Voldemort miał jakiś dziwny kamień w Limbo. On krążył wokół niebieskiego ognia i tworzył wir, który ściągał wszystko do środka – a w Dolinie Godryka pojawiła się wtedy wichura, myślę, że w jakiś sposób oddziaływał z Limbo na nasz świat. Nie wiem co to był za kamień, zniszczyliśmy go. Nie wiem nawet czemu to miało służyć. Moja babcia natomiast chciała mnie tam zatrzymać. To ja nie chciałam zostać, dlatego w jakiś sposób podświadomie odwróciłam cykl. Późniejszy kontakt z babcią przez spirytystę sugeruje, że ma teraz dziury w pamięci, tak jakbym no… rzeczywiście coś jej zabrała. Moi towarzysze mieli podobne doświadczenie – oprócz Atreusa. On wszedł do Limbo dużo później, ominęła go większość z tego. Myślę, że dlatego jego musiała wyciągać Arcykapłanka kowenu. Swoją drogą – również nekromantka, jak się okazuje. Siedzi teraz w zamknięciu w Lecznicy Dusz za to, co zrobiła podczas Lithy przy Stonehenge.
Trochę się nie dziwię, że tak jest. Pomijając pogwałcenie tabu – pomyśl jak duża to jest moc. Mnie też to zastanawia – dlaczego tak stare wampiry w takim razie nie wracają do życia, tak jakby coś nie do końca się tutaj zgadzało, albo czegoś brakowało. Może jakiegoś katalizatora, źródła magii, jakby sama krew i energia w niej zawarta nie była wystarczająca… Nie wiem, ale to zagadka na później. Natomiast pomału wyciągam rzeczy z Sauriela i tego drugiego wampira, spisuję, analizuję. Różnią się od siebie, chociaż oboje zostali stworzeni przez wypicie ich krwi, a nie zaklęcie wskrzeszenia. Dzisiaj w nocy będę robić eksperyment z nowym eliksirem, który opracowałam – na tym drugim. Sauriel będzie mnie pilnował, nie martw się. Nie wykluczam, że picie naszej krwi daje wampirom ekstazę. Widziałam to trochę w Saurielu, ale on… pilnował się, nie chciał mi chyba sprawić dyskomfortu, zresztą to było grubo poza jego zasadami. Na pewno czują ten głód ciągle, jak są młodzi to średnio nad tym panują, ale po czasie się przyzwyczajają i są w stanie kontrolować, by nie rzucać się na wszystkich.
Sauriel jest… Jest trudny i ma tego świadomość. Nie dziwię się temu, patrząc na to, co go w życiu spotkało. Ale nie jest zły, jest pogubiony. Nie będę się na ten temat rozpisywać, ale tak, jestem spokojniejsza. W porządku – napisz więc do niego. Możesz mu napisać, że rozmawiałaś ze mną na ten temat, żeby nie myślał, że to się dzieje bez mojej wiadomości.
Póki co nic nie wiem o żadnym wyroku, nie wiem nawet za co dokładnie ten list gończy, prócz tego, że w sprawie związanej z Beltane. Ale skoro się ukrywa, to musi mieć powód – nie mieszam się w to.
Nie naraziłaś mnie na kłopoty. Twój sekret jest ze mną bezpieczny, spokojnie, nic się nie dzieje. Nikomu o tym nie mówiłam i nie planuję, by się to zmieniło.