Widziała jego rozbawienie i chwilę później zastanowienie – gdzie on to wcisnął… A ona zastanawiała się, czy tak rzadko korzystał z magii na co dzień, że najprostsze rzeczy nie przychodziły mu do głowy? Czy Sauriel wstydził się tego kim był? Czarodziejem? Czy wolałby być mugolem? Nie myślała tak o tym wcześniej, ale teraz – ta myśl ją uderzyła, bo tych małych rzeczy było… więcej.
– A może Accio? – zaproponowała usłużnie zza jego pleców, gdy podeszła i co prawda nie kucnęła, ale zerkała sobie z góry na pudła i rzeczy, które w nich przeglądał. Nie miał tego bardzo dużo, a gdy teraz zastanawiała się nad tym, czy posiadał ich sporo w swojej piwnicy u Rookwoodów, to złapała się na tym, że nie potrafiła powiedzieć. Chyba nie aż tak dużo, ale też nigdy nie powiedziałaby, że był biedny, albo, że nie ma nic swojego. Zresztą te pudła też o tym świadczyły. Ale łatwo było zauważyć, że Sauriel chyba podświadomie próbował zerwać ze swoim starym życiem, jakby chciał oddzielić jakąś kreską życie od nieżycia. A przecież nadal mógł jeszcze żyć, Victoria była o tym przekonana. Widziała, że nie był szczęśliwy jako wampir, ta próba samobójcza była tego wyraźnym podkreśleniem, niezależnie od tego, jak dobrą minę próbował robić do tej gry. – A czemu nie zrobisz drugiego albumu na te, które ci się podobają? – nie widziała w tym nic niemęskiego, to przecież było hobby – robienie zdjęć (i Victoria czuła ogromną dumę i takie ciepełko w sercu, że udało się to w nim zaszczepić po prostu wręczając mu aparat w tym jednym z najgorszych momentów w jego życiu). Tak jak botanika i zajmowanie się roślinami było totalnie męskim zajęciem (bo ileż to siły czasami potrzeba było do co większych magicznych okazów… ale niemagicznych również), tak wrażliwość na piękno również nie była zarezerwowana tylko dla kobiet. Ileż to mężczyzn było oddanych sztuce? Malarstwu, rzeźbiarstwu, muzyce – a Sauriel zdecydowanie miał duszę artysty oraz romantyka, tak jak to kiedyś powiedziała Anna. Mógł udawać, że nie, ale tak właśnie było.
– Haa, odważne założenie, że potrafię rysować – nie potrafiła, już Rodolphus podziwiał jej rysuneczki, gdy opowiadała mu o Beltane, i zresztą nie powstrzymał się wtedy od komentarza na ten temat – i nic dziwnego. Pani idealna nie była taka idealna, ale Sauriel mógł o tym nie wiedzieć. Ale jeśli chciał rysować, to mógł się zaraz o tym przekonać. – Co? A co powiedziałam? – nawijała sobie właśnie na palec kosmyk włosów, gdy Sauriel na nią spojrzał skonsternowany, gdy stała sobie tuż za nim. Spod półprzejrzystego materiału, z tej pozycji, w której się znajdował, mógł dość dobrze widzieć jej kształtne nogi. – Chodziło mi o koty – odparła i lekko się zaróżowiła na policzkach, kiedy się zorientowała, że powiedziała coś niewyraźnie. – Nie siada, Olivia nie jest zbyt zainteresowana kolorowankami. Ale ty mi wyglądasz na osobę, której by pasowały. A tak się składa, że, może zapomniałeś, ale z tego stoiska kowenu kupiliśmy chyba dwie książeczki kolorowanek – już wtedy zrobiła to z myślą o nim – żeby miał zajęcie. Akurat co jak co, ale Victoria była bardzo dobra w organizowaniu go ludziom, na których w ogóle chciała przeznaczyć ten wysiłek.
– Ach, czyli jesteś taki mocny tylko w gębie – uśmiechnęła się tryumfalnie, bo już wiedziała, że wygrała tę przepychankę, dla podkreślenia tego, założyła drłonie na biodra, tym bardziej eksponując swoją talię. – Ale co niby jest złego w zdjęciu w ramce? – może niekoniecznie na kominku ku uciesze wszystkich gości, zwłaszcza tak wyzywające, jak to, o którym przed chwilą rozmawiali, ale w jakimś prywatnym gabinecie, albo sypialni? Victoria miała zdjęcia swoich sióstr i przyjaciół, więcej niż jedno, chociaż Sauriel mógł nie zwrócić na to uwagi, bo właśnie – nie w salonie.
Usiadła obok Sauriela na tej znanej jej kanapie i przysunęła się nawet bliżej niego, po czym dłońmi wyrównała materiał swojej sukienki na udach i kolanach. Była ciekawa tego dzieła wstydu, więc przyjęła album, kiedy jej go podał i otworzyła. Zupełnie nie wiedziała, czego powinna się po tym spodziewać, ani jakie zdjęcia i przede wszystkim czyje, się tutaj w ogóle znajdowały. Uniosła jednak za chwilę głowę, gdy zapytał.
– Problem, którego nie rozwiązałam, siedzi właśnie obok ciebie i przegląda twoje zdjęcia – nie, nie trafił. Bycie Śmierciożercą i bycie martwym to oczywiście również były problemy, ale zupełnie inne. Na pierwsze nie bardzo nawet wiedziała co poradzić, na drugie – chciałaby, ale nie bez jego zgody i chęci. Czy ich życie wyglądałoby wtedy inaczej? I ta ich relacja…? Czymkolwiek była. Nieśmiałe gesty i słowa, ten jeden pocałunek, po którym Sauriel nie chciał, by pytała o cokolwiek. Oczywiście, że chciała i potrzebowała więcej, ale na razie zadowalała się tym, co było.