05.02.2025, 00:21 ✶
Dla niego zdecydowanie to nie był ten dzień. Ani żaden inny też nie miał nim być, zupełnie szczerze mówiąc. Ambroise nie zamierzał się łamać, wychodzić stąd z kotem, przekonywać się do brania odpowiedzialności, uczyć się kocich zwyczajów i tak dalej, i tak dalej. Nora mogła go tłuc do woli. Go albo mu. W dupę albo do głowy. Nie znaczyło nie. Koniec, kropka.
Szczególnie, że nie wierzył w siłę demonstracji praktycznie tak samo jak w siłę jej wczorajszego machania patelnią.
- Weź się wcześniej zapisz na jakieś sporty walki - brzmiało niemal dokładnie tak jak: skończże, waćpanno, wstydu oszczędź, padając wraz z nieznacznym uśmieszkiem pojawiającym mu się na ustach; gdy tak to ujmowała. - Niech ci będzie. Nie tylko przekażę jej te wieści... ...wiesz, że jestem lekarzem, nie?... ...potrafimy radzić sobie z takimi kwestiami - przykre, choć w tym momencie miało raczej zabawne brzmienie, ale bez wątpienia prawdziwe. - Ale nawet obiecuję, że wezmę ją na swoje barki. Będzie mieć naprawdę doskonałą opiekę. Wychowam ją na hedonistkę i sekutnicę, za to całkiem bogatą. Z dobrego drugiego domu - odparł, bezbłędnie się przy tym uśmiechając.
Mieli umowę, nie? Mała Mabel miała mieć naprawdę wyjątkowo barwne życie, w razie gdyby jej matka zabiła się na szpilkach, tłukąc wuja kolanem po dupie.
- Tylko uprzedzam: mam ją naprawdę twardą - dupę, rzecz jasna, w dalszym ciągu chodziło mu o dupę, w którą zamierzała go walić.
Może trochę poobijaną od tego, co stało się podczas spotkania Towarzystwa Herbologicznego, być może nawet z lekko opuchniętą albo przynajmniej posiniaczoną okolicą kości ogonowej (tym bardziej, że nie miał jak tego sensownie posmarować maścią; zdecydowanie nie zamierzał prosić o to kogokolwiek, nawet z bliskich), ale w dalszym ciągu twardą.
Czy to od ćwiczeń siłowych, przysiadów, łażenia po oddziale, kopania w ogródku i takich tam. Czy to od tych wszystkich ciosów zadawanych mu ostatnio przez życie. Raczej nie sądził, że od kija od miotły trzymanego wewnątrz albo pomiędzy pośladkami. Ten potrafił rozpoznać pośród innych ludzi biorących udział w nieszczęsnym spotkaniu i raczej znał jego objawy.
Prawdę mówiąc, otwarcie subiektywnie miał się za całkiem wyluzowaną osobę. Przynajmniej tam, gdzie mógł sobie na to pozwolić. Zwłaszcza w chwilach takich jak ta teraz, kiedy może z początku trochę się spiął, ale teraz zdecydowanie nie miał już problemu z tym, aby ruszyć się o dwa kroki i stanąć bliżej Figgówny. Tak właściwie to niemal się nad nią pochylając.
- Wypluj te słowa - furknął, choć wyłącznie z najczystszego poczucia konieczności, nie z tego, że faktycznie uraziło go wykorzystane przez nią określenie.
Za to te kolejne zdania, jakie padły z ust Nory? Niemal gwałtownie potrząsnął na nie głową. Każde następne stwierdzenie brzmiało wyłącznie coraz bardziej abstrakcyjne. Przekraczało granice absurdu. Bez cienia wątpliwości.
- Wykluczone - odparł krótko, jednocześnie machnięciem ręki wskazując w stronę, w którą chyba powinni się kierować, tak? - Abstrahując od tego, co już ci mówiłem... ...powtórzę ci to, co już ci mówiłem - bo to było bardzo logiczne postępowanie, nie? - Jestem uzdrowicielem. Poza Mungiem mam też prywatną praktykę. Więcej mnie nie ma w domu niż jestem. Mieszkam sam. To nie są warunki na żadne zwierzaki - koty, psy, fretki, papugi, żadne, zupełnie żadne zwierzaki.
