11.02.2025, 19:48 ✶
Mona w porę ugryzła się w język zanim pozwoliła sobie na kolejny odruch zawodowego zrzędy, już otwierała usta, żeby wytłumaczyć kobiecie, że smoczogniki to właściwie nawet pod smoki nie podchodziły, a ludzie notorycznie je mylili, co z kolei prowadziło do naprawdę paskudnych konsekwencji— jeśli Mona zaczęłaby rzucać wyjaśnieniami, to Bletchleyówna z pewnością dołączyłaby do listy tych, którzy polubili ją dopóki Rowle nie zaczęła się odzywać. Więc nie. Nie tym razem. Nie miała problemu ze znajdowaniem znajomych, ale przyjaźnie… Te zawsze przychodziły trudniej. Zwłaszcza po tym, jak straciła jednocześnie i przyjaciela, i chłopaka. Więc jeśli Alice była kimś z kim mogłaby się zaprzyjaźnić, to może warto było dla odmiany nie sabotować tego na starcie?
— Nie jestem przekonana, żeby był ze mnie jakikolwiek odpowiedni materiał na powieść. Poza tym jestem zdania, że każdej dobrej książce nie powinno brakować romansu, a u mnie to… Średnio — odparła. No i masz babo placek. Mona patrzyła na Alice i z każdą chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że nowo poznana kobieta była przesłodką kruszyną. Ale ona? Bohaterka jakiejś sagi przygodowej? Dobry bogowie, gdyby ktoś kiedyś postanowił napisać o niej książkę, to skończyłaby dokładnie tak samo, jak ta sztuka, o której właśnie rozmawiały. Czyli kompletnym kiczem. Aktorzy w materiałowych workach na głowie, dramatyczne monologi, a wszystko to okraszone budżetem niższym niż cena przyzwoitej peleryny. Jeśli Mona miałaby być dowolnym dziełem literackim, to nie ,,Smok, koń i wilkołak”, ale najwyżej jako ,,Koński targ” — inna sztuka, którą Jonathan kiedyś pokazał jej z miną niewiniątka i która od tamtej pory nieprzyjemnie siedziała jej w głowie.
— Nie jestem przekonana, żeby był ze mnie jakikolwiek odpowiedni materiał na powieść. Poza tym jestem zdania, że każdej dobrej książce nie powinno brakować romansu, a u mnie to… Średnio — odparła. No i masz babo placek. Mona patrzyła na Alice i z każdą chwilą utwierdzała się w przekonaniu, że nowo poznana kobieta była przesłodką kruszyną. Ale ona? Bohaterka jakiejś sagi przygodowej? Dobry bogowie, gdyby ktoś kiedyś postanowił napisać o niej książkę, to skończyłaby dokładnie tak samo, jak ta sztuka, o której właśnie rozmawiały. Czyli kompletnym kiczem. Aktorzy w materiałowych workach na głowie, dramatyczne monologi, a wszystko to okraszone budżetem niższym niż cena przyzwoitej peleryny. Jeśli Mona miałaby być dowolnym dziełem literackim, to nie ,,Smok, koń i wilkołak”, ale najwyżej jako ,,Koński targ” — inna sztuka, którą Jonathan kiedyś pokazał jej z miną niewiniątka i która od tamtej pory nieprzyjemnie siedziała jej w głowie.