11.02.2025, 23:13 ✶
Przekręciła głowę na bok, lustrując go wzrokiem z odrobiną rozbawienia, jak i niedowierzania. Tak właśnie czasem jej słuchał. Zwilżyła usta, kiwając głową, aby zaraz jednak dodać komentarz werbalny, a nie tylko skupić się na gestach. - No pytałam, czy wyskoczysz ze mną dziś do Turcji, jakieś dwa lub trzy tygodnie temu? Jak zajrzałam do Ciebie do pracy. - wzruszyła ramionami, chcąc tym samym zasugerować, żeby zupełnie się nie przejmował tym, że nie pamiętał. Ona dużo gadała, a Islandczyk, gdy pracował, mógł przecież tylko przytakiwać lub po prostu wpuszczać jednym uchem, lub wypuszczać drugim. Istniała jednak jeszcze jedna możliwość. - Pewnie powiedziałam coś pokrętnie, ale nic się nie stało. Możemy tam jechać w każdym momencie. Wszyscy się na pewno ucieszą, gdy Cię spotkają.
Nie tylko Deniz, Ismet czy jej pozostałe kuzynostwo, ale nawet mama Pandory o niego pytała. Czy istniała szansa, żeby popsuł urodziny komuś, kto niezbyt przykładał do nich uwagę? Raczej nie. Nie było też złych pytań, wystarczyło spojrzeć na brunetkę, która zadawała ich tak wiele, nie zwracając uwagi na to, czy wypada, czy też nie. - Znów mnie podejrzewasz o takie brzydkie rzeczy! Przecież trzeba celebrować każdy dzień, każdą chwilę, a nie tylko urodziny. Od Maja zeszłego roku zapewniłeś mi tyle dobrych momentów, że to tak, jakbym ciągle je obchodziła.
Wyjaśniła mu zgodnie z prawdą, pozwalając sobie na puszczenie mu oczka. Zdradziła też mały sekret Azjatki, licząc, że trochę lepiej ją zrozumie. Zdawała sobie jednak sprawę, że Akane od Hjalmara różniła jeszcze bardziej, niż ona sama. To były dopiero dwa różne światy.
Mogłaby się obrazić, gdybyś ktoś poza nią miał taką literkę, która dumnie dopełnia jej urodzinowej kreacji, znacznie lepiej niż medalik lub typowa błyskotka by to zrobiła. Nie znała się na kowalstwie, ale była szczerze zachwycona dokładnością i delikatnością łańcuszka, jak i samej literki.
Los małemu gremlinowi sprzyjał, nie mogła przecież wiedzieć, że Hjalmar nie pijał szampana zbyt często. A alkohol ten był najpopularniejszy do wznoszenia toastów urodzinowych, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Czarnowłosa wydała z siebie ciche mruknięcie, będące zrozumieniem, jak i współczuciem jednocześnie. Jej plan działał, nawet lepiej niż się spodziewała. Nie dała amortencji dużo, nie powinna trzymać go długo, zwłaszcza jeśli wziąć by pił lub coś przekąsił, ale to musiało wystarczyć, aby jej plan wszedł w życie. Z odrobiną rozczarowania pomyślała sobie, że nawet jeśli mogliby się doskonale na górze bawić, nie mogłaby tego zrobić Pandorze.
- Zobaczysz, że zaraz przyjdzie. Przecież zawsze zerka w Twoją stronę. - rzuciła konspiracyjnym szeptem, chcąc go nieco uspokoić, ale i nachylić się, aby podstęp zadziałał. Zazdrość na wszystkich działała dobrze, trzeba było tylko znaleźć granicę w jej ilości do danej sytuacji i przypadku. Zdradziła mu prostą sztuczkę, pozostawiając tym samym wolną interpretację. Jego słowa sprawiły, że Azjatka zaśmiała się figlarnie, wzruszając ramionami. - Na pewno się tego nie spodziewa, ale musiałbyś to zrobić, jak będziecie sami. W bardziej, no wiesz, intymnych warunkach. Gdybyś rozebrał się tutaj, pewnie nie byłaby zadowolona. I Ty ostatecznie też nie.
