30.01.2025, 15:42 ✶
– Ponieważ, mój drogi, gusła zawsze niosą ze sobą ziarno prawdy. Gusła to dawne metody, dawne sposoby na to by okiełznać nieznane. Ludzie czasem trafiali, czasem nie. Teraz nauka omija to szerokim łukiem, a my... zbyt zajęci anglossaskimi problemikami ignorujemy potencjał... – W przeciwieństwie do Lestrange'a nie czuł obrzydzenia. Był w głębi swojego shafiqowego istnienia podróżnikiem, który kochał eksplorować świat. Parkinsonowie przekonywali, że wystarczą do tego książki, on jednak bardzo szybko w tęsknocie za niezależnością parł do wyfrunięcia z gniazda i odkrywania rzeczy na własny rachunek. Był głodny doświadczeń.
– Oczywiście to może być fałszywy trop, ale jacy by z nas byli naukowcy, gdybyśmy wcześniej go nie sprawdzili? – Z niego naukowiec był głównie w szkole, praca dyplomaty zjadała lwią część czasu, chociaż odkąd Jonathan wrócił, miał zdecydowanie więcej przestrzeni na prywatne poszukiwania. On, ten, który posiadał na własność wszystkie języki świata. Oczywiście magia była ograniczona, nie dawała kulturowego kontekstu, większość idiomów zdawała się abstrakcyjnymi dyrdymałami pozbawionymi sensu. A jednak... teksty naukowe szczęśliwie były ich pozbawione i nie obrażały się, jeśli użyłeś złej formy grzecznościowej prosząc o herbatę. Teksty naukowe były w jego zasięgu, podobnie jak biblioteki w Europie i Afryce, powoli przedzierał się do Azji.
Zapewnienia Rodolphusa z tym charakterystycznym wilczym uśmiechem połechtały go mile, upewniając w tym, że dobrze wybrał swojego sojusznika do tej wycieczki. Wierzył w jego umysł, w racjonalne oddzielenia ziarna od plew. Wierzył również w to, że zrozumie gdy do Ministerstwa trafi fiolka z zabarwioną wodą doprawioną cukrem, a prawdziwe badania podzieją się z dala od onyksowego piętra.
– Przepraszam, my do babci Emygdii. Mieliśmy pytać o drogę, gdy znajdziemy się w porcie. Biały kot szuka drogi – zapytał życzliwie po hiszpańsku starszego mężczyznę siedzącego przy stoliczku i popijającego ciepłe espresso. Jego ogorzała twarz zmarszczyła się i odpowiedziała do niego coś, co w uszach Rodolpha mogło zabrzmieć prawie jak hiszpański, ale taki bełkotliwy, o innej nucie ze słowami, które na hiszpańskie nie wyglądały wcale. W żaden sposób jednak nie zbijało to z tropu Anthony'ego, który uśmiechnął się tylko przepraszająco. Wieża Babel wciąż stała, żadne bóstwo nie doprowadziło jej do ruiny i nie dawało mu to przewagi w pozyskiwaniu wiedzy zapisanej. Również właśnie w takich sytuacjach jak ta, mógł zaimponować lokalnej ludności faktem, że kojarzy nie język urzędowy a dialekt właściwy regionowi. Jeśli tylko żyła chociaż jedna osoba mówiąca w ten sposób... Klapki w głowie przesuwały się naturalnie i płynnie.
– Proszę mi wybaczyć dobry człowieku, po rozmowach na promie zapomniałem się w mowie. Babcia Emygdia mówiła, że biały kot szuka drogi. Biały kot, który chętnie do tej kawy dorzuci coś słodkiego. – Oprószyć to naturalną charyzmą i już pierwsze lody przełamane. Choć dla swoich rodaków mógł kojarzyć się już z obślizgłością ministerialnych podziemi, tak poza granicami Anglii zdawał się tylko niegroźnym turystą ciekawym lokalnych opowieści. Zawsze z tego korzystał, mając w pamięci, że ludzkość niestety nie zawsze była przychylna słowu pisanemu. I jak dotąd, nawet jeśli tropy okazywały się ślepe, nigdy nie żałował podejmowanych wyzwań pozwalających mu przyjrzeć się lokalnej mitologii.
Tektonika twarzy staruszka zmieniła się, a jego zmarszczki zafalowały w niedowierzającym uśmiechu. Zaśmiał się i zaczął coś prawić bardzo żywiołowo. Anthony wyraźnie się zdziwił, ale możliwie łagodnie i nieinwazyjnie przystopował go w tych słowach przysiadając obok. Poprosił o moment przerwy, głównie po to, by zwrócić się do Rodolphusa z małą prośbą, wręczając mu w dłonie kilka mugolskich banknotów odpowiadających państwu w którym się znajdowali. – To chwilę potrwa. Czy mógłbyś mu kupić croissanta z kremem pistacjowym. Mi też w sumie możesz, ponoć w tej kawiarni są najlepsze. I sobie, jeśli masz taką ochotę. Zbieram trochę danych, jestem przekonany, że Cię zainteresują. – Jego twarz wyrażała prośbę o cierpliwość, a w duchu dziękował sobie, że w tym zapomnianym przez Matkę języku z pewnością Lestrange nie zrozumie, gdy wytłumaczy dziadkowi powód swojej wizyty. Swojej i swojego bladego ucznia. Układ łatwiejszy do zrozumienia, choć na ile znał naukowca, trudny do przełknięcia przez wąskie ślizgońskie gardło.
