Nie tylko nie słyszał słów Charles'a, ale też nie zwrócił uwagi na wywołaną nimi reakcje Nory. Umknęło mu to. Za bardzo skupił się na poprzewracanych, zniszczonych stołach oraz na stojącej przy nich Brennie. Dawno jej nie widział - całkiem nieźle wychodziło im schodzenie sobie z drogi - i na krótką chwilę wytrąciło go to z równowagi. Chwila ta okazała się wystarczająca, żeby pewne rzeczy przeoczyć.
- Jasne. - przytaknął. Sam również nie poświęcił więcej ilości uwagi Brennie, nie próbował inicjować żadnej rozmowy. Przywitał się, zaproponował pomoc i zaczął przenosić stoły. Albo raczej pozostałości z tego, co kiedyś było tymi nieszczęsnymi stołami. Nie to, że Theon był mało rozmowny, ale okazja temu nieszczególnie sprzyjała. Temu czyli prowadzeniu choćby luźnej rozmowy. Charakter ich znajomości również miał znaczenie.
Nie uzyskał odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, co tutaj się wydarzyło, ewentualnie takową po prostu przeoczył. Nie miało to większego znaczenia. Rozumiał, że sytuacja nie sprzyjała skupianiu się na każdej jednej wypowiedzi. Zwłaszcza, że zdarzeniem zainteresowało się więcej osób. Robił swoje.
Pomógł się pozbierać Castielowi, dzięki czemu ten dał radę pierw przejść do pozycji siedzącej. Chwilę później dodatkowo na Theona wpadł, próbując podnieść się z ziemi. Niewątpliwie był zdrów jak ryba, to zdarzenie wcale a wcale się na nim nie odbiło.
- Ostrożnie. - przytrzymał chłopaka. Mężczyznę? Wyglądał na kogoś w zbliżonym wieku do Traversa. Tyle tylko, że był od niego zdecydowanie niższy, drobniejszy. - Wygląda na to, że ten tutaj potrzebuje uzdrowiciela. - zasugerował, nie kierując tych słów do jednej, konkretnej osoby. Castiel zdawał się oberwać nieco mocniej niż to miało miejsce w przypadku Charles'a, który zaraz zaczął zdawać całkiem składny raport z tego zajścia. Nie twierdził też, że widzi podwójnie. To ostatnie brzmiało ciut podejrzanie. - Albo przynajmniej posadzenia go pod czyimś nadzorem, jakby tu nam miał przypadkiem odlecieć. - po ostatnich słowach, spojrzenie przeniósł na Nore, jakby uznając ją za odpowiednią osobę do wykonania tego prostego zadania. Albo może była to kwestia tego, że była ona jedną z nielicznych osób, które znał? Co do Brenny musiał wszak przynajmniej podejrzewać, że na polanie znalazła się w związku z pracą. Na takie drobnostki raczej nie miała teraz czasu.