Kiciuch musiał zaakceptować ten fakt. Nora również.
Szczególnie, że nie wierzył w siłę demonstracji praktycznie tak samo jak w siłę jej wczorajszego machania patelnią.
- Weź się wcześniej zapisz na jakieś sporty walki - brzmiało niemal dokładnie tak jak: skończże, waćpanno, wstydu oszczędź, padając wraz z nieznacznym uśmieszkiem pojawiającym mu się na ustach; gdy tak to ujmowała. - Niech ci będzie. Nie tylko przekażę jej te wieści... ...wiesz, że jestem lekarzem, nie?... ...potrafimy radzić sobie z takimi kwestiami - przykre, choć w tym momencie miało raczej zabawne brzmienie, ale bez wątpienia prawdziwe. - Ale nawet obiecuję, że wezmę ją na swoje barki. Będzie mieć naprawdę doskonałą opiekę. Wychowam ją na hedonistkę i sekutnicę, za to całkiem bogatą. Z dobrego drugiego domu - odparł, bezbłędnie się przy tym uśmiechając.
Mieli umowę, nie? Mała Mabel miała mieć naprawdę wyjątkowo barwne życie, w razie gdyby jej matka zabiła się na szpilkach, tłukąc wuja kolanem po dupie.
- Tylko uprzedzam: mam ją naprawdę twardą - dupę, rzecz jasna, w dalszym ciągu chodziło mu o dupę, w którą zamierzała go walić.
Może trochę poobijaną od tego, co stało się podczas spotkania Towarzystwa Herbologicznego, być może nawet z lekko opuchniętą albo przynajmniej posiniaczoną okolicą kości ogonowej (tym bardziej, że nie miał jak tego sensownie posmarować maścią; zdecydowanie nie zamierzał prosić o to kogokolwiek, nawet z bliskich), ale w dalszym ciągu twardą.
Czy to od ćwiczeń siłowych, przysiadów, łażenia po oddziale, kopania w ogródku i takich tam. Czy to od tych wszystkich ciosów zadawanych mu ostatnio przez życie. Raczej nie sądził, że od kija od miotły trzymanego wewnątrz albo pomiędzy pośladkami. Ten potrafił rozpoznać pośród innych ludzi biorących udział w nieszczęsnym spotkaniu i raczej znał jego objawy.
Prawdę mówiąc, otwarcie subiektywnie miał się za całkiem wyluzowaną osobę. Przynajmniej tam, gdzie mógł sobie na to pozwolić. Zwłaszcza w chwilach takich jak ta teraz, kiedy może z początku trochę się spiął, ale teraz zdecydowanie nie miał już problemu z tym, aby ruszyć się o dwa kroki i stanąć bliżej Figgówny. Tak właściwie to niemal się nad nią pochylając.
- Wypluj te słowa - furknął, choć wyłącznie z najczystszego poczucia konieczności, nie z tego, że faktycznie uraziło go wykorzystane przez nią określenie.
Za to te kolejne zdania, jakie padły z ust Nory? Niemal gwałtownie potrząsnął na nie głową. Każde następne stwierdzenie brzmiało wyłącznie coraz bardziej abstrakcyjne. Przekraczało granice absurdu. Bez cienia wątpliwości.
- Wykluczone - odparł krótko, jednocześnie machnięciem ręki wskazując w stronę, w którą chyba powinni się kierować, tak? - Abstrahując od tego, co już ci mówiłem... ...powtórzę ci to, co już ci mówiłem - bo to było bardzo logiczne postępowanie, nie? - Jestem uzdrowicielem. Poza Mungiem mam też prywatną praktykę. Więcej mnie nie ma w domu niż jestem. Mieszkam sam. To nie są warunki na żadne zwierzaki - koty, psy, fretki, papugi, żadne, zupełnie żadne zwierzaki.
Kiciuch musiał zaakceptować ten fakt. Nora również.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down