– Oczywiście to może być fałszywy trop, ale jacy by z nas byli naukowcy, gdybyśmy wcześniej go nie sprawdzili? – Z niego naukowiec był głównie w szkole, praca dyplomaty zjadała lwią część czasu, chociaż odkąd Jonathan wrócił, miał zdecydowanie więcej przestrzeni na prywatne poszukiwania. On, ten, który posiadał na własność wszystkie języki świata. Oczywiście magia była ograniczona, nie dawała kulturowego kontekstu, większość idiomów zdawała się abstrakcyjnymi dyrdymałami pozbawionymi sensu. A jednak... teksty naukowe szczęśliwie były ich pozbawione i nie obrażały się, jeśli użyłeś złej formy grzecznościowej prosząc o herbatę. Teksty naukowe były w jego zasięgu, podobnie jak biblioteki w Europie i Afryce, powoli przedzierał się do Azji.
Zapewnienia Rodolphusa z tym charakterystycznym wilczym uśmiechem połechtały go mile, upewniając w tym, że dobrze wybrał swojego sojusznika do tej wycieczki. Wierzył w jego umysł, w racjonalne oddzielenia ziarna od plew. Wierzył również w to, że zrozumie gdy do Ministerstwa trafi fiolka z zabarwioną wodą doprawioną cukrem, a prawdziwe badania podzieją się z dala od onyksowego piętra.
– Przepraszam, my do babci Emygdii. Mieliśmy pytać o drogę, gdy znajdziemy się w porcie. Biały kot szuka drogi – zapytał życzliwie po hiszpańsku starszego mężczyznę siedzącego przy stoliczku i popijającego ciepłe espresso. Jego ogorzała twarz zmarszczyła się i odpowiedziała do niego coś, co w uszach Rodolpha mogło zabrzmieć prawie jak hiszpański, ale taki bełkotliwy, o innej nucie ze słowami, które na hiszpańskie nie wyglądały wcale. W żaden sposób jednak nie zbijało to z tropu Anthony'ego, który uśmiechnął się tylko przepraszająco. Wieża Babel wciąż stała, żadne bóstwo nie doprowadziło jej do ruiny i nie dawało mu to przewagi w pozyskiwaniu wiedzy zapisanej. Również właśnie w takich sytuacjach jak ta, mógł zaimponować lokalnej ludności faktem, że kojarzy nie język urzędowy a dialekt właściwy regionowi. Jeśli tylko żyła chociaż jedna osoba mówiąca w ten sposób... Klapki w głowie przesuwały się naturalnie i płynnie.
– Proszę mi wybaczyć dobry człowieku, po rozmowach na promie zapomniałem się w mowie. Babcia Emygdia mówiła, że biały kot szuka drogi. Biały kot, który chętnie do tej kawy dorzuci coś słodkiego. – Oprószyć to naturalną charyzmą i już pierwsze lody przełamane. Choć dla swoich rodaków mógł kojarzyć się już z obślizgłością ministerialnych podziemi, tak poza granicami Anglii zdawał się tylko niegroźnym turystą ciekawym lokalnych opowieści. Zawsze z tego korzystał, mając w pamięci, że ludzkość niestety nie zawsze była przychylna słowu pisanemu. I jak dotąd, nawet jeśli tropy okazywały się ślepe, nigdy nie żałował podejmowanych wyzwań pozwalających mu przyjrzeć się lokalnej mitologii.
Tektonika twarzy staruszka zmieniła się, a jego zmarszczki zafalowały w niedowierzającym uśmiechu. Zaśmiał się i zaczął coś prawić bardzo żywiołowo. Anthony wyraźnie się zdziwił, ale możliwie łagodnie i nieinwazyjnie przystopował go w tych słowach przysiadając obok. Poprosił o moment przerwy, głównie po to, by zwrócić się do Rodolphusa z małą prośbą, wręczając mu w dłonie kilka mugolskich banknotów odpowiadających państwu w którym się znajdowali. – To chwilę potrwa. Czy mógłbyś mu kupić croissanta z kremem pistacjowym. Mi też w sumie możesz, ponoć w tej kawiarni są najlepsze. I sobie, jeśli masz taką ochotę. Zbieram trochę danych, jestem przekonany, że Cię zainteresują. – Jego twarz wyrażała prośbę o cierpliwość, a w duchu dziękował sobie, że w tym zapomnianym przez Matkę języku z pewnością Lestrange nie zrozumie, gdy wytłumaczy dziadkowi powód swojej wizyty. Swojej i swojego bladego ucznia. Układ łatwiejszy do zrozumienia, choć na ile znał naukowca, trudny do przełknięcia przez wąskie ślizgońskie gardło.
Przewaga: Wieża Babel