Heather Wood jak przystało na bogatą gówniarę, większość świąt spędzała w rezydencji swoich rodziców na jednej z hiszpańskich wysp na Atlantyku. Świętowanie kojarzy jej się głownie z siedzeniem na plaży, piciem drinków z palemką i tańcami do białego rana z lokalsami. Jako, że pogoda była całkiem atrakcyjna sporo czasu też spędzała pływając w ciepłym oceanie. Nie do końca lubiła leżeć plackiem na plaży z racji na swój temperament. Nie mieli problemu z tym, aby zapoznawać się z mugolami i ich tradycjami, to był akurat spory plus tych wypadów, gdzie mogła się sporo nauczyć.
Odkąd pamięta rodzice zabierali ją tam, aby przeżyć ten czas w spokoju, poza granicami Wielkiej Brytanii. Wood nie widziała w tym nigdy nic złego, raczej przepadała za tym wyjściem, bo przynajmniej nikt tam nie zagadywał ciągle jej matki, a później i jej. Mogli nacieszyć się swoja obecnością, był to czas, który poświęcali tylko i wyłącznie ich trzyosobowej rodzinie. Może nie był to typowy sposób na obchodzenie sabatu, ale była zadowolona, że mieli swoją własną, rodzinną tradycję.
Przywoziła stamtąd masę prezentów dla, bo Ruda uwielbia obdarowywać swoich znajomych i przyjaciół podarunkami, im bardziej dziwne, tym lepiej.
Dużo czasu spędzali na wędrówkach po wulkanicznej okolicy, bo nie było dla nich standardowe leżenie plackiem i jedzenie. Wracała więc zawsze nieco zmęczona, z zakwasami na nogach, ale też z opalenizną, której mogli jej pozazdrościć koledzy i koleżanki (czasem z poparzeniem słonecznym, gdy nie nałożyła odpowiedniej ilości kremu z filtrem).
Integrowali się z lokalsami, bywali na jarmarkach świątecznych, które różniły się od tych, które widywała w Wielkiej Brytanii.
Aktualnie raczej nie zamierza powtarzać już tych wypadów z rodzicami, bo sporo się w jej życiu zmieniło. Bardzo chciałaby, aby ona i Cameron znaleźli swój własny sposób na celebrację Yule, tak samo jak było to w przypadku jej rodziny, wierzy, że najbliższe święta będą wyjątkowe i warte zapamiętania.