Być może dlatego była pod tym względem łagodniejsza, bo… miała siostry. Była tą najstarszą i stanowiła wzór, a chciała być tym jak najlepszym. Chciała wysłuchać każdej z nich, być w stanie porozmawiać, i choć upierała się przy swoim bardzo to chciała też zrozumieć, co sprawia, że każdy z nas był sobą, jakie były argumenty. Czy moje zdanie jest najmojsze, czy może jednak zdanie tej drugiej osoby ma sens i jest warte przemyślenia?
– Pokaż – niemalże zażądała, ale jej twarz nie wyrażała złości – to była konsternacja i zaciekawienie w ogóle tym konceptem albumu wstydu. Wstydliwego albumu? Nie umiała powiedzieć, która nazwa byłaby w tym kontekście właściwsza. Uśmieszek Sauriela nie robił na niej wrażenia w ten negatywny sposób, ale chyba zwyczajnie nauczyła się go w pewnym sensie… Dostrzegała te sygnały, kiedy faktycznie był zły, a kiedy nie. To nie był ten moment: złości. On się świetnie bawił. – Nieprawdziwym…? – chyba rzeczywiście brzmiała na lekko rozkojarzoną, bo i owszem, to był bardzo skuteczny rozpraszacz myśli. No kto by z przyjemnością nie popatrzył na umięśnione nogi i tyłek? Przecież nie była wykonana z lodu tak faktycznie, jak to niektórzy sobie o niej myśleli, nie była nieczuła na pewne wdzięki, zwłaszcza, że Sauriel jej się podobał i nigdy się z tym nie kryła. Ale to nie znaczyło, że musi być w tym wszystkim nachalna… Miała nadzieję, że nie jest. Nie była przecież zwierzęciem, które nie potrafi zapanować nad instynktem. Może i dobrze, że nie zapytał ją o byłych, wtedy powinna go zapytać o byłe, tak? Żeby nie było niezręcznie? I o ile ona nie miała z tym problemu, to czy Sauriel byłby przy tym taki spokojny? Wiedziała, że on pod tym względem bardzo doświadczony nie był, tak jej przynajmniej powiedział, kiedy przyszedł ją przeprosić z kwiatami – nie miało to wielkiego znaczenia, nie dla niej, i choć niby tyle mówił o tej wolności, to mimo wszystko potrafił być bardzo zazdrosny… O czekoladowe żaby. A ile z tego w ogóle krył w sobie i nie mówił na głos?
Bo nie była to pierwsza męska dupa w majtkach jaką widziała. I chociaż widziałeś jedną, to widziałeś je wszystkie, to ona tak na to nie patrzyła – jak na jednego z wielu.
– Aach, ale o kolorowance byś nie zapomniał – czy łapała go właśnie za słówka? Oczywiście, że tak, nie mogła się powstrzymać. I oczywiście, że łapała się na jego urok, i nie była to żadna tajemnica. Odpowiedziała mu równie wyzywającym spojrzeniem. – Nie, wypisywałabym ci punkty najważniejsze: umyj zęby, wyrzuć spodnie, kup nowe, nakarm moty, wypoleruj różdżkę – przecież wiedziała doskonale, że jej używa… kiedy nie chciał by ktoś wiedział, że potrafi inaczej. – Miałbyś puste miejsca, żeby resztę wypisać samemu, a do tego zestaw kredek i kolorowanka na nowy dzień. I naklejki do ozdobienia – mówiła to tak płynnie, jakby wszystko miała już od dawna przemyślane i nic nie wymyślała w biegu. …czyli już nad tym myślała? Na słowo „morderstwo” tylko mrugnęła. Zdawała sobie, że życie Sauriela nie jest czarno-białe, że jest w nim dużo szarości i cieni. Że nie ma czystych rąk i sumienia. Że to, jak nazywa siebie śmieciem, rynsztokiem nie brało się z niczego. Ale nie był stracony tak dokumentnie – tego była pewna i w to wierzyła. – No chyba, że potrzebujesz pretekstu i tak zajętych dni, żeby już nie wcisnąć tam żadnego morderstwa? Da się załatwić. Mrugnij dwa razy jak potrzebujesz pomocy – to też był żart… i w zasadzie prawda. Pomogłaby mu. Zawsze by mu pomogła. – Tak? To na co czekasz? – mógł ją prowokować, ale ona też była w to dobra, chociaż prawie powiedziała, że nie zmieści jej się nad kominkiem. – Wskakuj do ramki.
Uśmiechnęła się, bo nawet jeśli była to kolejna zaczepka – to była bardzo miła.
– W takim razie cieszę się, że mogłam pomóc z tym problemem… Ale wydaje mi się, że jednego nie rozwiązuję – tego, którym była sama, bo doskonale pamiętała ich rozmowę o kłopotach… Kłopoty jak problemy – trzeba się z nimi przespać, i wtedy zaniósł ją na rękach do łóżka i utulił do snu. To była miła noc, w której Sauriel rozgonił część jej problemów i złych myśli. I teraz robił dokładnie to samo – rozganiał jej niepokój dotyczący jutrzejszego pogrzebu. – Ty moje też rozwiązujesz – nie mówiła mu tego, a chyba powinien to usłyszeć. I była to prawda.