01.02.2025, 00:54 ✶
6.12.1971
Ktokolwiek wymyślił, że Yule to czas spokoju, ciepła i radości, żył chyba cholernie odizolowany od reszty społeczeństwa, bez żadnych obowiązków i prawdopodobnie członków rodziny. Basilius co roku próbował zrozumieć jak można było jakkolwiek wypocząć w ten okres i co roku ponosił pod tym względem porażkę.
Możliwe, że miało to trochę związek z jego zawodem, który przez różne wypadki, i głupie pomysły, towarzyszące świątecznej atmosferze dodawał w tym okresie znacznie więcej pracy. Możliwe też, że zmęczenie jedynie potęgowały jego zmartwienia związane z rodzinnymi spotkaniami po śmierci ojca. Nie, że brakowało mu samego Dedalusa Prewetta przy świątecznym stole (na Matkę jak okropnie to brzmiało), ale martwił się o to jak rodzina teraz zareaguje na Icarusa i jak sam brat się czuł. Obawiał się, czy ktoś przypadkiem, jakiś głupi wujek, nie uzna, że należy wziąć się za “wychowanie Electry na porządną czystokrwistą arystokratkę”. Nie miał pojęcia co się działo z jego matką, która wydawała się zachłysnąc wolnością. Poza tym były też jego długi, ale o tym próbował nie myśleć. Zdecydowanie wolał o tym nie myśleć.
Na Pokątnej pojawił się po to, aby zakupić kilka świątecznych prezentów dla najbliższych w szczególności dla rodzeństwa. Nie planował zabawiać tutaj strasznie długo, zwłaszcza że było już ciemno i zimno, ale stojąca na placu choinka zdecydowanie przyciągała wzrok na tyle, aby na chwilę przystanął.
Były pewnie ważniejsze wydatki, na które Ministerstwo Magii powinno przeznaczyć swoje fundusze, ale musiał przyznać, że było w tej ozdobie coś, co sprawiało, że ponury, ciemny wieczór przestawał być taki mroczny, a on nawet nie zorientował się kiedy uśmiechnął się mimowolnie i zapragnął samemu powiesić bombkę.
Przedmiot, który się ukształtował w pierwszej chwili wyglądał do bólu zwyczajnie – okrągła bombka, taka jakich było wiele. Po chwili jednak ozdoba pokryła się różnymi odcieniami szarości, które niczym smugi dymu ponuro pełzły po całej jej powierzchni, ale nie pokryły jej całej, bo nagle zostały rozegnane przez kolejne smugi kolorów, tym razem bieli i złota, które zaczęły dominować na całej bombce, pozostawiając szarość jedynie na niewielkim jej obszarze. Basilius uśmiechnął się. To chyba była nawet dobra metafora tego, że w obecnej chwili po prostu potrzebował, aby ktoś zapewnił go, że będzie lepiej. Że ponure problemy zostaną przegonione i nie ważne jak męczące jest życie, zawsze jest jakieś światło w tunelu.
Zażyczył sobie więc spokoju i bezpieczeństwa dla rodziny i przyjaciół, by problemy ich unikały, a te które jednak ich nie unikną nie były aż tak trudne do pokonania. Bombka dołączyła do reszty, a Prewett przypatrywał jej się przez chwilę, aż wreszcie przypomniał sobie, że obowiązki go wzywają.
Postać opuszcza sesję