28.01.2023, 22:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 22:55 przez Elliott Malfoy.)
Być może zadziałał emocjonalnie, ale dzięki temu, że całe życie musiał udawać, kłamać i prezentować się nienagannie podczas przemówień to przeciwnik w tej debacie będący mężczyzną w średnim wieku, który na życie zarabia poprzez struganie drzewa i wkładania do niego magicznych rdzeni, nie wydawał się żadnym wyzwaniem. Zuchwałość Malfoya sięgała szczytu budynku Ministerstwa magii, a te miało sporo pięter; pnące się wysoko aż do szarych chmur rozciągających się nad stolicą Wielkiej brytanii wieże o ostrych zakończeniach, tak samo ostrych jak spojrzenie niebieskich oczu, gdy irytacja rozmówcy zwróciła się w jego kierunku.
Samemu Fergusowi przyglądał się jedynie chwilę, ale wystarczajaco długo, aby wyłapać podziękowanie wypisane na jego twarzy. Nie odpowiedział jak na razie niczym podobnym, skupiajac się na modulowaniu głosu i panowaniu nad mięśniami własnej pracy, bo ku swojemu zaskoczeniu nie było to wcale aż takie proste, jak z początku sądził. Jego relacja z własnym rodzicielem pozostawiała wiele do życzenia, więc każde zruganie, z jakim spotykał się od postaci, które miały chociaż odrobinę ojcowskiego zdecydowania, zwłaszcza w sytuacji dotyczącej relacji ojciec-syn, sprawiało, że Malfoyowi nieprzyjemnie ściskał się żołądek, a ciężkość wspomnień kładła się na klatce piersiowej ciężarem strachu.
Powściągliwość - jego mekka, nigdy nie zawodziła. Nawet w sytuacji, gdy poddał się instynktowi i, wbrew logice, bohatersko wstąpił do tej sytuacji, jak rycerz na białym koniu, za którego nikt raczej by go nie wziął i o bycie nim nie posądzał. W chłodnym spojrzeniu pojawiły się ogniki przekory, dominującej pewności siebie, która biła od całości osoby Elliotta, zwłaszcza, gdy otwierał usta i pozwalał słowom sprawić, że przeciwnik był bezbronny.
- Być może bym się z Panem zgodził, gdyby nie fakt, że tę 'nie moją sprawę' jest w stanie usłyszeć cały korytarz, pacjent za ścianą, a już definitywnie każdy uzdrowiciel, który wejdzie do tego pomieszczenia. Jestem w stanie zapewnić, że ktokolwiek, kto usłyszałby tak nieadekwatne do sytuacji zruganie byłby conajmniej zbulwersowany brakiem troski i zmartwienia o stan własnego dziecka - atmosferę w sali można byłoby ciąć nożem, gdyby ktoś faktycznie odważyłby się wściubić tutaj nos. W przeciwieństwie do rozmówcy, Elliott był opanowany i zdystansowany, choć jego ton przypominał papier ścierny, jaki samą swoją powierzchnią zdarłby warstwę skory powodując pieczenie. Spojrzenie, którym był mierzony wydawało się jedynie zachęcać go do odpowiedzenia na kolejne słowa, którymi obdarzał go starszy Ollivander. Malfoy nie miał w zwyczaju odpuszczać, coś było albo po jego myśli, albo nie działo się w ogóle. Fakt, musiał przed sobą przyznać, że wtrącanie się w perypetie rodzinne innych ludzi nie było odpowiednim zachowaniem, ale dopóki mógł to usprawiedliwić faktem, że reprymendę ojca słychać było na korytarzu i w innych salach, czuł się całkowicie w porządku ze zwracaniem uwagi temu człowiekowi. Napędzała go własna emocjonalność, którą ukrywał za wyćwiczoną maską, chłodnym marmurem konwenansów, pod którymi musiał uginać kark, aby prosperować w ministerstwie i pomiędzy członkami bliższej oraz dalszej rodziny.
