdy się od niego odsuwał. Pomlaskał chwilę z rozmysłem.

– Nie, jednak mi się nie śnisz. Bardzo dobrze – uśmiechnął się w rozbawieniu, choć jeszcze bardziej grał, niż szczerze się rozluźnił. Jeszcze zbyt wiele myśli przyniósł tutaj ze sobą, zupełnie jakby nosił drugi kufer, taki niewidzialny, taki, który to on musiał dźwignąć i wsunąć do małej szkockiej chatki.

Oczywiście dał się przegonić, zajął nawet strategiczną pozycję, by lepiej móc podziwiać napinające się ubranie na szykującym się do przenoszenia kufra towarzyszu. Każda sekunda upływająca wspólnie przynosiła to co miała przynieść - upragnione rozluźnienie. Palcami bawił się stalowym sygnetem zdobiącym zamiast obrączki serdeczny palec lewej dłoni. Nawet nie zamierzał fantazjować, że tak kiedyś mogłoby wyglądać ich życie, bo była to pusta mrzonka. Cieszył się natomiast bardzo bieżącą chwilą, tak pięknie ubogacaną stękającym Erikiem.

– Nu nu, taki silny, taki umięśniony, nie powiesz mi, że to tylko po to, aby dobrze prezentować się topless na plaży, albo okładce Czarownicy. Z resztą... mam nadzieję, że nigdy nie zdecydowałbyś się na taką sesję, bo z zazdrości musiałbym wykupić cały nakład! – ruszył za Erikiem, gdy wsunął kufer do środka i mimowolnie przejechał dłonią po jego pośladku, być może dla własnej przyjemności, być może dla niemego gestu pochwały za dobrze wykonaną robotę. A to był dopiero początek tego jakże czarująco zapowiadającego się wieczoru.

Gdy tylko kufer się zatrzymał, Anthony od razu do niego podszedł i otworzył wieko. Na samym szczycie znajdował się czarny... nie... czerwony, znajdował się czerwony fartuszek ze złotą lamówką z białym podpisem: Kiss the cook. Dobry humor na moment mu przygasł, ale nie było tego widać dla niewprawnego oka, ukryte w subtelnym załamaniu kącików oczu, w uśmiechu o dwa milimetry zbyt wymuszonym. Nienawidził czerwonego koloru, ponieważ nie dane było mu go widzieć. W duchu dziękował Matce, że nie otrzymał talentu auro czy niciowidzenia bo nie byłoby z tego zbyt wiele pożytku. Tak samo teraz ten nieszczęsny fartuszek... Ale Erik kochał kolor czerwony, nic dziwnego w końcu był z dziada pradziada gryfonem, nasiąkł czerwienią za młodu.

Sapnął i nim Longbottom zdążył zaprotestować, zarzucił mu na kark górny pasek podtrzymujący całość ochronnego stroju. Zaraz potem uchwycił dwie pozostałe szarfy i objął go w pasie, aby sprawnie zawiązać elegancką kokardę na krzywiźnie pleców. Będąc tak blisko mimowolnie zaciągnął się zapachem kochanka, żałując każdej chwili abstynencji w Egipcie. Żałując też tyci, tyci swojego pomysłu, który miał im dać chociaż cień szansy na spędzenie wieczoru inaczej niż na przemeblowywaniu górskiej chatki. Czy nie poczynał sobie zbyt pewnie? Przygryzł wargę nieco zbyt długo zawieszając wzrok na czerwonych ustach otoczonych szczeciną ostrego zarostu, myśląc o czerwonych śladach, jakie już niedługo ów zarost zostawi na jego wyposzczonej skórze.

Miło.

