10.02.2025, 21:12 ✶
– Zawsze lepiej mieć za dużo niż za mało. Nie lubię się ograniczać – zbyła go Charlotte, i nawet nie musiała uciekać się tutaj do swoich ponadprzeciętnych umiejętności kłamania. Absolutnie nie była minimalistką. Oczywiście, należało znać umiar, ale tylko po to, aby nie popaść w kicz czy nie zagracić przestrzeni (na przykład w ich salonie, niestety, absolutnie nie było miejsca dla tańczących foteli, którymi w innym przypadku Charlie chętnie chwaliłaby się ludziom). I bardzo, bardzo nie lubiła się ograniczać.
– Zrobiła się czerwona jak truskawka – stwierdziła Charlotte z pewnym rozmarzeniem, zapominając o czosnku, wampirach i wszystkich sprawach, przez moment skupiona na obrazie, który przechowywała czule w swojej pamięci: matka na krawędzi apopleksji, podczas Czarnego Wesela. – Może powinnam wysłać jej zaproszenie na ślub? – zastanowiła się nagle. Kto wie, czy wtedy faktycznie nie trafiłby jej szlag? Nie żeby Charlotte naprawdę planowała to robić, byłoby to trochę nieładne wobec Jonathana, bo jednak nie wypada organizować z kimś ślubu, nie wspominając mu o tym wcześniej, ale pomysł sam w sobie był niezwykle zabawny, a ona uśmiechnęła się na samą myśl o tym, jaką minę zrobiłaby mama, gdyby faktycznie sowa doręczyła jej taką miłą przesyłkę. – Ciekawe, czy udałoby mi się zdobyć jakieś z tego pierwszego… – zastanowiła się, zapominając aż o kawie. Wysłanie ponownie starego zaproszenia przecież nie narobiłoby Jonathanowi kłopotów, a matka może wściekłaby się chociaż przez parę sekund, zanim zorientowałaby się, co takiego tym razem wymyśliła jej córka, bardzo poważna matka trójki dzieci, mająca ponad czterdzieści lat i pracująca w Departamencie Tajemnic, gdzie badano największe sekrety magii, czasu i śmierci.
Rozmarzenie zaraz jednak znikło z jej twarzy, gdy skierowała spojrzenie na syna.
– Nie prowokuj mnie, Jasperze – powiedziała, wyciągając rękę, by lekko puknąć go palcem prosto w czoło. Oczywiście wiedziała, że Jessie tylko sobie żartuje i nigdy nie próbowałby jej namówić na kupno czegokolwiek od goblinów, ale sama sugestia była już niedopuszczalna!!! To znaczy, nie że Charlotte nie przyjęłaby chętnie wytworów gobliniego rzemiosła – choćby po to, by gobliny wkurzać, że to nigdy do nich nie wróci – ale no naprawdę, zamawianie u nich celowo pierścionków i to zaręczynowych.
A potem wyprostowała się gwałtownie, tknięta nagłą, straszliwą myślą.
– Jasperze – powtórzyła, spoglądając na niego Bardzo Uważnie. – Nie spotykasz się z żadnym goblinem, prawda?
– Zrobiła się czerwona jak truskawka – stwierdziła Charlotte z pewnym rozmarzeniem, zapominając o czosnku, wampirach i wszystkich sprawach, przez moment skupiona na obrazie, który przechowywała czule w swojej pamięci: matka na krawędzi apopleksji, podczas Czarnego Wesela. – Może powinnam wysłać jej zaproszenie na ślub? – zastanowiła się nagle. Kto wie, czy wtedy faktycznie nie trafiłby jej szlag? Nie żeby Charlotte naprawdę planowała to robić, byłoby to trochę nieładne wobec Jonathana, bo jednak nie wypada organizować z kimś ślubu, nie wspominając mu o tym wcześniej, ale pomysł sam w sobie był niezwykle zabawny, a ona uśmiechnęła się na samą myśl o tym, jaką minę zrobiłaby mama, gdyby faktycznie sowa doręczyła jej taką miłą przesyłkę. – Ciekawe, czy udałoby mi się zdobyć jakieś z tego pierwszego… – zastanowiła się, zapominając aż o kawie. Wysłanie ponownie starego zaproszenia przecież nie narobiłoby Jonathanowi kłopotów, a matka może wściekłaby się chociaż przez parę sekund, zanim zorientowałaby się, co takiego tym razem wymyśliła jej córka, bardzo poważna matka trójki dzieci, mająca ponad czterdzieści lat i pracująca w Departamencie Tajemnic, gdzie badano największe sekrety magii, czasu i śmierci.
Rozmarzenie zaraz jednak znikło z jej twarzy, gdy skierowała spojrzenie na syna.
– Nie prowokuj mnie, Jasperze – powiedziała, wyciągając rękę, by lekko puknąć go palcem prosto w czoło. Oczywiście wiedziała, że Jessie tylko sobie żartuje i nigdy nie próbowałby jej namówić na kupno czegokolwiek od goblinów, ale sama sugestia była już niedopuszczalna!!! To znaczy, nie że Charlotte nie przyjęłaby chętnie wytworów gobliniego rzemiosła – choćby po to, by gobliny wkurzać, że to nigdy do nich nie wróci – ale no naprawdę, zamawianie u nich celowo pierścionków i to zaręczynowych.
A potem wyprostowała się gwałtownie, tknięta nagłą, straszliwą myślą.
– Jasperze – powtórzyła, spoglądając na niego Bardzo Uważnie. – Nie spotykasz się z żadnym goblinem, prawda?