Na całe szczęście zaprzeczanie swoim umiejętnościom nie sprawiało, że stawało się to faktem, a ledwie oszustwem sprzedawanym temu, przed kim się zaprzeczało. Wystarczyło tylko dobrze obserwować i nagle wszystko stawało się jasne i podane niemal jak na dłoni, ale te obserwacje też przecież nie były takie proste, jak brzmiały. Dla Victorii były to miesiące rozmów i zauważania pewnych rzeczy, które należało zapamiętać, a potem jeszcze wybrać odpowiedni prezent – a cieszyła się na niego tak, jakby sama go miała dostać. Na całe szczęście Saurielowi się spodobało.
– Tak, a ćwiczysz regularnie – o tym też była przekonana, patrząc po ilości zdjęć w albumie, a z pewnością były jeszcze takie, których po prostu się podniósł.
Czasami to robiła, tak dotykała jego włosy w tym czułym geście i nie udało jej uwadze, że Sauriel wtedy zamierał – ale nic poza tym nie robił, nie warczał na nią, ani nie syczał i przede wszystkim nigdy nie dostała za to po łapie. To był z jej strony jakiś taki odruch, owszem, podzielenia się radością, ale też przekazania, że jest tu obok i zauważa jego obecność, i jest dla niej ważny, i żeby się rozchmurzył, bo nie jest sam. Przez lata nauczony samotności, tego jak się bronić przed jej wpływem z braku rodzicielskiej czułości, której każde dziecko potrzebowało do prawidłowego rozwijania się. Nie wiedziała, czy mu tego brakuje teraz, czy w ogóle potrzebuje takich gestów, albo bliskości w ogóle – bo potrzeby ciała potrzebami ciała, ale pamiętała doskonale, że ma bardziej wyczulony dotyk, zaś potrzeby umysłu mogły iść innymi drogami i może akurat… może potrzebował tego wszystkiego. Potwierdzenia i przypomnienia, że nadal jest człowiekiem, osobą, i że ma bliskich, którzy się o niego troszczą. Nieważne, że był już od dawna dorosłym mężczyzną.
– Ano, robisz co lubisz i jeszcze niech ci za to płacą. Jak dla mnie to fantastyczny pomysł – tak jak płaciła mu za opiekę nad kotami – to była miła część dnia, prawda? Pełna mruczenia, atencji i puchatości. I bezwarunkowej miłości, gdy czuło się potrzebnym. Czy nie czuł podobnego szczęścia, gdy grał za pieniądze?
– Dobrze, stop, bo coraz mniej rozumiem. W jaki sposób to wszystko jest problemem? Nie wpadasz teraz w spiralę pesymizmu, bo widzisz tylko jedną stronę galeona, a drugą ignorujesz, bo nie pasuje do narracji? – w jaki sposób chociażby te zdjęcia kotów były problemem? Albo jej własne zdjęcia – przecież ich relacja nie była tajemnicą. Gdyby coś na niego mieli, to i tak do niej przyjdą pro forma, bo przynajmniej kiedyś miała z nim kontakt, nie widziała więc w tym żadnego problemu, bo czy te zdjęcia były, czy nie… niewiele to zmieniało. A reszta zdjęć? Inni jego znajomi? Nie wiedziała, ale chciała wiedzieć. – Co jest niebezpieczne? – Sauriel zamknął album, wziął go z jej kolan, ale Victoria była teraz obrócona do niego i wpatrywała się w Rookwooda, walcząc z chęcią położenia swoich zimnych dłoni na jego policzkach i zmuszenia go, by na nią spojrzał.