Tu miała oczywiście na myśli jego świadomość, gdy dotrze do niego, jak spędził wieczór i co mógł potencjalnie zrobić lub powiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że pewnie będzie na nią zły, ale gra była warta świeczki, przynajmniej w jej mniemaniu.O tym, co mogłaby zrobić, aby mu pomóc, powiedzieć już nie zdążyła, ale może to lepiej.
Pandora kolejny raz złapała się na tym, że przez jej głowę przebiegła luźna i pozornie niewinna myśl, że naprawdę, zwyczajnie lubiła mieć go obok. Ciepło, poczucie bezpieczeństwa, szerokie ramiona — wszystko to tworzyło jakąś niewytłumaczalną strefę komfortu. Była trochę zawstydzona swoją śmiałością, zwłaszcza przy tych wszystkich ludziach, ale zamiast skupiać się na tym, bardziej zastanawiał ją brak odpowiednich reakcji u Islandczyka. Instynktownie czuła niepokój, bo nawet jeśli tak często na nią patrzył i był tak uległy, to przecież robił to w zupełnie inny sposób, gdy się widywali, uzupełniał to innymi gestami. I nie mogła za nic znaleźć przyczyny. Nie mógł się tak szybko upić szampanem, bo przecież znała jego możliwości i wysoką tolerancję na procentowe trunki.
Posłała mu uśmiech, jednak słowa skierowane do Akane sprawiły, że kolejna, rażąco czerwona lampka rozbłysnęła w jej głowie. Coś było nie tak.
- Czekasz na co? I jak to, nie reaguje? - zapytała z nutą niedowierzania, bo chyba każdy mógłby powiedzieć, że większość jej uwagi skierowana była na niego. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zatapiając się na chwilę w błękitnych oczach, ale zupełnie pozbawionych charakterystycznego dla nich wyrazu, maleńkich iskierek, które teraz zdawały się przysłonięte mgłą. Nie odpowiadał nigdy wprost, gdy przychodziło do spraw dotyczących jego opinii lub relacji z drugim człowiekiem, gdy przychodziło do komplementów, jakiejkolwiek formy zażyłości. Poczuła, jak ściska dłonie w pięści, bo chociaż było to miłe, całkiem inne od tego, co znała, to nie był przecież on.
- Nie zamierzam Cię opuścić.. - westchnęła, wędrując spojrzeniem pomiędzy Kaną a nim, bezradna i zła. Nie na niego oczywiście. Ciężko było objąć jej umysłem bezmyślność przyjaciółki, chociaż jej wewnętrzny altruizm i miłość do świata już szukała wymówek dla jej działań, żeby nie być taką złą. Uniosła dłoń, znów kładąc ją na ramieniu Hjalmara, jednak palce powędrowały dalej. Zgarnęła mu kitkę na plecy, a potem ułożyła je na karku, głaszcząc go delikatnie, żeby się uspokoił. Nie miała pojęcia, czy ta sztuczka będzie działała, zainspirowana jego głaskaniem jej głowy i faktem, że kark miał wrażliwy, a do tego zawsze dodawał sobie otuchy, gdy powiedział coś, co go zawstydza, przesuwając po nim palcami.
To nie była kwestia sukienki, tylko okropnego, otumaniającego eliksiru, czego nie omieszkała w stronę przyjaciółki bezgłośnie wysyczeć, posyłając jej nieco zbyt jadowite spojrzenie, jak na siebie. - To nie Twoja wina, spokojnie. No już, już.
Głaskała go dalej, trzymając blisko siebie, myślała nad tym, co powinna zrobić — poza unikaniem go do końca życia, bo pewnie sobie pomyśli, że to był jej pomysł.
