Moja kochana Prim,
przykro mi czytać, że Paryż Cię rozczarował, ale cieszę się, że wracasz, bardzo nam Ciebie brakuje. Musisz mi koniecznie opowiedzieć jak było być tak długo poza granicami kraju i co jednak okazało się być nie tak. Jaką pracę rozważasz?
Plotki o moim życiu prywatnym też spływają do Paryża? Myślałam, że co najwyżej o tym, jakim wybrykiem natury teraz jestem – bo takie doszły nawet do Egiptu, jak się okazuje. Co do kwestii, które tak Ci spędzają sen z powiek, być może należy przypomnieć, że mój „rynsztokowy narzeczony” był pomysłem naszych rodziców, a nie moim, ani jego, poza tym daleko mu do rynsztoka jak się okazuje. Jest zbyt mocno oczytany jak na rynsztok, przegadałby Cię, gdyby tylko mu się chciało. Do Laurenta się nie przymilam, ale widziałam już te sugestie w gazetach. Prawdę mówiąc dziwię się, że odkryli naszą znajomość dopiero teraz, bo przyjaźnimy się nie od wczoraj, chociaż to też mogło Ci umknąć zważywszy, że nie było Cię na miejscu. Ale zaspokajając Twoją ciekawość: owszem, nie przepadałam za nim w szkole, ale na szczęście ludzie się zmieniają. Przyjaźnimy się od dłuższego czasu. Pytasz żeby wybadać teren? Chcesz się dowiedzieć, czy masz na tym polu jakieś szanse, moja kochana?
Skoro wracasz, to muszę Cię ostrzec. Domyślam się, że wiesz, ile niepokojów toczy w ostatnich miesiącach Anglię, nie wiem natomiast, jakie szczegóły dokładnie do Ciebie docierają. Natomiast musisz wiedzieć, że w Dolinie Godryka nie do końca jest bezpiecznie. Po pierwsze – jest absolutny, odgórny zakaz wejścia do Kniei i to nie bez powodu. Pracownicy Ministerstwa pilnują wejścia do lasu, ale nadal są tylko ludźmi, nie próbuj tam wchodzić, bo możesz nie mieć za dużo szczęścia. Po Kniei od czasu Beltane kręcą się jakieś dziwne stwory, widma, czy jakkolwiek nie nazwać, a niektórzy pechowcy, którzy ich spotkali, nie mieli wystarczająco szczęścia, żeby o tym opowiedzieć. Kojarzysz Mildred Found? Taka młoda dziewczyna, mieszkała niedaleko wejścia do Kniei. Ona akurat przeżyła i nie jest już młoda – jest starą babcią, postarzyła się w ciągu kilkunastu sekund spotkania z tymi widmami. Wiem też, że jakiś chłopak jest teraz starym dziadkiem. Inni nie przeżyli, zostały z nich tylko suche skorupy jakby byli martwi od lat. Widziałam te stwory, są jakby… niematerialni… ale też nie do końca. Póki co znaleźliśmy na nie tylko jeden sposób i to, no cóż, nielegalny, więc zachowaj to dla siebie: Patronus. Problem w tym, że w ostatnim czasie te stwory pojawiły się również w samej Dolinie. Dlatego – pod żadnym pozorem, nie chodź sama po naszym miasteczku, a jeśli poczujesz się nagle gorzej, teleportuj się do domu. Poinformowałam już o tym wszystkim Daphne i rodziców, i po części mi ulżyło, że Liv wróciła już do szkoły, bo o nią bałam się najbardziej.
Liv strasznie zainteresowała się Quidditchem i najwyraźniej Louvain to jej nowy idol. Mówiła, że ma nadzieje, że ją wezmą do drużyny, skoro teraz już nie będzie pierwszoroczniakiem. Obiecałam jej, że kupię jej miotłę, jak się dostanie… I odprowadziłam ją na pociąg, była strasznie podekscytowana.
Poza tym – nie zdziw się, ale nie zastaniesz mnie w domu. Wyprowadziłam się pod koniec lipca, mieszkam teraz w Londynie na Pokątnej, zostawię Ci mój adres. I mam dwa koty!