30.01.2025, 17:06 ✶
Widziała to uniesienie brwi i już jej się ono nie spodobało. Leviathan był jedną z niewielu osób, która ją po prostu irytowała samym swoim jestestwem. Istnienie takich jak on policzyłaby na palcach jednej ręki. Najśmieszniejsze, że naprawdę nie wiedziała dlaczego tak jest - przecież lubiła praktycznie każdego, a on? Jego twarz, chociaż przystojna, sprawiała że Faye miała ochotę zwinąć dłoń w pięść i po prostu mu przypierdolić. Jego głos, chociaż głęboki i niski, za którego szepty wiele kobiet oddałoby naprawdę dużo, sprawiał że krew w jej żyłach zaczynała się gotować.
- Tak, poczekać. Parafki mogą poczekać, moja sprawa jest ważniejsza - wyrwało jej się, zanim zorientowała się, że powinna utkać ryj. Faye westchnęła, przenosząc dłoń przed własną twarz. Rozmasowała palcami nasadę nosa, zamykając powieki. Tylko spokojnie, Travers... Jeszcze musisz odwiedzić brata. - Sam jesteś hycel.
Nie była w stanie zdobyć się na cokolwiek innego. Zwykle jej riposty nie były najwyższych lotów, ale teraz to już było przegięcie. Była tak cholernie zmęczona i wystraszona, że było widać i słychać, że naprawdę nie ma ochoty na kłótnie, chociaż odruchowo go zaczepiała. Tylko tak jakoś... Bez pasji, którą miała zwykle w głosie.
- Przepraszam - mruknęła, co też było dość nietypowe jak na nią. Odsunęła się, bo nagle poczuła, jak świat zaczyna skręcać na bok. Niebezpiecznie szybko i gwałtownie, tak że musiała chwycić się ściany. Ale ściany obok nie było - był za to Leviathan i jego ręka, na której zacisnęła swoją dłoń, by nie zaliczyć efektywnej gleby. Pobladła, bo co z tego, że na przesłuchaniu Hugo dał jej herbatę z dużą ilością cukru? Była głodna, przemieniła się i nie odespała, na dodatek nie piła nic poza tą słodką breją, którą jej dali. Adrenalina zniknęła z jej organizmu i teraz ten mówił jej dość. Tupał nogami i kazał się położyć: chociaż wokół nie było łóżka ani nawet ławeczki.
- Tak, poczekać. Parafki mogą poczekać, moja sprawa jest ważniejsza - wyrwało jej się, zanim zorientowała się, że powinna utkać ryj. Faye westchnęła, przenosząc dłoń przed własną twarz. Rozmasowała palcami nasadę nosa, zamykając powieki. Tylko spokojnie, Travers... Jeszcze musisz odwiedzić brata. - Sam jesteś hycel.
Nie była w stanie zdobyć się na cokolwiek innego. Zwykle jej riposty nie były najwyższych lotów, ale teraz to już było przegięcie. Była tak cholernie zmęczona i wystraszona, że było widać i słychać, że naprawdę nie ma ochoty na kłótnie, chociaż odruchowo go zaczepiała. Tylko tak jakoś... Bez pasji, którą miała zwykle w głosie.
- Przepraszam - mruknęła, co też było dość nietypowe jak na nią. Odsunęła się, bo nagle poczuła, jak świat zaczyna skręcać na bok. Niebezpiecznie szybko i gwałtownie, tak że musiała chwycić się ściany. Ale ściany obok nie było - był za to Leviathan i jego ręka, na której zacisnęła swoją dłoń, by nie zaliczyć efektywnej gleby. Pobladła, bo co z tego, że na przesłuchaniu Hugo dał jej herbatę z dużą ilością cukru? Była głodna, przemieniła się i nie odespała, na dodatek nie piła nic poza tą słodką breją, którą jej dali. Adrenalina zniknęła z jej organizmu i teraz ten mówił jej dość. Tupał nogami i kazał się położyć: chociaż wokół nie było łóżka ani nawet ławeczki.