- Naprawdę Pandziu, dodałam kilka kropel… - Kana uniosła ręce w obronnym geście, gdy ten wspomniał o butelce, powstrzymując z trudem chichot. - Sama powiedz, czy nie jest uroczy? I chociaż mówi, to, co chce powiedzieć!
- Nie pogrążaj się i idź, załatw mi eliksir niwelujący, bo przysięgam, trafię przez Ciebie do Azkabanu. - uśmiechnęła się w stronę przyjaciółki, wolną dłonią chcąc ją jeszcze chyba strzelić, ale ta uciekła, pół przestraszona i pół rozbawiona. Pandora westchnęła kolejny raz, wracając uwagą do blondyna.
- Możemy iść do domu razem, nie pójdziesz sam. Powiedz tylko, jak będziesz zmęczony, dobrze? Może chcesz się przewietrzyć? Albo przyniosę Ci coś do jedzenia? - zaproponowała łagodnie, starając się panować nad głosem i wyrazem twarzy, żeby się tak nie przejmował. Nie było w tym absolutnie jego winy. Jej dłoń na zastygła w bezruchu na jego karku, a drugą ułożyła na swoich kolanach, nerwowo wbijając paznokcie w materiał, jednak tak, aby nie zauważył.
Był uroczy, naprawdę — Akane miała trochę racji. Jednocześnie zupełnie nieświadomy i to było najgorsze, bo przemawia przez niego eliksir.
- Ojjj, obawiam się, że jutro zmienisz zdanie i nie będziesz chciał mnie widzieć.- westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, nawet nutą rozbawienia w głosie na własną bezradność. Nie uciekała od niego spojrzeniem, a palce znów wprawiła w ruch w obawie, że jej słowa jeszcze go zdenerwują. - Niech będzie, że Ci wierze..
Dodała, przytrzymując się go, gdy wstał, aby złapać równowagę na obcasach. Owszem, była trochę ciekawa prezentu, którym się tak podekscytował, ale jednocześnie nie mogła pozbyć się wyrzutów sumienia, chociaż to Kana dała mu miłosną mieszankę. Musiała sobie ciągle o tym przypominać, bo gdy sam z siebie złapał ją za rękę, poczuła, jak przez ułamek sekundy całe ciało jej sztywnieje, a potem mięknie, rozgrzane szybszym uderzeniem serca. To eliksir, nie on. Szeptała to w myślach, jak mantrę, nie mogąc się jednak powstrzymać przed zaciśnięciem dłoni na jego palcach. Niedobrze, nie powinna mu dawać eliksiru, kiedy Pandora miała do niego taką słabość. Chcąc złapać głębszy oddech, wygładziła wolną dłonią materiał sukienki, zaprzeczając szybkim ruchem głowy, przez co loki znów roztańczyły się dookoła jej ramion i twarzy, przecinając ze świstem powietrze. - Dam radę, możemy iść tak! Specjalnie dla mnie? Jest tak wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, jak moja literka? Bo zrobiłeś to sam? - nie mogła powstrzymać odrobiny podekscytowania w głosie, gdy wlepiała w niego spojrzenie, wciąż oczywiście powtarzając kluczowe słowa wieczoru. Jak patrzył na nią w taki sposób, wzrokiem tak maślanym, jak miały nie mięknąć jej nogi i nie uginać się jej wola? Przygryzła dolną wargę, odwracając spojrzenie gdzieś na bok, gdy szli w stronę prezentów. Przez te splecione dłonie i fakt, jak dużo uwagi jej poświęcał i jak bezpośrednio do niej mówił, nie mogła się zupełnie na niczym skupić.
- Może pójdziemy otworzyć to na zewnątrz?- zapytała, gdy miała już właściwą torebkę w dłoniach, jednocześnie robiąc unik przed tańczącą dziewczyną, która jednak zdążyła w biegu kolejny raz złożyć jej życzenia. Miała do wyboru ogród lub pokoje na górze, ale wolała z tym drugim nie ryzykować. I to wcale nie dlatego, że obawiała się czegokolwiek z jego strony, raczej ze swojej. Złapała za kieliszek, który znajdował się na tacy przechodzącego obok kelnera i duszkiem wypiła zawartość, mimowolnie i krótko rozglądając się po ludziach w poszukiwaniu przyjaciółki, a potem znów spojrzała na Hjalmara. - Na pewno nie masz na nic ochoty? Niedaleko są przekąski. - wskazała ruchem głowy w stronę jednego ze stołów.
Nie tylko Deniz, Ismet czy jej pozostałe kuzynostwo, ale nawet mama Pandory o niego pytała. Czy istniała szansa, żeby popsuł urodziny komuś, kto niezbyt przykładał do nich uwagę? Raczej nie. Nie było też złych pytań, wystarczyło spojrzeć na brunetkę, która zadawała ich tak wiele, nie zwracając uwagi na to, czy wypada, czy też nie. - Znów mnie podejrzewasz o takie brzydkie rzeczy! Przecież trzeba celebrować każdy dzień, każdą chwilę, a nie tylko urodziny. Od Maja zeszłego roku zapewniłeś mi tyle dobrych momentów, że to tak, jakbym ciągle je obchodziła.
Wyjaśniła mu zgodnie z prawdą, pozwalając sobie na puszczenie mu oczka. Zdradziła też mały sekret Azjatki, licząc, że trochę lepiej ją zrozumie. Zdawała sobie jednak sprawę, że Akane od Hjalmara różniła jeszcze bardziej, niż ona sama. To były dopiero dwa różne światy.
Mogłaby się obrazić, gdybyś ktoś poza nią miał taką literkę, która dumnie dopełnia jej urodzinowej kreacji, znacznie lepiej niż medalik lub typowa błyskotka by to zrobiła. Nie znała się na kowalstwie, ale była szczerze zachwycona dokładnością i delikatnością łańcuszka, jak i samej literki.
Los małemu gremlinowi sprzyjał, nie mogła przecież wiedzieć, że Hjalmar nie pijał szampana zbyt często. A alkohol ten był najpopularniejszy do wznoszenia toastów urodzinowych, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Czarnowłosa wydała z siebie ciche mruknięcie, będące zrozumieniem, jak i współczuciem jednocześnie. Jej plan działał, nawet lepiej niż się spodziewała. Nie dała amortencji dużo, nie powinna trzymać go długo, zwłaszcza jeśli wziąć by pił lub coś przekąsił, ale to musiało wystarczyć, aby jej plan wszedł w życie. Z odrobiną rozczarowania pomyślała sobie, że nawet jeśli mogliby się doskonale na górze bawić, nie mogłaby tego zrobić Pandorze.
- Zobaczysz, że zaraz przyjdzie. Przecież zawsze zerka w Twoją stronę. - rzuciła konspiracyjnym szeptem, chcąc go nieco uspokoić, ale i nachylić się, aby podstęp zadziałał. Zazdrość na wszystkich działała dobrze, trzeba było tylko znaleźć granicę w jej ilości do danej sytuacji i przypadku. Zdradziła mu prostą sztuczkę, pozostawiając tym samym wolną interpretację. Jego słowa sprawiły, że Azjatka zaśmiała się figlarnie, wzruszając ramionami. - Na pewno się tego nie spodziewa, ale musiałbyś to zrobić, jak będziecie sami. W bardziej, no wiesz, intymnych warunkach. Gdybyś rozebrał się tutaj, pewnie nie byłaby zadowolona. I Ty ostatecznie też nie.
Tu miała oczywiście na myśli jego świadomość, gdy dotrze do niego, jak spędził wieczór i co mógł potencjalnie zrobić lub powiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że pewnie będzie na nią zły, ale gra była warta świeczki, przynajmniej w jej mniemaniu.O tym, co mogłaby zrobić, aby mu pomóc, powiedzieć już nie zdążyła, ale może to lepiej.
Pandora kolejny raz złapała się na tym, że przez jej głowę przebiegła luźna i pozornie niewinna myśl, że naprawdę, zwyczajnie lubiła mieć go obok. Ciepło, poczucie bezpieczeństwa, szerokie ramiona — wszystko to tworzyło jakąś niewytłumaczalną strefę komfortu. Była trochę zawstydzona swoją śmiałością, zwłaszcza przy tych wszystkich ludziach, ale zamiast skupiać się na tym, bardziej zastanawiał ją brak odpowiednich reakcji u Islandczyka. Instynktownie czuła niepokój, bo nawet jeśli tak często na nią patrzył i był tak uległy, to przecież robił to w zupełnie inny sposób, gdy się widywali, uzupełniał to innymi gestami. I nie mogła za nic znaleźć przyczyny. Nie mógł się tak szybko upić szampanem, bo przecież znała jego możliwości i wysoką tolerancję na procentowe trunki.
Posłała mu uśmiech, jednak słowa skierowane do Akane sprawiły, że kolejna, rażąco czerwona lampka rozbłysnęła w jej głowie. Coś było nie tak.
- Czekasz na co? I jak to, nie reaguje? - zapytała z nutą niedowierzania, bo chyba każdy mógłby powiedzieć, że większość jej uwagi skierowana była na niego. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, zatapiając się na chwilę w błękitnych oczach, ale zupełnie pozbawionych charakterystycznego dla nich wyrazu, maleńkich iskierek, które teraz zdawały się przysłonięte mgłą. Nie odpowiadał nigdy wprost, gdy przychodziło do spraw dotyczących jego opinii lub relacji z drugim człowiekiem, gdy przychodziło do komplementów, jakiejkolwiek formy zażyłości. Poczuła, jak ściska dłonie w pięści, bo chociaż było to miłe, całkiem inne od tego, co znała, to nie był przecież on.
- Nie zamierzam Cię opuścić.. - westchnęła, wędrując spojrzeniem pomiędzy Kaną a nim, bezradna i zła. Nie na niego oczywiście. Ciężko było objąć jej umysłem bezmyślność przyjaciółki, chociaż jej wewnętrzny altruizm i miłość do świata już szukała wymówek dla jej działań, żeby nie być taką złą. Uniosła dłoń, znów kładąc ją na ramieniu Hjalmara, jednak palce powędrowały dalej. Zgarnęła mu kitkę na plecy, a potem ułożyła je na karku, głaszcząc go delikatnie, żeby się uspokoił. Nie miała pojęcia, czy ta sztuczka będzie działała, zainspirowana jego głaskaniem jej głowy i faktem, że kark miał wrażliwy, a do tego zawsze dodawał sobie otuchy, gdy powiedział coś, co go zawstydza, przesuwając po nim palcami.
To nie była kwestia sukienki, tylko okropnego, otumaniającego eliksiru, czego nie omieszkała w stronę przyjaciółki bezgłośnie wysyczeć, posyłając jej nieco zbyt jadowite spojrzenie, jak na siebie. - To nie Twoja wina, spokojnie. No już, już.
Głaskała go dalej, trzymając blisko siebie, myślała nad tym, co powinna zrobić — poza unikaniem go do końca życia, bo pewnie sobie pomyśli, że to był jej pomysł.
- Naprawdę Pandziu, dodałam kilka kropel… - Kana uniosła ręce w obronnym geście, gdy ten wspomniał o butelce, powstrzymując z trudem chichot. - Sama powiedz, czy nie jest uroczy? I chociaż mówi, to, co chce powiedzieć!
- Nie pogrążaj się i idź, załatw mi eliksir niwelujący, bo przysięgam, trafię przez Ciebie do Azkabanu. - uśmiechnęła się w stronę przyjaciółki, wolną dłonią chcąc ją jeszcze chyba strzelić, ale ta uciekła, pół przestraszona i pół rozbawiona. Pandora westchnęła kolejny raz, wracając uwagą do blondyna.
