Dostrzegła ten gasnący uśmiech na jego twarzy. Czyżby coś powiedziała nie tak? Przecież była miła, naprawdę starała się podejść do sprawy odpowiednio, docenić swojego narzeczonego. Zależało jej na tym, aby wiedział iż doceniała jego starania, chociaż nie znała się na tym wszystkim zupełnie. Wpatrywała się w chłopaka dłuższą chwilę, aż do niej dotarło, że coś pomieszała. Nie było to wcale nic dziwnego, Wood ciągle gdzieś pędziła, nie miała na nic czasu, bardzo prawdopodobne było więc to, iż wyciągnęła pochopne wnioski.
- Jeden grzyb, Twój szampon, czy nie Twój, najważniejsze, że wygrałeś? - Starała się znaleźć odpowiednią perspektywę. Grunt to optymistycznie podejść do sprawy. Cameron wspominał o wygranej, zupełnie nieistotne było to, w jaki sposób ją osiągnął, zresztą wierzyła w to, że gdyby faktycznie miał stworzyć jakiś magiczny szampon to na pewno byłby on najlepszym z możliwych, więc właściwie co to za różnica?
Złapała chłopaka za rękę, gdy zobaczyła, że jego policzki się zaczerwieniły. Oddychaj, Cameron. Nie powiedziała tego jednak w głos, nie chcąc go jeszcze bardziej stresować. Musiał się ogarnąć, na spokojnie. To ona wszystko przekręciła, co wcale nie było żadną nowością, aż jej się przez to zrobiło głupio.
- Tak, teraz mi się wszystko rozjaśniło. - Faktycznie pamiętała, że była taka sytuacja. Lupin okropnie przejmował się tym, że kupił coś, co miało mu przynieść tylko i wyłączne szkody, i właściwie nawet by jej to nie zdziwiło. Spotkała się z podobnymi sprawami podczas śledztw dla BUMu, tyle, że tym razem to wszystko zadziałało. Jeden los na tysiące, a on wygrał. To było niesamowite.
- To niesamowite, nie sądzisz? - Mieszkanie, na Pokątnej? Miała świadomość, jakim to było wydatkiem, mało kogo było stać na takie nieruchomości, nawet wśród tych bogatych czarodziejów, a teraz okazywało się, że Cameron został właścicielem takiego mieszkania. Wspaniale!
Pisnęła trochę zbyt głośno - tak już reagowała na te wszystkie dobre wiadomości. Zupełnie nie spodziewała się tego, że w najbliższym czasie razem zamieszkają, jasne potrzebowali takiego posunięcia, zwłaszcza, że zmienili status swojej relacji, ale jakoś nie spieszyli się ku temu, aby to zrobić, teraz okazja sama się nadarzyła. - Oczywiście, że pójdę tam z Tobą, jakże mogłabym to opuścić? - No nie mogła, taka okazja zdarza się raz w życiu, była tego pewna.
- Czy Ty mnie właśnie pytasz o to, czy ze sobą zamieszkamy? - Tak, wolała o to zapytać wprost, żeby mieć jasność, że zrozumieli wszystko wyraźnie. - TAK, TAK, TAK! - Nie mogła mu tego odmówić, zresztą uważała to za wspaniały krok jeśli chodzi o ich wspólną przyszłość, którą w końcu zdecydowali się już mieć. Nie mogło być lepiej.
- Kiedy to wręczenie kluczy? - Wolała się zapytać, w końcu jej grafik bywał różny.