30.01.2025, 23:58 ✶
- No dobra, faktycznie każdy jest wtedy kochany, okazując troskę w małych gestach, ale muszę przyznać, Panno Longbottom — do Ciebie mam po prostu słabość. - wyznała z odrobinę teatralnym westchnięciem, wzruszając ramionami i zerkając w jej stronę ze szczerym, łagodnym uśmiechem. Miała to nieodparte wrażenie, że znała ją całe życie i przez sposób bycia brunetki, instynktownie jej ufała. Nie wątpiła w jej dobre serce i szczere intencje, a Pandora zwyczajnie takich ludzi uwielbiała. Laurie też tak miał, nawet jeśli czasem wychodził z niego mały egoista. - Po prostu się o Ciebie wszyscy martwimy, bo wiemy, że świat nie będzie już tak piękny i bezpieczny, gdyby coś Ci się stało! A jedzenie to sama przyjemność i pomaga zachować siły i trzeźwy umysł. Wybacz, Ciebie też widocznie traktuje, jak młodszą siostrę.
Upiła kawę z odrobiną zakłopotania, bo przecież wcale nie musiała sobie życzyć takiej nadopiekuńczości. Z drugiej jednak strony, każdy, kto znał Pandorę, to wiedział, że ona już tak po prostu miała i w jej zachowaniu nie kryło się żadne drugie dno. Na pytanie o pułapki, stuknęła palcami w kubek, podnosząc głowę i spoglądając na jaśniejące niebo.
- Myślałam o zamontowaniu im koliberka w drzwiach, aby sprawdzali, kto probuje się dostać do środka. Warto też zrobić drugi zamek, zaklęcia zabezpieczające i chociaż jedno alarmujące ich o ewentualnej próbie przejścia bez zaproszenia.
Nie była pewna, czy to były dobre pomysły i w ogóle uda się je zrealizować, bo nie miała pojęcia, jaki typ drzwi i dotychczasowych zabezpieczeń mieli. No i czy dom był, bo potencjalny właściciel mógłby się nie zgodzić. Kolejny łyk kawy sprawił, że Pandora znów mruknęła z zadowoleniem. Starała się cieszyć spotkaniem, nie zamartwiać o nią przesadnie — na głos, bo pewnie potem będzie trochę marudziła w myślach o tym, jak to bardziej przy jej zawodzie powinna o siebie dbać.
- Postaram się go godnie zastąpić i zabezpieczyć tych ludzi bez pieczęci. - brzmiała optymistycznie i dziarsko, pewna siebie. Może nie była ekspertem w wielu dziedzinach, ale na swojej robocie się znała. Praca na wykopaliskach i rzeczy, które pokazywał jej Cathal — modele pułapek, zabezpieczeń i konieczność utrzymania precyzji oraz prędkości w pokonywaniu ich bardzo mocno wpłynęły na jakość jej pracy. Konstruowanie nowych — zarówno mechanicznych zabawek, jak i prototypów zamków weszło na wyższy poziom. - Dobrze, będą wiedzieli, żeby nas wpuścić. Mhm, obawiam się, że teraz to dotyczy każdego, kto się nie zgadza z rewolucjonistami spod ciemnej gwiazdy.
Ciężkie czasy przyszły. I wcale nie zapowiadało się, że będzie lepiej! Miała wręcz wrażenie, że granice Nokturnu się poszerzają, a podejrzani ludzie w pelerynach rozpierzchnęli się po wszystkich zakamarkach Londynu. Patrzono sobie na ręce, dolewano sobie eliksirów do napojów i starano się po prostu być bezpiecznym, chociaż wielu nie miało z tym szczęścia. Podobnie jak Brennę, ją też pewnie zlikwidowaliby za wybory, których dokonała. Bo krew przecież nie miała znaczenia względem tego, jakim było się człowiekiem.
- Nie mniej dobrym niż Ty Bren. Równowaga musi zostać zachowana, nie? Jesteśmy warte przynajmniej pięciu takich z czarnym sercem i myślami. - rzuciła z rozbawieniem, odwracając twarz w jej stronę, a wolną dłonią przez chwilę dotknęła jej dłoni, gdy ją objęła. Longbottomówna z łatwością mogła dostrzec rumieńce na jej polikach, zrobiło się jej po prostu miło i chciała, aby miała pewność, że zawsze będzie jej stronie. I zawsze jej pomoże na tyle, jak bardzo będzie umiała. Myślenie, że dwie osoby zbawią świat, było snem na jawie, ale od czegoś trzeba było zacząć i wskrzesić iskierkę nadziei dla innych ludzi. Dobro szerzyło się szybciej niż zło, Pandora bardzo w to wierzyła.
- Chociaż tak mogę sprawić, że będziesz odrobinę bezpieczniejsza. - zaczęła z odrobiną zakłopotania, znów myśląc, że nadopiekuńczość ją wypłoszy w jakiś sposób. Nie chciała jej urazić, a Brenna była przecież silną i niezależną kobietą. Pewnie dlatego tak się dogadywały, były podobne pod wieloma względami.
