Jej radość z powrotu wujka była ogromna. Miała w głowie tysiące pytań, zrodzonych ze zmartwień i wątpliwości o przyszłość siostry. Kiedy tylko dała znać matce gdzie wychodzi, a przede wszystkim kogo ma spotkać, natychmiast otrzymała dokładny opis tego jak ma się ubrać. Szaty poważne, choć nie było to odzienie ministerialne, to dominował jasny brąz, a na ozdobę miała zieloną apaszkę. Czarne włosy zostały spięte z tyłu tak, by z przodu pozostały jedynie dwa niesforne kosmyki po obu stronach twarzy.
Pod kawiarnią zjawiła się 5 minut przed czasem, zatrzymując się na moment przed wejściem, żeby poprawić włosy, które podczas spaceru postanowiły się nieco zbuntować, ale nie na tyle, by skutecznie zepsuć fryzurę. Wchodząc do środka od razu dostrzegła krewnego, który był jej niezwykle bliski, można rzec że czasami zastępował ojca (zwłaszcza w kontekście załatwienia czegokolwiek). Od zawsze cieszyła się na wieść, że wujek Anthony ma się pojawić przy dowolnej okazji. Przy akompaniamencie dzwonka, ruszyła do stolika, nie kryjąc radości na twarzy.
- Dziękuję Wujku, również dobrze wyglądasz! - Przywitała się z nim serdecznie, ciesząc jak małe dziecko, którym czasami nadal się czuła. Zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń.
Na słowa, że krewny nie zamawiał niczego, Daphne poczuła się zakłopotana.
- Ależ niepotrzebnie, jeśli mogę to poproszę o jabłecznik z lodami waniliowymi. - Nie miała tym razem ochoty na coś wyszukanego, a na wspomnienie o pistacji się lekko skrzywiła.
- Teraz do wszystkiego muszą dodawać te pistacje, a nie rozumiem dlaczego? Mojego serca ani podniebienia nie zaskarbiły, wolę klasyczne pozycje. - Natomiast co mogła dobrego polecić? Zamyśliła się na moment, szukając w głowie czegoś ciekawego, ale żeby było również smaczne. - Ostatnio pokazali mi bardzo dziwne ciasto, tylko jak się nazywało? Chyba Marlenka? - Bardzo dziwna nazwa, ale musiała przyznać, że jej smakowało. Słyszała, że ten przysmak potrzebuje czasu, by dojrzeć i osiągnąć szczyt smaku.
Poprawiła się na krześle, zakładając nogę na nogę. Czuła jak zaciska się z nerwów, jak brzuch nie wie czy powinien porzucić zbędny balast, a może uprawiać szaloną akrobatykę. Wszystko przez to o czym rozmawiała z matką dzisiejszego poranka. Twarz nie znosząca sprzeciwu, doskonale znała ten wyraz. Zacisnęła pięści, byleby zmusić siebie do powiedzenia tego, co ciążyło jej na sercu. Otwierała usta, to zamykała je nie umiejąc zebrać słów. Przecież to nie mogło być takie trudne, miała przed sobą człowieka, który naprawdę potrafił pomóc.
- Wujku, czy mogłabym mieć prośbę? - Jej twarzy była wyraźnie zlękniona i zmartwiona. - Czy mógłbyś delikatnie, ale to bardzo delikatnie porozmawiać z Matulą? - Ledwo wypowiedziała te słowa, czując jak głos jej drży ze strachu, jakby żuła rozżarzony węgiel, który zaraz spali ją od środka. Przecież matki Daphne tutaj nie było, na pewno nie było prawda? - Bo widzi Wujek... Bo... Mam mieć narzeczonego jeszcze w tym roku. - Wypaliła, a jej twarz natychmiast przybrała purpurowy odcień, a wzrok szukał jakiegoś miejsca gdzie mogłaby się schować. Czuła wstyd, okropny, wypalający na jej duszy nieopisany ból. - Stwierdziła, że jak sama nie umiem kogoś rozsądnego przyprowadzić i przedstawić to musi mi pomóc. To znaczy, że znajdzie mi kogoś i każe wyjść za niego. - Ledwo łapała powietrze, miała wrażenie że świat wokół niej zaczyna wirować. Zacisnęła pięści, aż kłykcie zrobiły się białe. - A ja nie chcę, boję się. - Przerażenie biło z jej oczu, nawet nie siliła się na udawanie, że to po niej spływa. Wizja spędzania z obcym facetem reszty życia wydawała się co najmniej straszna. Co jeśli byłby złym człowiekiem? Na dodatek w jej głowie odbijało się echo rozmowy z Rodolphusem. Nie chciała wierzyć w jego słowa, że miała szansę i prawo do miłości. Siebie widziała w roli pionka umiejętnie rozgrywanego przez matkę.
- Czy mógłby mi z tym Wujek jakkolwiek pomóc? - Spojrzała błagalnym tonem na krewnego, który nie raz ratował ją z opresji. Modliła się w duchu, by i tym razem nie było inaczej. Wszak Anthony był wpływowy nie tylko w Wielkiej Brytanii czy za granicą, ale także jako jeden z niewielu potrafił jakkolwiek przemówić do rozsądku matce Daphne.