07.02.2025, 16:17 ✶
Upojony bliskością Rolpha, tylko zaśmiał się słabo, składając kolejne pocałunki, zahaczając skórę zębami i pozostawiając czerwone ślady. Nie przeszkadzał mu już lepiący się do języka brokat.
- Teraz sam już nie wiem. - Westchnął między drobnymi ugryzieniami. Zapomniał już o złości, o potrzebie wyładowania się, gdy możliwość innego spożytkowania energii była tak blisko.
Uderzenia wciąż bolały, lecz przestawały mieć znaczenie. Nie zastanawiał się nad tym, co rodziło się między nim i Rodolphusem. Ich znajomość niemal od początku opierała się właśnie na tym: wsparciu połączonym z zachwytem swoimi ciałami. W towarzystwie Lestrange czuł się swobodnie, ufał mu i chciał odwdzięczyć się tym samym, co mu zaoferowano. Topniał w jego ramionach, nie chcąc myśleć o tym, co będzie później. Skupiał się na chwili, cieszył się i ani myślał przerwać dla prysznica. Ciepły oddech na policzku przynosił dreszcz.
Szczęknięcie klamry paska było jak sygnał. Charles odsunął się, lecz nie na długo. Posłał Rodolphusowi przeciągłe spojrzenie, a następne opadł na kolana, zsuwając materiał spodni Rolpha niżej, by grawitacja zrobiła resztę. Prysznic mógł chwilę zaczekać, gdy Mulciber przygryzał wargę, patrząc z dołu, jak grzeczny piesek, który uważnie słuchał rozkazów. Przesunął palcami po skórze na zewnętrznej stronie ud Rodolphusa.
- Teraz sam już nie wiem. - Westchnął między drobnymi ugryzieniami. Zapomniał już o złości, o potrzebie wyładowania się, gdy możliwość innego spożytkowania energii była tak blisko.
Uderzenia wciąż bolały, lecz przestawały mieć znaczenie. Nie zastanawiał się nad tym, co rodziło się między nim i Rodolphusem. Ich znajomość niemal od początku opierała się właśnie na tym: wsparciu połączonym z zachwytem swoimi ciałami. W towarzystwie Lestrange czuł się swobodnie, ufał mu i chciał odwdzięczyć się tym samym, co mu zaoferowano. Topniał w jego ramionach, nie chcąc myśleć o tym, co będzie później. Skupiał się na chwili, cieszył się i ani myślał przerwać dla prysznica. Ciepły oddech na policzku przynosił dreszcz.
Szczęknięcie klamry paska było jak sygnał. Charles odsunął się, lecz nie na długo. Posłał Rodolphusowi przeciągłe spojrzenie, a następne opadł na kolana, zsuwając materiał spodni Rolpha niżej, by grawitacja zrobiła resztę. Prysznic mógł chwilę zaczekać, gdy Mulciber przygryzał wargę, patrząc z dołu, jak grzeczny piesek, który uważnie słuchał rozkazów. Przesunął palcami po skórze na zewnętrznej stronie ud Rodolphusa.