– Też mam swój, jakby co, nie porzucę Cię na pastwę losu i złowieszczych misek. – Wypuścił go nieco gwałtownie, trzymając się swojej agendy i odwrócił na powrót do otwartego kufra, z którego wyciągnął lazurowy ze złotem, bo nigdy nie uważał kolorów Ravenclaw za brąz. To była kwestia roztropnej oszczędności, ale kto by w ogóle akceptował istnienie brązu, kiedy coś mogło być złote? W drugiej ręce miał książkę.
– Nic się nie martw. To mugolska książka kucharska. Pomyślałem, że skoro tak bardzo obawiasz się swojej działalności w kuchni, zrobimy to po mugolsku, bez wspomagania kapryśną magią. Wergiliusz spakował mi wszystkie niezbędne elementy. Wolisz zrobić gulasz czy cynamonki? – Zapytał odkładając książkę i zawieszając na głowie swój pozbawiony napisu, bardzo elegancki i gustowny fartuch. Zaraz potem wyciągnął słoiczki z przyprawami i... westchnął ciężko, wspomnieniami uciekając do najgorszych w świecie zajęć eliksirów,  które przy jego przypadłości były prawdziwą męką. – Dobrze, pozwolę sobie przypomnieć Ci mój drogi, że dla mnie te wszystkie proszki są w odcieniach szarości i bieli. O to jest czarne. – Wskazał na paprykę i teraz on dołączył do Erika w utyskujących na konstrukcję świata prawach. Zaraz potem odłożył te słoiki na blat i popatrzył się smutno na twarz młodszego czarodzieja z nagłym przypływem czułości gładząc go po policzku. – Chyba najbardziej żałuję, że pewnie nigdy nie poznam koloru Twoich oczu. Jakie są naprawdę. – Dwa złote punkty na zszarzałej sylwetce. Przyzwyczaił się przecież, całe życie w świecie szarym, z okazjonalnym rozchlapanym lazurem i żółcią wpadającą w podgniłą ochrę. A jednak. Gdy kupił na licytacji złociste topazy, gdy oprawił je w spinki do mankietów, by móc zawsze przypominać sobie o złocistych ślepiach swojego Słonecznego Bożka, tak teraz zły był na siebie, bo pewnie kolor oczu Erika był zupełnie inny. Kiedyś o tym rozmawiali... zielony?

– Kiedyś jak trafię na tego słynnego poltergeista, co zamienia ciała dwóch biedaków, którzy mu się napatoczą na linię strzału, może wtedy będę mógł zatopić się w prawdziwym kolorze zwierciadeł Twojej duszy – wyszeptał głosem przepełnionym afektem, pochylając się znów do jego twarzy, na moment tylko ulegając pokusie sięgnięcia po nagrodę przed wykonaniem pracy. Zaraz jednak otrzeźwiał i wrócił do rozładowywania bagaży. Jeszcze przez moment, przez krótką chwilę potaplał się w swoim wybrakowaniu. W niemożności obcowania ze sztuką, w głupich pomyłkach wynikających z faktu, że nie był w stanie dostrzec różnicy w odcieniach szarości. Westchnął ciężko, w dłonie ujmując płócienny worek z mąką.

– Przyznam, że chyba wolałbym robić ciastka. Tak żeby osłodzić Ci nieco życie, po tej straszliwej torturze, którą jest wspólne gotowanie – dodał, strzepując z głosu żal i melancholie, które choć były właściwe istocie jego istnienia, to zdaje się, nie były mile widziane tu. Z resztą... lipiec przeminął, a on wylał wszystkie łzy tego świata w tęsknocie za człowiekiem, który finalnie stał przed nim w czerwonym fartuszku. Czy nie płynęła z tego jakaś ważna lekcja?

Zawada: daltonizm
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (6071), Erik Longbottom (3588)




Wiadomości w tym wątku
[05.09 Szkocki domek Longbottomów | Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 11.11.2024, 16:27
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 11.01.2025, 23:58
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 16.01.2025, 11:15
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 29.01.2025, 22:07
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 30.01.2025, 01:00
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 19.02.2025, 14:32
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 06.03.2025, 23:00
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 18.03.2025, 21:56
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 25.03.2025, 09:52
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 16.04.2025, 21:38
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 25.04.2025, 11:07
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 04.05.2025, 20:49
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 29.05.2025, 14:22
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Erik Longbottom - 20.06.2025, 21:53
RE: [05.09 Erik & Anthony] Just in the way they are - przez Anthony Shafiq - 21.06.2025, 21:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa