10.02.2025, 17:21 ✶
Nie spodziewała się takiego pytania od Baldwina Malfoya. Nie, żeby było w nim coś złego. Po prostu raczej kojarzyła swojego kolegę z pracy z pasją dla wysokiej sztuki, co stereotypowo wiązało się z dużą dozą intelektualizmu i... indywidualizmu. Alice skarciła się w duchu. Ocenianie ludzi po takich powierzchownościach nie było w porządku. Starała się tego wyzbywać z każdym dniem.
– Oczywiście, że potrafię je pleść. Cienkie, grube, dobierane, cokolwiek tylko zapragniesz – odrzekła pół żartem. – Wiesz, sam fakt, że o tym ze mną rozmawiasz czyni cię cool wujkiem. Znam niestety wielu facetów, którzy nigdy by nie zapytali o żadne warkoczyki. Wiesz, męskich mężczyzn, którzy robią tylko męskie rzeczy.
W sumie jednym z niewielu wyjątków, które Alice znała, był jej ojciec. Zaplatał jej i Hesi warkocze, bawił się z nimi lalkami i przebierał się za królewny. A na co dzień był przecież aurorem, można powiedzieć, że twardzielem. Cóż, znów pozory potrafiły zwodzić. Łatwo było po nich oceniać, ale nie zawsze po prostu przekazywały prawdę.
– Jasne. Wiesz, ojciec mi je czytał, gdy byłam mała. Wychowałam się na zarówno magicznych bajkach, jak i na mugolskich. Czasem nawet starałam się je łączyć. Przyznam, że wychodziło mi to raczej nie najlepiej – roześmiała się.
Od tych przygód właściwie zaczęło się jej zamiłowanie do pisarstwa. Spotykała się z różnymi opowieściami, poznawała je i zakochiwała się w nich. Zawsze chciała tworzyć własne, zarówno na scenie, jak i w postaci powieści. Drugie osiągnęła całkowicie (choć pod pseudonimem i w atmosferze ekscytującej tajemnicy), a pierwsze połowicznie. Niby odtwarzała historie jako aktorka, ale jakoś nigdy nie odważyła się zgłosić własnego scenariusza dyrektorowi teatru. Przecież, w teorii, nie miała żadnego pisarskiego portfolio.
– Oczywiście, że potrafię je pleść. Cienkie, grube, dobierane, cokolwiek tylko zapragniesz – odrzekła pół żartem. – Wiesz, sam fakt, że o tym ze mną rozmawiasz czyni cię cool wujkiem. Znam niestety wielu facetów, którzy nigdy by nie zapytali o żadne warkoczyki. Wiesz, męskich mężczyzn, którzy robią tylko męskie rzeczy.
W sumie jednym z niewielu wyjątków, które Alice znała, był jej ojciec. Zaplatał jej i Hesi warkocze, bawił się z nimi lalkami i przebierał się za królewny. A na co dzień był przecież aurorem, można powiedzieć, że twardzielem. Cóż, znów pozory potrafiły zwodzić. Łatwo było po nich oceniać, ale nie zawsze po prostu przekazywały prawdę.
– Jasne. Wiesz, ojciec mi je czytał, gdy byłam mała. Wychowałam się na zarówno magicznych bajkach, jak i na mugolskich. Czasem nawet starałam się je łączyć. Przyznam, że wychodziło mi to raczej nie najlepiej – roześmiała się.
Od tych przygód właściwie zaczęło się jej zamiłowanie do pisarstwa. Spotykała się z różnymi opowieściami, poznawała je i zakochiwała się w nich. Zawsze chciała tworzyć własne, zarówno na scenie, jak i w postaci powieści. Drugie osiągnęła całkowicie (choć pod pseudonimem i w atmosferze ekscytującej tajemnicy), a pierwsze połowicznie. Niby odtwarzała historie jako aktorka, ale jakoś nigdy nie odważyła się zgłosić własnego scenariusza dyrektorowi teatru. Przecież, w teorii, nie miała żadnego pisarskiego portfolio.