30.01.2025, 15:44 ✶
Oczywiście, że robiła to złośliwie, a raczej: z przekory. Taka już była, jej umysł działał naprawdę nieskomplikowanie. Była impulsywna, była trochę jak dziecko zamknięte w ciele dorosłej kobiety. Tak jakby nie była w stanie do końca się rozwinąć - Faye była upośledzona na kilku poziomach, a jednym z nich była na przykład wiara w innych ludzi i ich dobroć. Czy to było słodkie i urocze? W tym wieku już niestety nie bardzo - raczej lekkomyślne, jeżeli nie powiedzieć: głupie.
Nie uważała, że jest zagrożeniem - przecież nigdy nic mu nie zrobiła, prawda? Być może nie była z nim tak blisko jak z Maddoxem, ale przecież był Greybackiem. Nie mógł jej zrobić krzywdy, nawet jeżeli Dox wspominał jej, że Sfora rządziła się innymi prawami, niż logiką. Przecież przyszedł do niej pobity i powiedział, że to właśnie mała kłótnia z rodziną sprawiła, że tak wyglądał. A jednak uparcie wierzyła w to, że żaden Greyback nic jej nie zrobi, bo przecież ona nie zrobiła im nic złego. Naiwne? Owszem, ale zapewne tak samo uważała ze śmierciożercami. Była czystej krwi, nie zadawała się z mugolakami, nie mówiła na głos że jebać Voldemorta, więc nie powinni jej nic zrobić. W tym rozumowaniu były takie braki, że naprawdę cud, że ta kobieta nadal żyła.
- Przecież nikt mnie nie ukradł, głuptasie - zachichotała. Jeżeli myślał, że da radę ją onieśmielić, owiewając oddechem odsłonięte ucho, to się mylił. Mylił się dlatego, że był bratem tego, którego właśnie szukała, chociaż nie przyznałaby się do tego tak otwarcie, a przynajmniej nie w tej chwili. Nawet ona wiedziała że łażenie po Nokturnie było niebezpieczne. W każdym razie: Hati był poza jej zasięgiem, off the limit, a przynajmniej tak uważała. Nie byli z Maddoxem razem, ba: miała męża na papierze, o którym nikt nie wiedział, lecz myśl o tym, że mogłaby chociaż pomyśleć o kimś z jego rodziny, mroziła krew w żyłach. Tak się nie robiło, to nie było w porządku. - Jest idiotą, ale nie dlatego.
Zaperzyła się, nagle mrużąc nieznacznie oczy. Jak to pozwala? Czy Hati sugerował, że ona jest jakąś jego własnością, którą można było rozporządzać wedle własnego widzimisię?
- Maddox nic nie wie o tym, że tu jestem - powiedziała, strącając dłoń Greybacka ze swojej głowy. Oburzenie udała tylko w połowie, bo naprawdę ta myśl o tym, że mogłaby być czyjaś ją ubodła do żywego. - A poza tym nie jest w pozycji, w której mógłby mi mówić co mam robić, a czego nie!
Zadarła głowę do góry, bo Greyback był kurewsko wysoki, a ona cholernie niska. Tym bardziej potęgowało to wrażenie, że zachowuje się po prostu jak niesforne dziecko - z tym, że to dziecko miało nie tylko różdżkę, ale i kły oraz pazury. Nie było tajemnicą dla rodziny Maddoxa, że Faye również była wilkołakiem.
Nie uważała, że jest zagrożeniem - przecież nigdy nic mu nie zrobiła, prawda? Być może nie była z nim tak blisko jak z Maddoxem, ale przecież był Greybackiem. Nie mógł jej zrobić krzywdy, nawet jeżeli Dox wspominał jej, że Sfora rządziła się innymi prawami, niż logiką. Przecież przyszedł do niej pobity i powiedział, że to właśnie mała kłótnia z rodziną sprawiła, że tak wyglądał. A jednak uparcie wierzyła w to, że żaden Greyback nic jej nie zrobi, bo przecież ona nie zrobiła im nic złego. Naiwne? Owszem, ale zapewne tak samo uważała ze śmierciożercami. Była czystej krwi, nie zadawała się z mugolakami, nie mówiła na głos że jebać Voldemorta, więc nie powinni jej nic zrobić. W tym rozumowaniu były takie braki, że naprawdę cud, że ta kobieta nadal żyła.
- Przecież nikt mnie nie ukradł, głuptasie - zachichotała. Jeżeli myślał, że da radę ją onieśmielić, owiewając oddechem odsłonięte ucho, to się mylił. Mylił się dlatego, że był bratem tego, którego właśnie szukała, chociaż nie przyznałaby się do tego tak otwarcie, a przynajmniej nie w tej chwili. Nawet ona wiedziała że łażenie po Nokturnie było niebezpieczne. W każdym razie: Hati był poza jej zasięgiem, off the limit, a przynajmniej tak uważała. Nie byli z Maddoxem razem, ba: miała męża na papierze, o którym nikt nie wiedział, lecz myśl o tym, że mogłaby chociaż pomyśleć o kimś z jego rodziny, mroziła krew w żyłach. Tak się nie robiło, to nie było w porządku. - Jest idiotą, ale nie dlatego.
Zaperzyła się, nagle mrużąc nieznacznie oczy. Jak to pozwala? Czy Hati sugerował, że ona jest jakąś jego własnością, którą można było rozporządzać wedle własnego widzimisię?
- Maddox nic nie wie o tym, że tu jestem - powiedziała, strącając dłoń Greybacka ze swojej głowy. Oburzenie udała tylko w połowie, bo naprawdę ta myśl o tym, że mogłaby być czyjaś ją ubodła do żywego. - A poza tym nie jest w pozycji, w której mógłby mi mówić co mam robić, a czego nie!
Zadarła głowę do góry, bo Greyback był kurewsko wysoki, a ona cholernie niska. Tym bardziej potęgowało to wrażenie, że zachowuje się po prostu jak niesforne dziecko - z tym, że to dziecko miało nie tylko różdżkę, ale i kły oraz pazury. Nie było tajemnicą dla rodziny Maddoxa, że Faye również była wilkołakiem.