Czasami nawet nie dostrzegała, jaka musi być dla ludzi wokół siebie irytująca: z tym swoim spokojnym, książkowym podejściem do wszystkiego. Z rozsądkiem na dłoni, grającym pierwsze skrzypce w rozmowie. Oczywiście, czasami dawała się podejść emocjom i też ją przytłaczały, ale znacznie rzadziej… a może tym mocniej, bo nie były widoczne na co dzień w każdej rozmowie. W emocjach, tak jak w ruchach, była oszczędna. Ale nie w rozsądku i logice.
Uniosła brew, niemalże jakby wypowiadała nieme “o?”, ale to musiała być tylko wyobraźnia, bo nawet nie poruszyła ustami.
– W takim razie podwójnie się cieszę, że tak trafiłam z tym aparatem i że zajmuje ci tyle czasu – bo to było cholernie miłe: wiedzieć, że prezent mu się tak spodobał, że używał go… często. Tak często, że przerosło to również jego oczekiwania. – Widać w tym artystyczny dryg – dodała, wskazując na jedno z ujęć któregoś kota. Kadr był niezły, to po prostu model zawiódł (albo wręcz przeciwnie, bo patrząc na to co działo się na zdjęciu, to było to bardzo zabawne).
– Pfff, ahahaha – nie wytrzymała już w utrzymaniu tej maski i się po prostu roześmiała na oburzenie, któremu brakowało… złości. To było chyba najbardziej łagodne oburzenie, jakie w nim widziała, stonowane, że aż miała ochotę unieść dłoń i przeczesać mu te roztrzepane, kruczoczarne włosy. Nie, nic jej nie przekona, że to było dumne zdjęcie i sama nie chciałaby zostać złapana na zdjęciu na golasa i jeszcze do tego z czarnymi zębami. Spaliłaby się że wstydu i to pomimo tego, że nie potrafiła płonąć. Była zupełnie nieświadoma czaru, jaki musiała właśnie rzucić na Sauriela, że jej obecność tak bardzo go uspokoiła i wygładziła te wszystkie ostre krawędzie jego życia, jak i całej kawalkady innych myśli, które przebiegały mu właśnie przez głowę. Jej też było tak dobrze, beztrosko nawet, gdy myśli były odciągane od tego, co miało nadejść jutro – i to wcale nie jutrzejszym eksperymentem z eliksirem dla Astarotha się martwiła, a tym, co miało nadejść rano. Jej niedokończona, niewyjaśniona i nieprzepracowana sprawa. – Powinieneś – powtórzyła z zagadkowym uśmiechem, gdy oderwała wzrok od albumu i przeniosła go na Sauriela. – Pewnie zacząłbyś wyznaczać nowe trendy i mógł trochę zarobić, a do r go pracować pod pseudonimem – bo wiedziała, że anonimowość była dla niego na pewien sposób ważna. Chyba że tutaj akurat imię Sauriela byłoby mu na rękę? W każdym razie jakiś tam rozgłos mógłby tym uzyskać.
– Kto mógłby to znaleźć? Czego się obawiasz? – zapytała spokojnie, bo było to ewidentnie coś, co mu spędzało sen z powiek… metaforycznie. Wiedziała, że jego ciało nie potrzebowało snu, ale umysł – już tak. – Przecież każdy z nas ma jakąś historię, znajomych ze szkoły, z którymi nadal trzyma kontakt… – akurat ze wszystkich ludzi, to zdjęcie Stanleya było największym problemem. Wiedział o tym? – Stanley jest poszukiwany listem gończym, wiesz o tym, prawda? Skoro jego zdjęcie nie stanowi problemu, to czemu reszta by miała? – jej zdjęcia na ten przykład byłyby raczej… umiarkowanym zdziwieniem, skoro na pewnym etapie było zaręczeni, ale już nie – za to mieli jakąś wspólną historię, do której zarysu nietrudno było się dokopać. – Nie tylko na Nokturnie – dodała i puściła do niego oko.