29.01.2023, 04:01 ✶
To było wręcz niedopuszczalne. Nie-do-pu-szcza-lne. Nie przywykła do ignorowania poleceń, wręcz przeciwnie – zwykle tańczyli, jak zagrała; nazwisko Malfoy miało swoją wagę. A tu… smarkacz jeden myślał, że może ignorować ją?
Prefekta?
Oooo, już mu da popalić, zatroszczy się o to – a przynajmniej tak sobie obiecała. W końcu to nie mogło być tak, że byle pierwszoroczniak ją ignorował, a już na pewno nie wtedy, gdy sama właściwie się narażała, aby ocalić jego dupsko! I punkty dla Domu, całkowicie przy okazji. Tak, zdecydowanie przy okazji.
Nie miała wyjścia – musiała pobiec za dzieciakiem w nadziei, że jednak uda się go dopaść, złapać za ucho i doprowadzić do Pokoju Wspólnego. A potem dokładnie przemyśleć, jakie powinny spotkać go konsekwencje.
Gadające obrazy w tej chwili w zasadzie zignorowała – nie miała właściwie czasu, żeby próbować wspiąć się na wyżyny dyplomacji i nakłonić malowane postaci do tego, by milczały i nikomu nie wspominały o tym, czego były świadkiem. Co nie znaczyło, że nie kusiło posłanie jakiejś iskry – nawet więcej niż iskry – w ich stronę; w szczególności tego, co groził osobą McGonagall…
- Nie mogę – wydyszała, łapiąc powietrze. Nie należała do najsprawniejszych pod słońcem osób, a nawet jeśli cechowała się wręcz perfekcyjną figurą, to nie miało to nic wspólnego z rzeczywistą sprawnością – Musisz ze mną wrócić, zanim nas nakryją – wyrzuciła z siebie, kierując się w stronę wejścia na schody. Dobyła też różdżki, będąc zdecydowaną nawet unieruchomić dzieciaka zaklęciem – wszystko, byleby tylko dopiąć celu.
Nie przewidziała tylko, że ten okaże się o wiele większym durniem niż za jakiego go miała już w tej chwili. Zbroja… ten hałas mógł obudzić umarłego.
- Ty durniu! Przez ciebie będziemy mogli zapomnieć o Pucharze! – krzyknęła – w końcu odrobina więcej hałasu już nie robiła różnicy – i wskoczyła na schody, zdeterminowana, by w końcu złapać tego cholernego gówniarza. Za jakie grzechy została tym prefektem…?
Co gorsza, schody postanowiły zacząć się przemieszczać… akurat teraz. W takiej chwili!
- Czekaj ty no – syknęła jeszcze i wymierzyła różdżką w Edgara. Cierpliwość jej się ewidentnie skończyła, Drętwota – a następnie windgarium leviosa – powinna skutecznie załatwić sprawę. Im szybciej przestanie jej zwiewać, tym lepiej – przy odrobinie szczęścia uda się znaleźć drogę powrotną na dół.
No dobrze, więcej niż odrobinie.
Prefekta?
Oooo, już mu da popalić, zatroszczy się o to – a przynajmniej tak sobie obiecała. W końcu to nie mogło być tak, że byle pierwszoroczniak ją ignorował, a już na pewno nie wtedy, gdy sama właściwie się narażała, aby ocalić jego dupsko! I punkty dla Domu, całkowicie przy okazji. Tak, zdecydowanie przy okazji.
Nie miała wyjścia – musiała pobiec za dzieciakiem w nadziei, że jednak uda się go dopaść, złapać za ucho i doprowadzić do Pokoju Wspólnego. A potem dokładnie przemyśleć, jakie powinny spotkać go konsekwencje.
Gadające obrazy w tej chwili w zasadzie zignorowała – nie miała właściwie czasu, żeby próbować wspiąć się na wyżyny dyplomacji i nakłonić malowane postaci do tego, by milczały i nikomu nie wspominały o tym, czego były świadkiem. Co nie znaczyło, że nie kusiło posłanie jakiejś iskry – nawet więcej niż iskry – w ich stronę; w szczególności tego, co groził osobą McGonagall…
- Nie mogę – wydyszała, łapiąc powietrze. Nie należała do najsprawniejszych pod słońcem osób, a nawet jeśli cechowała się wręcz perfekcyjną figurą, to nie miało to nic wspólnego z rzeczywistą sprawnością – Musisz ze mną wrócić, zanim nas nakryją – wyrzuciła z siebie, kierując się w stronę wejścia na schody. Dobyła też różdżki, będąc zdecydowaną nawet unieruchomić dzieciaka zaklęciem – wszystko, byleby tylko dopiąć celu.
Nie przewidziała tylko, że ten okaże się o wiele większym durniem niż za jakiego go miała już w tej chwili. Zbroja… ten hałas mógł obudzić umarłego.
- Ty durniu! Przez ciebie będziemy mogli zapomnieć o Pucharze! – krzyknęła – w końcu odrobina więcej hałasu już nie robiła różnicy – i wskoczyła na schody, zdeterminowana, by w końcu złapać tego cholernego gówniarza. Za jakie grzechy została tym prefektem…?
Co gorsza, schody postanowiły zacząć się przemieszczać… akurat teraz. W takiej chwili!
- Czekaj ty no – syknęła jeszcze i wymierzyła różdżką w Edgara. Cierpliwość jej się ewidentnie skończyła, Drętwota – a następnie windgarium leviosa – powinna skutecznie załatwić sprawę. Im szybciej przestanie jej zwiewać, tym lepiej – przy odrobinie szczęścia uda się znaleźć drogę powrotną na dół.
No dobrze, więcej niż odrobinie.
358/741