Nie było czasu. Nie miała czasu. Rzeczy działy się tak szybko – jej zbite fiolki, eliksir rozlany na stoliku, warczenie Astarotha, jakby był dzikim zwierzęciem, a nie myślącą osobą ludzką. Yaxley kompletnie, dokumentnie nad sobą nie panował i Victoria wiedziała już przynajmniej o jakiej skali w ogóle mówili – eliksir ochrony przed słońcem nie mógł więc póki co wpaść w jego ręce, a to był ten, który już opracowała i wydawało jej się, że udało jej się też poprawić jego formułę, będą to musieli sprawdzić z Saurielem, ale… to nie był moment na te rozważania. Bo Astaroth, przypomniawszy sobie o trzymanej w łapie fiolce postanowił wyrzucić ją w powietrze, a Victoria aż wstrzymała oddech, bardzo mimowolnie, zatrzymana w półkroku do kociołka, który stał pod ścianą, gdy przesunęła go, robiąc dla nich miejsce na środku pracowni.
Nie było czasu, ale ten jakby nagle zwolnił, nawet przestała mrugać, obserwując lot fiolki po łuku – najpierw w górę, a później… Zatrzymała się. Zawisła w powietrzu, gdy Sauriel wykonał ruch dłonią. Nie rozbiła się, chociaż oczyma wyobraźni już widziała jak trzecia z mikstur dołącza do swoich rozbitych przez nią sióstr.
Nie zdążyła nabrać oddechu, gdy ciało Astarotha uderzyło o ścianę, którą sama stworzyła. Syk, jaki wydobył się z ust wampira zjeżył jej włoski na karku, lewą nogę przesunęła w tył, zupełnie jakby to był krok w tańcu i… wtedy nastąpiło drugie uderzenie – znacznie mocniejsze, gdy Sauriel skoczył na Yaxleya, a ona mogła z drugiej strony dokładnie obserwować to, co się dzieje, wszystkie wystudiowane ruchy czarnowłosego, złapanie Aska za włosy, kolejne uderzenie… Ściana wytrzymała.
To już kiedyś widziała. A teraz już tylko mrugnęła. A wtedy fiolka już była w dłoni Sauriela, już odkorkowana, gdy próbował płyn wlać do gardła młodego wampira. Niepanującego nad swym głodem pisklaka wyrzuconego z gniazda, nie mającego absolutnie żadnego wzorca, żadnego nauczyciela na tej drodze.
Tak naprawdę, Astaroth miał tylko ich dwójkę – tylko oni cokolwiek wiedzieli o wampiryzmie. Sauriel z pierwszej ręki, a Victoria… z drugiej. Uczyła się empirycznie. I tez miała nadzieję, że ten eliksir zadziała, a jeśli nie… Mieli jeszcze cały kociołek – lecz nim sięgnie po niego, chciała się upewnić, że ten nie sprawi, że Astaroth będzie jeszcze bardziej pobudzony. Spojrzenie Victorii było teraz niczym tej sroki, która wypatrzyła w trawie świecidełko – niepomna na krew na twarzy wyższego z mężczyzn, interesował ją tylko efekt.
…i ten taniec, który tu wykonywali – było w tym coś pierwotnie fascynującego, nad czym nie miała teraz czasu się zastanowić.