• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Little Whinging [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F.

[6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F.
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#12
06.02.2025, 00:08  ✶  
- No nie - odparł wyjątkowo prostolinijnie, teraz również bez mrugnięcia okiem, choć w tym wypadku całkowicie celowo nie poruszając ani jednym mięśniem twarzy. - Makabryczne czy nie, wiesz, to kwestia nawyku - wzruszył ramionami, świadomy tego jak bardzo wszystko upraszcza.
Nawet sprowadzenie do nawyku tego całego procesu przywykania do konfrontacji z rodziną zmarłych było dużym uogólnieniem. Przerysowaniem. Tym bardziej, że niełatwo było przyzwyczaić się do czegoś tak przykrego jak konieczność stanięcia twarzą w twarz z zatrwożonymi, zatroskanymi, pełnymi obaw, lecz także nie porzucającymi resztek bliskimi. Do przekazania im najgorszych możliwych wieści a potem odejścia i powrotu do zajmowania się najbliższymi kogoś innego. Do powrotu do domu z myślą o stracie pacjenta. To nie było łatwe.
A jednak nie można było pozwalać sobie na to, by jedno takie wydarzenie rujnowało wszelką pracę. Wszystkie inne starania. Udane działania. Niesienie pomocy tam, gdzie była ona możliwa i gdzie kryzys dało się zażegnać. To nigdy nie było wewnętrznie proste, jednak na zewnątrz musiało zostać przyjęte z chłodnym dystansem. Z odpowiednim wyczuciem. Z minimalnym koniecznym poziomem empatii, aby nie dokładać emocji do trudnej sytuacji.
Choć czy rzeczywiście byłby w stanie zrobić to samo w stosunku do Mabel? Nie chciał tego rozważać. Tym bardziej, że mieli przecież magiczną wojnę. Początek, raczej nie środek ani nie koniec - Ambroise dawno porzucił wszelką nadzieję, że konflikt szybko dobiegnie końca. Działy się naprawdę paskudne rzeczy. Nie należało rozważać ich takiego całkiem ładnego dnia.
Nawet jeśli wspomniana osoba zdecydowanie sobie teraz grabiła. Jak to nie dałaby mu swojego dziecka pod opiekę? W końcu już to kiedyś robiła. Zdarzało mu się siedzieć z małą Mabel i nawet nie popsuć dziecka Nory. No, przynajmniej nie doszczętnie, bo może trochę je rozpuszczał. Ale kto tego nie robił? Młodą Figgównę otaczali ludzie skłonni zrobić z niej jedno z bardziej rozpieszczonych dzieci w Londynie. Niewiele można było na to poradzić.
- Po pierwsze: auć. Twój brak zaufania mnie rani. Nie zachowujesz się kulturalnie - skwitował zupełnie nie przejęty tym, co mu powiedziała; wręcz tym rozbawiony. - Po drugie jeszcze byś mi podziękowała za ten powrót do żywych - i to bez uciekania się do faktycznej nekromancji, co samo w sobie też byłoby całkiem przeurocze.
Tak właściwie to nie musiałby nic robić. Uciekać się do korzystania z rytuałów i mrocznych ksiąg. Wystarczyłoby, że po prostu byłby sobą. Zdecydowanie najlepszą najgorszą wersją siebie. Jeśli to nie było bycie przezajebistym, wprost urodzonym, naturalnym nekromantą to cóż. Nie wiedział, co tym było.
Oczywiście, nie zamierzał informować Nory o swoim malutkim hobby i tym jak bardzo połechtała mu teraz ego. To było wykluczone. Zresztą na co dzień nie podchodził do tego tak lekko jak w tym momencie. Ten dzień najwidoczniej był całkowicie popieprzony. Cóż się zresztą dziwić, skoro rozpoczęła go wizyta w kocim azylu?
- Widzisz. Nie zawsze mamy okazję doświadczyć tego, czego chcemy doświadczać - odparł gładko, nawet nie zająkując się odnośnie tego, czy wspominanie przy niej o twardości jego dupy w istocie nie było czymś nazbyt niesmacznym.
W końcu nie dalej niż wczoraj jej uda (zupełne miękkie przeciwieństwo jego twardej dupy) prawie przyczyniły się do całkowitej petryfikacji. Ściągnęły mu nauszniki i sprawiły, że niemalże cały zesztywniał. To niewątpliwie byłoby pierwsze takie doznanie w jej uroczej obecności. Nie byli w końcu Gauntami, nie? Traktował ją jak siostrę.
- Damie nie wypada pluć w towarzystwie - poprawił ją odruchowo, wzruszając ramionami.
Tym razem już całkowicie naturalnie, nawet pomimo obecności kota owiniętego wokół jego szyi. Może i było to zresztą całkiem miłe uczucie, ale niewiele zmieniało. Nie zamierzał ulegać jednorazowej miłej interakcji ze zwierzętami, które nomen omen potrafiły być naprawdę wredne i mściwe.
- Tu się z tobą nie zgodzę. Pies jest dużo bardziej przydatny przy obchodach terenów czy pracy na zewnątrz - stwierdził, jednocześnie kręcąc głową. - Poza tym psa też nie zamierzam brać. Te czasy są już daleko za mną - i nie wyglądał, jakby zamierzał wnikać w kwestię, czemu stało się tak a nie inaczej.
Po prostu skierował się w stronę, w którą wskazała mu Nora, gotowy odnieść kota na zaplecze czy jak zwały się tyły kociego azylu, następnie wypisując czek do Gringotta i szczęśliwie zabierając się z tego miejsca.
Ledwo ruszyli się z miejsca, jego plany zostały jednak zweryfikowane. Całkowicie stracił czujność, ewidentnie dając się omotać nie tylko kotce zawiniętej wokół jego szyi, lecz także całkiem miłemu klimatowi. Tak czy siak, w żadnym razie nie spodziewał się tego niespodziewanego skoku.
Atak przyszedł znienacka i sprawił, że Ambroise niemalże wyciągnął różdżkę z kieszeni, żeby spetryfikować grubasa, który go podrapał. Nie zrobił tego wyłącznie z uwagi na to, że instynktownie podtrzymał ręką zaskoczoną, spanikowaną kotkę, jednocześnie napinając ciało, gotów odsunąć się z pola skoku drugiego kota.
- Co mu odpierdala? - Mruknął do dziewczyny, tym razem nie miarkując się w słowach, tylko jednocześnie mierząc się ze zwierzęciem na spojrzenia. - Jakoś cię nie słucha - ledwo powstrzymał się przed rzuceniem soczystą kurwą, nawet jeśli byli tu sami. - Co ja mam zrobić z tym kotem? - Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
Na przykład: z którym kotem miał coś zrobić?


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (5406), Nora Figg (2948), Pan Losu (72)




Wiadomości w tym wątku
[6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.02.2025, 02:58
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 02.02.2025, 13:25
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 02.02.2025, 14:19
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 03.02.2025, 00:28
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.02.2025, 01:53
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 03.02.2025, 21:53
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 03.02.2025, 23:42
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 04.02.2025, 23:05
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.02.2025, 00:21
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 05.02.2025, 22:38
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.02.2025, 00:08
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Nora Figg - 06.02.2025, 23:51
RE: [6.7.72] I co ja robię tu, co ty tutaj robisz? Początek kociej inwazji || A.G. & N.F. - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 07.02.2025, 03:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa