08.02.2025, 03:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2025, 03:12 przez Alfred Trelawney.)
Klepnął się ręką w czoło, słuchając bajdurzenia Freddy'ego. Sukces na morzu? Premia do kapitana? W co ten stary dureń wierzył, przecież on nawet nie miał łodzi! Jak to sobie, przepraszam bardzo, wyobrażał? Że tak po prostu pojawi mu się statek przed nosem, który tylko będzie czekał, aż ten go dosiądzie? Przecież ten dziad nie umiał nawet pływać statkiem! - Do reszty ci się pocymbaliło w tym scymbalonym cymbale. Jaki sukces na morzu? Widziałeś ty kiedyś w ogóle morze? Bo ja to nawet naszej Londyńskiej Tamizie rzadko przychodzę w odwiedziny, co dopiero na jakieś morze! Miałeś kiedyś ster w tych zapijaczonych łapach? Ty to nawet na miotle nie umiesz pewnie latać, co dopiero statkiem jakimś!!! Ot co! - Powiedział, wyraźnie zirytowany bliskością papierka z wróżbą i jego twarzy. - I zabieraj mi to sprzed ryjca bo jeszcze mnie przeklnie! Sio! - Odtrącił rękę kompana, wsadzając dłonie w kieszenie z wyjątkowo zbuntowanym wyrazem twarzy. Taki to właśnie jest ten Freddy, nawymyśla sobie jakichś głupich biznesów i potem dupa z tego wychodzi! Jak chłop, co całe życie nawet w makao musi kantować ma założyć sobie jakiś biznes? Przecież on nawet bogu ducha winnych klientów w trakcie hipnozy czasem okrada! Alfred doskonale o tym wie, bo przecież mu w tym nie raz pomagał. No no, ale tylko, jak ktoś był bardzo nieswój! Swoich Alfredzik nie okrada, co to to nie, Nokturn trzyma się razem! No, chyba że to był ktoś, kogo mniej lubił, ale wtedy to ich wina, że się dali namówić na jakąś sesję hipnozy z kimś, kto trzyma z nim sztamę, ot co.
Nerwy trochę uspokoiło mu zaproponowanie zakopania topora wojennego ze strony Lockharta. No, nie do końca tak to powiedział, ale przecież każdy wie, że wspólne picie to prawie to samo, co pokój, nie? Prychnął więc, musząc przynajmniej udawać, że dalej jest zły, sięgnął jednak przy okazji za pazuchę, wyciągając litr czystej. - Menda jesteś, złodziej i wariat, ale i ty czasem cosik z sensem powiesz, Freddy. Faktycznie, ta godzina, słoneczko ładnie świeci, ptaszki wiosennie ćwierkają a my jak jakieś obiboki dalej trzeźwi! No, zaraz się to naprawi, oppa, o! - To mówiąc otworzył butelkę, rzucając niepotrzebną już nikomu zakrętkę gdzieś w najbliższy kąt. U siebie się nie śmieci, ale nie byli u siebie, nie? Chociaż dzięki Merlinowi coraz bliżej im było do Nokturnu, chyba już widział alejkę prowadzącą do Horyzontalnej, z której już w sekundę trafią do domu...
Ale no, mniejsza! Przystawił butlę do ust i solidnie pociągnął parę wielkich łyków, odciągając ją od siebie z głośnym westchnięciem i mocnym wzdrygnięciem całej twarzy. Uhh, jakie to mocne, uhh jak to pali! Podał trunek Freddy'emu, od razu szerzej się uśmiechając. - Jakoś taki człowiek spokojniejszy, jak już mu trochę poszumi, co?
Nerwy trochę uspokoiło mu zaproponowanie zakopania topora wojennego ze strony Lockharta. No, nie do końca tak to powiedział, ale przecież każdy wie, że wspólne picie to prawie to samo, co pokój, nie? Prychnął więc, musząc przynajmniej udawać, że dalej jest zły, sięgnął jednak przy okazji za pazuchę, wyciągając litr czystej. - Menda jesteś, złodziej i wariat, ale i ty czasem cosik z sensem powiesz, Freddy. Faktycznie, ta godzina, słoneczko ładnie świeci, ptaszki wiosennie ćwierkają a my jak jakieś obiboki dalej trzeźwi! No, zaraz się to naprawi, oppa, o! - To mówiąc otworzył butelkę, rzucając niepotrzebną już nikomu zakrętkę gdzieś w najbliższy kąt. U siebie się nie śmieci, ale nie byli u siebie, nie? Chociaż dzięki Merlinowi coraz bliżej im było do Nokturnu, chyba już widział alejkę prowadzącą do Horyzontalnej, z której już w sekundę trafią do domu...
Ale no, mniejsza! Przystawił butlę do ust i solidnie pociągnął parę wielkich łyków, odciągając ją od siebie z głośnym westchnięciem i mocnym wzdrygnięciem całej twarzy. Uhh, jakie to mocne, uhh jak to pali! Podał trunek Freddy'emu, od razu szerzej się uśmiechając. - Jakoś taki człowiek spokojniejszy, jak już mu trochę poszumi, co?