06.02.2025, 01:31 ✶
Gdyby nikt nie zadał mu pytania, siedziałby w ciszy i czytał o dzieciach poparzonych przez Amerykanów tak długo, aż Basiliusowi nie skończyłby się czas. Ale proszę - jednak się odezwał, zadał jakieś pytanie, czegoś tam chciał się o nim dowiedzieć. Z jakiegoś powodu to, że darowano sobie z nim wszystkie dzień dobry i spierdalaj, wywołało w nim głębokie, szczeniackie uczucie triumfu. Bo tak, to budowało wrażenie, jakby naciągnął sobie jakieś zasady... Nie miał w sobie zbyt wiele cech, co by go uczyniły dobrym aktorem. Doświadczenie sceniczne i ogólny dar do występowania pozwalały co prawda powstrzymać żenujący, nerwowy uśmiech chcący wypełznąć na zewnątrz, ale ten człowiek był wulkanem emocji wyciekających tu i ówdzie. Mimo opuszczonych kącików ust widać więc po nim było, że go ta cała sytuacja bawi. I tak - robił to dla Laurenta i nie zamierzał przeciągać tej struny zbyt mocno, ale też nie zamierzał darować dania mu przedsmaku tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zapomniał jak to jest kiedy się zapomni, że ten łachudra, co go wpuścił do swojego domu i życia, faktycznie zaradnym był fachowcem i lubił spełniać jego zachcianki, ale był też człowiekiem wyjątkowo mało plastycznym jeżeli chodziło o korekty wyniszczających go nawyków. Nie chciał zmieniać tego, w jaki sposób spał. Nie chciał przestawać palić ani papierosów, ani smacka. Lubił się napić i nie widział w tym problemu (no dobra - tej nocy kiedy go ściągał z plaży, spił się za mocno, ale naprawdę miał wtedy solidny powód i jeżeli cały ten Basilius był chociaż trochę poczciwym gościem, to też by się wtedy najebał w trzy dupy - tak wyglądał świat).
- Blisko dwie dekady temu - rzucił jakby od niechcenia, całkowicie świadomy tego, że odczytają to jako kaszlę od papierosów od dwudziestu lat. Ale chciał zrobić coś o wiele bardziej irytującego niż oczywiste naciąganie faktów. - Zaczęli w 1955, a potem tak się wciągnęli, że zdechło tam już z milion ludzi. Żołnierzy i cywilów, w tym dzieciaki, tutaj o - rzucił tę gazetę na stół, nic tak nie budowało pozytywnej atmosfery jak historia o martwych dzieciach mówiona przez kogoś, kto musiał mieć jakieś ujemne rzuty na charyzmę, bo naprawdę - powinien zamknąć mordę - piszą, że mieli zrzucić napalm na miasto, bo się tam krył po krzakach Wietkong, ta ich skośna partyzantka, a rozjebali mieszkańców. Nadal nie wycofali tych zjebanych wojsk. Tyle rzeczy, żeby się przejąć, a was zajmuje to, że chłop co kopci jak lokomotywa, kaszle od tego rano. - I wydawał się tym faktem bardzo niepocieszony. Do tego stopnia, żeby w tym teatrzyku odpalić sobie papierosa, jak gdyby nigdy nic, a jednak była w tym dostrzegalna jakaś uległość wobec pana tego domu, bo wydychany dym, zamiast rozbijać się o sufit, grzecznie gromadził się w niewidzialnej, wyczarowanej do tego bezróżdżkowo kopule. Tylko dlatego, że Laurent nie lubił jak później śmierdziała mu od tego kanapa. - Nie wiem, kurwa, kiedy. Pewnie z więcej niż trzy lata - bo tyle był w cyrku i już kaszlał. - Czy możesz zadać mi wszystkie pytania hurtem? - Chciał dodać: żebym mógł je wszystkie naraz olać, ale Laurent schował twarz w dłonie i Crow musiał odkryć to dziwne uczucie w żołądku mówiące mu przestań...
- Blisko dwie dekady temu - rzucił jakby od niechcenia, całkowicie świadomy tego, że odczytają to jako kaszlę od papierosów od dwudziestu lat. Ale chciał zrobić coś o wiele bardziej irytującego niż oczywiste naciąganie faktów. - Zaczęli w 1955, a potem tak się wciągnęli, że zdechło tam już z milion ludzi. Żołnierzy i cywilów, w tym dzieciaki, tutaj o - rzucił tę gazetę na stół, nic tak nie budowało pozytywnej atmosfery jak historia o martwych dzieciach mówiona przez kogoś, kto musiał mieć jakieś ujemne rzuty na charyzmę, bo naprawdę - powinien zamknąć mordę - piszą, że mieli zrzucić napalm na miasto, bo się tam krył po krzakach Wietkong, ta ich skośna partyzantka, a rozjebali mieszkańców. Nadal nie wycofali tych zjebanych wojsk. Tyle rzeczy, żeby się przejąć, a was zajmuje to, że chłop co kopci jak lokomotywa, kaszle od tego rano. - I wydawał się tym faktem bardzo niepocieszony. Do tego stopnia, żeby w tym teatrzyku odpalić sobie papierosa, jak gdyby nigdy nic, a jednak była w tym dostrzegalna jakaś uległość wobec pana tego domu, bo wydychany dym, zamiast rozbijać się o sufit, grzecznie gromadził się w niewidzialnej, wyczarowanej do tego bezróżdżkowo kopule. Tylko dlatego, że Laurent nie lubił jak później śmierdziała mu od tego kanapa. - Nie wiem, kurwa, kiedy. Pewnie z więcej niż trzy lata - bo tyle był w cyrku i już kaszlał. - Czy możesz zadać mi wszystkie pytania hurtem? - Chciał dodać: żebym mógł je wszystkie naraz olać, ale Laurent schował twarz w dłonie i Crow musiał odkryć to dziwne uczucie w żołądku mówiące mu przestań...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.