- Dzięki staraniom jakie Pan wkłada w to, aby syn na pewno Pana usłyszał założę się, że teraz całe piętro ma conajmniej odrobinę pojęcia o tym jak Pańskie sprawy rodzinne wyglądają, może nie mieli wystarczająco odwagi, aby się z tym do Pana zwrócić bezpośrednio, acz podkreślam, nie sądzę, że mój szwagier, który leży w pokoju obok, siostra, która odbiera tutaj staż i inni, bliscy znajomi mojej rodziny byliby zadowoleni, że są bez własnej zgody zmuszeni wysłuchiwać jak bezsensownie okrutny jest Pan w stosunku do tego chłopaka - nie odpuścił, nie miał zamiaru. Ollivander mógłby się bronić prywatnością i faktem, że Elliott wciska swój nos, w nie swoje sprawy, ale nie w momencie, gdy tak wokalnie pouczał syna w miejscu, gdzie ktokolwiek mógłby się w rozmowę wtrącić. On sam, będąc całkowicie obcą osobą, bo z Fergusem nie miał nigdy do czynienia, uznał za słuszne ukrócenie tego teatrzyku. Być może wciąż był wyrozumiały niezbyt dosadny w swoich słowach, ale jeżeli starszy mężczyzna zamierzał kontynuować tę batalię, to Malfoy zamierzał o wiele dobitniej pokazać mu, że podnoszenie głosu na syna będzie ostatnim jego zmartwieniem, jeżeli ma zamiar w ten sposób kontynuować tę batalię, rugając nie tylko swoje dziecko, ale też Elliotta, który był zbyt dumny, aby jakąkolwiek krytykę odbierać od kogokolwiek, kto nie miał na imię Fortinbras a na nazwisko Malfoy. A nawet wtedy nie był zadowolony, a po prostu w ciszy wysłuchiwał ojcowskich uwag, później i tak się do nich nie stosując, jeżeli tylko akurat mógł.
Sposób funkcjonowania Malfoya był prosty - znał wystarczającą ilość osób, aby móc na kogoś wpłynąć w dyskusji nawet o taką, przysłowiową pierdołę. Nie sądził, że ktokolwiek chciałby kontynuować z nim batalię, na jakiejkolwiek płaszczyźnie, jeżeli mógł jej uniknąć - nauczył się tego bardzo szybko, więc też wykonywał tę zaletę, kiedy tylko mógł.
- Mam nadzieję, że doskonale się rozumiemy. - dodał, a jego brew drgnęła lekko, jakby ostrzegawczo. Ollivanderowie nie byli jedynymi wytwórcami różdżek na rynku, Elliott mógł się założyć, że gdyby tylko wsparł kogoś innego i przekonał do takiego wyboru wszystkich, którzy ufali jego opinii, prawdopodobnie zrobiłby mężczyźnie niemałą konkurencję.
Cóż, tak, był małostkowy, ale musiał być, w końcu pracuje w dziale, który zajmuje się podatkami i długami.
Samemu Fergusowi przyglądał się jedynie chwilę, ale wystarczajaco długo, aby wyłapać podziękowanie wypisane na jego twarzy. Nie odpowiedział jak na razie niczym podobnym, skupiajac się na modulowaniu głosu i panowaniu nad mięśniami własnej pracy, bo ku swojemu zaskoczeniu nie było to wcale aż takie proste, jak z początku sądził. Jego relacja z własnym rodzicielem pozostawiała wiele do życzenia, więc każde zruganie, z jakim spotykał się od postaci, które miały chociaż odrobinę ojcowskiego zdecydowania, zwłaszcza w sytuacji dotyczącej relacji ojciec-syn, sprawiało, że Malfoyowi nieprzyjemnie ściskał się żołądek, a ciężkość wspomnień kładła się na klatce piersiowej ciężarem strachu.
Powściągliwość - jego mekka, nigdy nie zawodziła. Nawet w sytuacji, gdy poddał się instynktowi i, wbrew logice, bohatersko wstąpił do tej sytuacji, jak rycerz na białym koniu, za którego nikt raczej by go nie wziął i o bycie nim nie posądzał. W chłodnym spojrzeniu pojawiły się ogniki przekory, dominującej pewności siebie, która biła od całości osoby Elliotta, zwłaszcza, gdy otwierał usta i pozwalał słowom sprawić, że przeciwnik był bezbronny.
- Być może bym się z Panem zgodził, gdyby nie fakt, że tę 'nie moją sprawę' jest w stanie usłyszeć cały korytarz, pacjent za ścianą, a już definitywnie każdy uzdrowiciel, który wejdzie do tego pomieszczenia. Jestem w stanie zapewnić, że ktokolwiek, kto usłyszałby tak nieadekwatne do sytuacji zruganie byłby conajmniej zbulwersowany brakiem troski i zmartwienia o stan własnego dziecka - atmosferę w sali można byłoby ciąć nożem, gdyby ktoś faktycznie odważyłby się wściubić tutaj nos. W przeciwieństwie do rozmówcy, Elliott był opanowany i zdystansowany, choć jego ton przypominał papier ścierny, jaki samą swoją powierzchnią zdarłby warstwę skory powodując pieczenie. Spojrzenie, którym był mierzony wydawało się jedynie zachęcać go do odpowiedzenia na kolejne słowa, którymi obdarzał go starszy Ollivander. Malfoy nie miał w zwyczaju odpuszczać, coś było albo po jego myśli, albo nie działo się w ogóle. Fakt, musiał przed sobą przyznać, że wtrącanie się w perypetie rodzinne innych ludzi nie było odpowiednim zachowaniem, ale dopóki mógł to usprawiedliwić faktem, że reprymendę ojca słychać było na korytarzu i w innych salach, czuł się całkowicie w porządku ze zwracaniem uwagi temu człowiekowi. Napędzała go własna emocjonalność, którą ukrywał za wyćwiczoną maską, chłodnym marmurem konwenansów, pod którymi musiał uginać kark, aby prosperować w ministerstwie i pomiędzy członkami bliższej oraz dalszej rodziny.
- Dzięki staraniom jakie Pan wkłada w to, aby syn na pewno Pana usłyszał założę się, że teraz całe piętro ma conajmniej odrobinę pojęcia o tym jak Pańskie sprawy rodzinne wyglądają, może nie mieli wystarczająco odwagi, aby się z tym do Pana zwrócić bezpośrednio, acz podkreślam, nie sądzę, że mój szwagier, który leży w pokoju obok, siostra, która odbiera tutaj staż i inni, bliscy znajomi mojej rodziny byliby zadowoleni, że są bez własnej zgody zmuszeni wysłuchiwać jak bezsensownie okrutny jest Pan w stosunku do tego chłopaka - nie odpuścił, nie miał zamiaru. Ollivander mógłby się bronić prywatnością i faktem, że Elliott wciska swój nos, w nie swoje sprawy, ale nie w momencie, gdy tak wokalnie pouczał syna w miejscu, gdzie ktokolwiek mógłby się w rozmowę wtrącić. On sam, będąc całkowicie obcą osobą, bo z Fergusem nie miał nigdy do czynienia, uznał za słuszne ukrócenie tego teatrzyku. Być może wciąż był wyrozumiały niezbyt dosadny w swoich słowach, ale jeżeli starszy mężczyzna zamierzał kontynuować tę batalię, to Malfoy zamierzał o wiele dobitniej pokazać mu, że podnoszenie głosu na syna będzie ostatnim jego zmartwieniem, jeżeli ma zamiar w ten sposób kontynuować tę batalię, rugając nie tylko swoje dziecko, ale też Elliotta, który był zbyt dumny, aby jakąkolwiek krytykę odbierać od kogokolwiek, kto nie miał na imię Fortinbras a na nazwisko Malfoy. A nawet wtedy nie był zadowolony, a po prostu w ciszy wysłuchiwał ojcowskich uwag, później i tak się do nich nie stosując, jeżeli tylko akurat mógł.
Sposób funkcjonowania Malfoya był prosty - znał wystarczającą ilość osób, aby móc na kogoś wpłynąć w dyskusji nawet o taką, przysłowiową pierdołę. Nie sądził, że ktokolwiek chciałby kontynuować z nim batalię, na jakiejkolwiek płaszczyźnie, jeżeli mógł jej uniknąć - nauczył się tego bardzo szybko, więc też wykonywał tę zaletę, kiedy tylko mógł.
- Mam nadzieję, że doskonale się rozumiemy. - dodał, a jego brew drgnęła lekko, jakby ostrzegawczo. Ollivanderowie nie byli jedynymi wytwórcami różdżek na rynku, Elliott mógł się założyć, że gdyby tylko wsparł kogoś innego i przekonał do takiego wyboru wszystkich, którzy ufali jego opinii, prawdopodobnie zrobiłby mężczyźnie niemałą konkurencję.
Cóż, tak, był małostkowy, ale musiał być, w końcu pracuje w dziale, który zajmuje się podatkami i długami.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