- Możemy iść do domu razem, nie pójdziesz sam. Powiedz tylko, jak będziesz zmęczony, dobrze? Może chcesz się przewietrzyć? Albo przyniosę Ci coś do jedzenia? - zaproponowała łagodnie, starając się panować nad głosem i wyrazem twarzy, żeby się tak nie przejmował. Nie było w tym absolutnie jego winy. Jej dłoń na zastygła w bezruchu na jego karku, a drugą ułożyła na swoich kolanach, nerwowo wbijając paznokcie w materiał, jednak tak, aby nie zauważył.
Był uroczy, naprawdę — Akane miała trochę racji. Jednocześnie zupełnie nieświadomy i to było najgorsze, bo przemawia przez niego eliksir.
- Ojjj, obawiam się, że jutro zmienisz zdanie i nie będziesz chciał mnie widzieć.- westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, nawet nutą rozbawienia w głosie na własną bezradność. Nie uciekała od niego spojrzeniem, a palce znów wprawiła w ruch w obawie, że jej słowa jeszcze go zdenerwują. - Niech będzie, że Ci wierze..
Dodała, przytrzymując się go, gdy wstał, aby złapać równowagę na obcasach. Owszem, była trochę ciekawa prezentu, którym się tak podekscytował, ale jednocześnie nie mogła pozbyć się wyrzutów sumienia, chociaż to Kana dała mu miłosną mieszankę. Musiała sobie ciągle o tym przypominać, bo gdy sam z siebie złapał ją za rękę, poczuła, jak przez ułamek sekundy całe ciało jej sztywnieje, a potem mięknie, rozgrzane szybszym uderzeniem serca. To eliksir, nie on. Szeptała to w myślach, jak mantrę, nie mogąc się jednak powstrzymać przed zaciśnięciem dłoni na jego palcach. Niedobrze, nie powinna mu dawać eliksiru, kiedy Pandora miała do niego taką słabość. Chcąc złapać głębszy oddech, wygładziła wolną dłonią materiał sukienki, zaprzeczając szybkim ruchem głowy, przez co loki znów roztańczyły się dookoła jej ramion i twarzy, przecinając ze świstem powietrze. - Dam radę, możemy iść tak! Specjalnie dla mnie? Jest tak wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, jak moja literka? Bo zrobiłeś to sam? - nie mogła powstrzymać odrobiny podekscytowania w głosie, gdy wlepiała w niego spojrzenie, wciąż oczywiście powtarzając kluczowe słowa wieczoru. Jak patrzył na nią w taki sposób, wzrokiem tak maślanym, jak miały nie mięknąć jej nogi i nie uginać się jej wola? Przygryzła dolną wargę, odwracając spojrzenie gdzieś na bok, gdy szli w stronę prezentów. Przez te splecione dłonie i fakt, jak dużo uwagi jej poświęcał i jak bezpośrednio do niej mówił, nie mogła się zupełnie na niczym skupić.
- Może pójdziemy otworzyć to na zewnątrz?- zapytała, gdy miała już właściwą torebkę w dłoniach, jednocześnie robiąc unik przed tańczącą dziewczyną, która jednak zdążyła w biegu kolejny raz złożyć jej życzenia. Miała do wyboru ogród lub pokoje na górze, ale wolała z tym drugim nie ryzykować. I to wcale nie dlatego, że obawiała się czegokolwiek z jego strony, raczej ze swojej. Złapała za kieliszek, który znajdował się na tacy przechodzącego obok kelnera i duszkiem wypiła zawartość, mimowolnie i krótko rozglądając się po ludziach w poszukiwaniu przyjaciółki, a potem znów spojrzała na Hjalmara. - Na pewno nie masz na nic ochoty? Niedaleko są przekąski. - wskazała ruchem głowy w stronę jednego ze stołów.