02.02.2025, 14:08 ✶
Dotyk Rodolphusa działał jak narkotyk. Charlie poczuł, jak jego tętno przyspiesza, oddech staje się krótszy, a dłonie same rwą się do dotyku. Przesunął palcami po skórze Rolpha, docierając do jego policzków, próbując lekkim ruchem pozbyć się z jego twarzy tego drobnego skrzywienia. Zrozumiał, że powodem była rozmowa o pieniądzach, więc jej nie kontynuował. Nie było potrzeby, by kłopotać Rodolphusa jeszcze tym. To był mulciberowy problem.
Roztarł brokat na twarzy Rodolphusa.
- To moja siostra. - Zamarudził, Lestrange jednak wydawał się mieć rację. Był mądry, mądrzejszy od Charlesa, znał życie o wiele lepiej. - Ale... Może i tak. Może sama musi się przekonać. - Opuścił wzrok, a wraz z nim dłonie, obejmując Rolpha i przyciskając się do jego klatki piersiowej. Głowę oparł na ramieniu, dzieląc się nie tylko bliskością, ale też brokatem. - Nie otworzyliśmy okna, przez ten zapach znowu robi mi się gorąco.
Był pewien, że nie tylko olejki były powodem, dla którego krew żywiej krążyła w jego żyłach. Złość na Baldwina napędzała go, ale Malfoy mógł jednak nie być tego wart. Scarlett musiała sama wypić piwo, które warzyła przez znajomość z kimś takim. W ramionach Rolpha, ta sprawa wydawała się nie aż tak ważna jak być może powinna. Mógł odpuścić. Musiał odpuścić i skupić się na sobie.
Trzy krótkie pocałunki złożone na szyi Rodolphusa miały nie tylko zaradzić zazdrości, ale też dać czas Charlesowi na podjęcie decyzji.
- Niech będzie. Odpuszczę mu, ale niech nie wchodzi mi w drogę. Nie chcę go widzieć, nie chcę wiedzieć, że istnieje. - Postanowił. - Nie martw się pieniędzmi, Rolph, to moja wina, jakoś się odbuję. To tylko wosk, mogę go przetopić.
Obaj bardziej potrzebowali pocałunku niż rozmowy. Charles nie bronił się, choć brokat wchodził im do ust.
Roztarł brokat na twarzy Rodolphusa.
- To moja siostra. - Zamarudził, Lestrange jednak wydawał się mieć rację. Był mądry, mądrzejszy od Charlesa, znał życie o wiele lepiej. - Ale... Może i tak. Może sama musi się przekonać. - Opuścił wzrok, a wraz z nim dłonie, obejmując Rolpha i przyciskając się do jego klatki piersiowej. Głowę oparł na ramieniu, dzieląc się nie tylko bliskością, ale też brokatem. - Nie otworzyliśmy okna, przez ten zapach znowu robi mi się gorąco.
Był pewien, że nie tylko olejki były powodem, dla którego krew żywiej krążyła w jego żyłach. Złość na Baldwina napędzała go, ale Malfoy mógł jednak nie być tego wart. Scarlett musiała sama wypić piwo, które warzyła przez znajomość z kimś takim. W ramionach Rolpha, ta sprawa wydawała się nie aż tak ważna jak być może powinna. Mógł odpuścić. Musiał odpuścić i skupić się na sobie.
Trzy krótkie pocałunki złożone na szyi Rodolphusa miały nie tylko zaradzić zazdrości, ale też dać czas Charlesowi na podjęcie decyzji.
- Niech będzie. Odpuszczę mu, ale niech nie wchodzi mi w drogę. Nie chcę go widzieć, nie chcę wiedzieć, że istnieje. - Postanowił. - Nie martw się pieniędzmi, Rolph, to moja wina, jakoś się odbuję. To tylko wosk, mogę go przetopić.
Obaj bardziej potrzebowali pocałunku niż rozmowy. Charles nie bronił się, choć brokat wchodził im do ust.