Dreszcz przeszedł ją po karku, gdy usłyszała gardłowe warknięcie Astarotha, jakby wcale nie był człowiekiem, a jakimś dzikim zwierzęciem w trakcie polowania. A przecież to był wampir, a nie jakiś tam wilkołak. Powinna się bać, prawda? I chociaż serce zabiło jej mocniej, to nie po to, by dać jej znać, że powinna wziąć nogi za pas. To było podekscytowanie, adrenalina przed akcją. Coś było z nią mocno nie tak, że teraz ona wpatrywała się w nich z pełnym skupieniem otwartych oczu, nie chcąc mrugać, by nie uronić ani ułamka sekundy tego, co się przed nią działo. A krew ściekała po jej przedramieniu i kapała na podłogę.
Odetchnęła przez nos, otworzyła usta w tym skupieniu, jak to robiły kobiety, które właśnie malowały swoje oczy, różdżkę ściskała mocno, aż poczuła jak końcówki jej paznokci lekko wbijają się w miękką skórę wnętrza dłoni.
Wiedziała, że Sauriel jest sprawny i że potrafi się bić; poza tym, że widziała go już w akcji na Nokturnie, miała też okazję być światkiem jego pojedynku z Brenną z powodu nieporozumienia. Teraz go nie było – cała trójka wiedziała, na co się pisała i co może się wydarzyć, a Victoria mogła sobie przeanalizować ruchy jednego, jak i drugiego. I Astaroth też był dobry. Nie była pewna, czy to ten głód wzmagał w nim siłę, czy zawsze taki był, ale z drugiej strony – to przecież łowca. Coś, do zapytania ich na później – póki co odłożyła tę kwestię na bok, bo pojedynek Sauriela i Astarotha trwał w najlepsze i nie wyglądało na to, by któryś tu górował. Rookwood miał ewidentny problem żeby zapanować nad Askiem, i w drugą stronę również to nie szło najlepiej.
A mieli tu jej wyczarowaną ścianę, którą mogli użyć – tak jeden, jak i drugi.
Zignorowała więc zdziwienie Sauriela.
Nie, Astaroth nie zażył eliksiru zgodnie z prośbą, bo Victoria chciała wiedzieć, czy jest jakaś szansa, że gdy poczuje krew, to da radę nad sobą zapanować choć przez chwilę i zdąży wypić eliksir, i miała swoją odpowiedź: nie był. Musiał go zażywać przed, zwłaszcza jeśli wiedział, że będzie ją pił, ale to też była cenna informacja. Dwie fiolki nadal stały na stoliku, gdzie je odłożył Astaroth, jedną… jedną powinien mieć przy sobie, tak?
– Powinien mieć jedną w ręce! – odkrzyknęła. – Przywołam pozostałe.
Miała na szczęście wgląd w to wszystko, wycelowała więc różdżkę, chcąc zadziałać na te fiolki, które były póki co ciągle przy stole, by poderwać je w powietrze i wylewitowac je w kierunku wampirów, gdzie Sauriel mógłby sięgnąć po jeden z nich i go po prostu wlać do gęby Yaxleya.
Translokacja – na fiolki na stoliku
Krytyczna porazka
Akcja nieudana
– Nosz kurwa jego mać – zaklęła szpetnie, bo zaklęcie tak koncertowo jej nie wyszło, ze zbiła je obie. Zostawała więc fiolka u Astarotha i pełny kociołek po jej stronie, ale to oznaczało, ze musiała napełnić kolejne i je przekazać…