- Tak, na górę! Jestem ciekawa, co nas tam czeka. Mam nadzieję, że mają jakiekolwiek podstawy bezpieczeństwa, a nie drzwi, niczym od karczmy. - dodała ciszej z odrobiną niepokoju, bo niestety, ale wielu ludzi o tym nie myślało. Schody pokonały szybko, a kilka sekund później, Pandora zastukała kilka razy metalową obręczą na środku drewnianej powierzchni. Spojrzenie brązowych oczu uważnie lustrowało materiał, z którego drzwi były wykonane, jakby szukała śladów ingerencji lub prób włamania.
Upiła kawę z odrobiną zakłopotania, bo przecież wcale nie musiała sobie życzyć takiej nadopiekuńczości. Z drugiej jednak strony, każdy, kto znał Pandorę, to wiedział, że ona już tak po prostu miała i w jej zachowaniu nie kryło się żadne drugie dno. Na pytanie o pułapki, stuknęła palcami w kubek, podnosząc głowę i spoglądając na jaśniejące niebo.
- Myślałam o zamontowaniu im koliberka w drzwiach, aby sprawdzali, kto probuje się dostać do środka. Warto też zrobić drugi zamek, zaklęcia zabezpieczające i chociaż jedno alarmujące ich o ewentualnej próbie przejścia bez zaproszenia.
Nie była pewna, czy to były dobre pomysły i w ogóle uda się je zrealizować, bo nie miała pojęcia, jaki typ drzwi i dotychczasowych zabezpieczeń mieli. No i czy dom był, bo potencjalny właściciel mógłby się nie zgodzić. Kolejny łyk kawy sprawił, że Pandora znów mruknęła z zadowoleniem. Starała się cieszyć spotkaniem, nie zamartwiać o nią przesadnie — na głos, bo pewnie potem będzie trochę marudziła w myślach o tym, jak to bardziej przy jej zawodzie powinna o siebie dbać.
- Postaram się go godnie zastąpić i zabezpieczyć tych ludzi bez pieczęci. - brzmiała optymistycznie i dziarsko, pewna siebie. Może nie była ekspertem w wielu dziedzinach, ale na swojej robocie się znała. Praca na wykopaliskach i rzeczy, które pokazywał jej Cathal — modele pułapek, zabezpieczeń i konieczność utrzymania precyzji oraz prędkości w pokonywaniu ich bardzo mocno wpłynęły na jakość jej pracy. Konstruowanie nowych — zarówno mechanicznych zabawek, jak i prototypów zamków weszło na wyższy poziom. - Dobrze, będą wiedzieli, żeby nas wpuścić. Mhm, obawiam się, że teraz to dotyczy każdego, kto się nie zgadza z rewolucjonistami spod ciemnej gwiazdy.
Ciężkie czasy przyszły. I wcale nie zapowiadało się, że będzie lepiej! Miała wręcz wrażenie, że granice Nokturnu się poszerzają, a podejrzani ludzie w pelerynach rozpierzchnęli się po wszystkich zakamarkach Londynu. Patrzono sobie na ręce, dolewano sobie eliksirów do napojów i starano się po prostu być bezpiecznym, chociaż wielu nie miało z tym szczęścia. Podobnie jak Brennę, ją też pewnie zlikwidowaliby za wybory, których dokonała. Bo krew przecież nie miała znaczenia względem tego, jakim było się człowiekiem.
- Nie mniej dobrym niż Ty Bren. Równowaga musi zostać zachowana, nie? Jesteśmy warte przynajmniej pięciu takich z czarnym sercem i myślami. - rzuciła z rozbawieniem, odwracając twarz w jej stronę, a wolną dłonią przez chwilę dotknęła jej dłoni, gdy ją objęła. Longbottomówna z łatwością mogła dostrzec rumieńce na jej polikach, zrobiło się jej po prostu miło i chciała, aby miała pewność, że zawsze będzie jej stronie. I zawsze jej pomoże na tyle, jak bardzo będzie umiała. Myślenie, że dwie osoby zbawią świat, było snem na jawie, ale od czegoś trzeba było zacząć i wskrzesić iskierkę nadziei dla innych ludzi. Dobro szerzyło się szybciej niż zło, Pandora bardzo w to wierzyła.
- Chociaż tak mogę sprawić, że będziesz odrobinę bezpieczniejsza. - zaczęła z odrobiną zakłopotania, znów myśląc, że nadopiekuńczość ją wypłoszy w jakiś sposób. Nie chciała jej urazić, a Brenna była przecież silną i niezależną kobietą. Pewnie dlatego tak się dogadywały, były podobne pod wieloma względami.
- Tak, na górę! Jestem ciekawa, co nas tam czeka. Mam nadzieję, że mają jakiekolwiek podstawy bezpieczeństwa, a nie drzwi, niczym od karczmy. - dodała ciszej z odrobiną niepokoju, bo niestety, ale wielu ludzi o tym nie myślało. Schody pokonały szybko, a kilka sekund później, Pandora zastukała kilka razy metalową obręczą na środku drewnianej powierzchni. Spojrzenie brązowych oczu uważnie lustrowało materiał, z którego drzwi były wykonane, jakby szukała śladów ingerencji lub prób włamania.